Widgets Magazine
15:26 24 Sierpień 2019
Ogłoszenie stanu wojennego - Wojciech Jaruzelski

Niech oceni go historia

© AP Photo / Stringer
Polska
Krótki link
Julia Baranowska
161135

Mija 35 lat od wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W świadomości dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestoletnich Polaków, stan wojenny zamyka się w dwóch obrazkach.

Ankieta

Czym był stan wojenny w historii Polski?
  • Wprowadzenie w Polsce stanu wojennego było zbrodnią
    12.3% (89)
  • Stan wojenny był w tych czasach koniecznością
    67.9% (493)
  • Trudno stwierdzić jednoznacznie
    6.9% (50)
  • Ile można tkwić w historii, rozważania na ten temat już nic nie zmienią
    8.3% (60)
  • Mam w tej sprawie zupełnie inne zdanie
    4.6% (33)
Głosowało: 15
Pierwszy to twarz generała Jaruzelskiego z wielkimi brązowymi okularami na ekranie telewizora. Drugi to słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala — "Czas Apokalipsy", Kino Moskwa i czołg na śniegu.

O stanie wojennym mówi się w Polsce cały czas, ale nie mówi się wcale. Jest z nim trochę tak, jak z powstaniem warszawskim a rebours. Prawica, bo głównie ona trzymała w Polsce stery przez ostatnie 27 lat, chciałaby stan wojenny widzieć jako zbrodnię, a Jaruzelskiego — jako kata narodu, dyktatora idącego pod rękę z Kaddafim, Pol Potem i Husajnem. Rozmaite biura przeżuwają i wypluwają wciąż nowe analizy na podstawie starych dokumentów. Nikt już nowych faktów nie pozna, bo nie ma tu już nic do odkrycia.

Na osi czasu prawicowej mitologii, tak jak w różańcu, znajdują się Tajemnica Chwalebna (to powstanie) i Tajemnica Bolesna (to stan wojenny). Na jedno i drugie trudno patrzeć przytomnie jako splot politycznych konieczności i decyzji podejmowanych przez ludzi pod presją innych ludzi. Powstańcom warszawskim dziś z definicji stawia się pomniki, komunistom z PZPR z definicji niszczy się nagrobki, depcze godność starszych ludzi, pluje na ówczesne symbole, które wielu przecież nosiło w klapie z dumą.

Dyskurs naukowy idzie swoim torem. Historycy spierają się w oderwaniu od zwykłych zjadaczy chleba. Czasem zniżą się do maluczkich, dając wykład w IPN czy w zamkniętej sali uniwersytetu. Odpowiedź na pytanie, czy stan wojenny był koniecznością i czy z perspektywy czasu należy oceniać go jako dobrodziejstwo i dowód rozwagi Wojciecha Jaruzelskiego, czy też jako gwałt  — opinia publiczna kształtuje sobie na podstawie politycznych obrazków, sejmowych wieców, wspominków rodziców, dziadków i babć. Jaruzelski nie ma już prawa głosu. Jest postacią bardziej tragiczną od Antygony. Prawica ma do niego żal o rzekomo wasalny stosunek do Moskwy, lewica społeczna — o pacyfikację kopalni "Wujek". Dla nich to symbol wojny wydanej pracownikom, proletariatowi.

Kreml
© Sputnik . Kirill Kallinikov
Dziś wojnę tym samym pracownikom wydaje PiS, wynosząc z miast pomniki, tablice i symbole tamtych czasów jak śmieci, tnąc emerytury wszystkim, którzy wówczas swoją służbę powierzyli krajowi.

Znamienna jest historia pułkownika rezerwy Adama Mazguły, oficera z Iraku któremu odebrano odznaczenie i odsądzono od czci i wiary za szczere słowa o stanie wojennym: "Generalnie najczęściej jednak dochowano jakiejś kultury w tym wszystkim, w tym całym zdarzeniu. Ja przeżyłem już stan wojenny, byłem już dorosłym oficerem i nie pamiętam, żeby po ulicach działy się jakieś dziwne rzeczy, jakieś szczególne prześladowania. Pamiętam jednak, że zarówno generał Jaruzelski jak i cała jego ekipa w sposób dobrowolny (…) oddał władzę w sposób pokojowy. To jest dowód na to, że naród był wspólnie ze sobą, że byliśmy razem. Nie wolno teraz pokazywać, kto był większym albo mniejszym — jak to zostało określone?— oprawcą. Gdzie są ci oprawcy? Oprawcami są ci, którzy dzisiaj dalej dzielą Polaków". Tak mówić dziś nie wolno. Wolno tak myśleć prywatnie. Ale lepiej, by nikt nie słyszał.

Moi rodzice mówią to samo, co Adam Mazguła. Na pogrzeb mojego dziadka, oficera Ludowego Wojska Polskiego, jego koledzy przynieśli sztandar. Dobrze, że nie widzi i nie słyszy tego, co mówi o jego służbie dzisiejsza władza, debatująca nad zagadnieniem, czy wojsko ludowe było "nasze" czy "ich".

Porusza niedawny wywiad Jerzego Urbana dla magazynu "Nowa Orgia Myśli". "Sprawa >>Wujka<< dotknęła mnie strasznie. Dotknęła też Jaruzelskiego. To był dramat. Założeniem był przewrót bezkrwawy". Na kolejne pytanie dziennikarza: "Mieliście jakieś hamulce moralne?", były rzecznik rządu odpowiada: "Trudno mi powiedzieć, co dominowało. Choć dominowała pewnie jak zawsze kalkulacja polityczna".

Urban może pozwolić sobie na powiedzenie tego publicznie. My, zwykli zjadacze chleba, jesteśmy pociągani do odpowiedzialności, kiedy nie potępiamy zbyt mocno.

Dziś przez Warszawę przejdą marsze Polaków niezadowolonych z obecnej władzy. To i tak nie zmieni jej przekonania, że jest lepsza niż byli "oni" — Jaruzelski i spółka.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Politycy PiS, oddajcie dyplomy z PRL!
Szczerski szczerze: Tusk już wie, że będzie zwolniony
Tagi:
stan wojenny, Wojciech Jaruzelski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz