22:11 07 Lipiec 2020
Polska
Krótki link
Autor
6917
Subskrybuj nas na

Jednodniowa wizyta kanclerz Niemiec Angeli Merkel przeszła już do historii. Jej wyniki w rozmowie z korespondentem radia Sputnik Leonidem Siganem skomentował politolog, doktor Cezary Kalita.

Angela Merkel
© AP Photo / Alik Keplicz
 — Przebieg wizyty był szczegółowo relacjonowany przez polskie media,  ja więc chcę pomówić nie o protokolarnych spotkaniach, lecz o istocie tego politycznego wydarzenia. Kryje się ona bodaj w dwóch prasowych nagłówkach: „Suddeutsche Zeitung" — „Chłodna przyjaźń" i „Rzeczpospolita" — „Polska-Niemcy: Związek bez miłości". Od siebie bym dodał: to mariaż z rozsądku. Na czym więc polega różnica zdań i jakie są zbieżności w stanowiskach polskich i niemieckich rządzących polityków?

— Różnica jest bardzo fundamentalna, bo chodzi o Europę. Europa znajduje się na zakręcie dziejowym. Z jednej strony się rozpada, a z drugiej jest chęć silniejszej integracji. Zasada w polityce międzynarodowej, jak i w każdym działaniu politycznym, jest taka: kto się lepiej zorganizuje, ten wygrywa. Merkel zależy przede wszystkim na silnej Europie, czyli silniejszej integracji. Podczas, gdy nasz rząd, co z perspektywy niemieckiej jest do końca niezrozumiałe, dąży do swoistego rozwodnienia, atomizacji państw europejskich według zasady — owszem jesteśmy razem, ale jesteśmy osobno. Jest to sposób na stosunkowo małą skuteczność w polityce zagranicznej szczególnie, gdy mamy do czynienia z dużymi graczami.

Unia Europejska
© REUTERS / Hannibal Hanschke
A ci gracze są coraz więksi — mam na myśli Chiny, Rosję, USA. Dzisiaj nie ma małych graczy. Stąd perspektywa niemiecka jest nastawiona na wzmocnienie Europy podczas, gdy perspektywa polska sprowadza się do osłabienia Europy. Tego się nie da połączyć. W takim razie Niemcy nie do końca rozumieją, o co Polakom chodzi. Nie ma tu wyraźnie chemii. Te tytuły prasowe są adekwatne. To nie jest nawet miłość. Rozsądek podpowiada, że trzeba być razem, wszyscy się zgadzają, ale powstaje pytanie, jak być razem, i w tej kwestii różnica stanowisk jest kolosalna. Tych dwóch perspektyw nie da się pogodzić. Chyba Merkel jest mocno rozczarowana taką sytuacją.

 — Oprócz tego casus Tuska i Nord Stream 2?

 — Niby to taki drobiazg. Ciągle pytamy, czy nasz rząd poprze Donalda Tuska. I znowu jest to kompletnie niezrozumiałe, wręcz dziwaczne. To nam powinno zależeć, aby Tusk pozostał przewodniczącym Rady Europejskiej. To my powinniśmy zabiegać i pytać, czy poprzecie Tuska. Jeśli zaś chodzi o Nord Stream 2, to powiedzmy sobie szczerze, to jest kwestia biznesowa. Cały czas upierać się politycznie w tej kwestii, nie wiem, czy ma sens. Owszem, surowce energetyczne są ważne i rzeczywiście są elementem swoistej władzy. Ale tu siła biznesu jest większa i już nic nie można zrobić. Premier Szydło na polski użytek wspomniała o tej kwestii, ale kanclerz Merkel wcale się do tego nie odniosła. To jest już, jak to się mówi, sprawa pozamiatana.

 — Podczas konferencji prasowej pani kanclerz powiedziała: „Wiemy, jak ważne są pluralistyczne społeczeństwa, niezależne media i wymiar sprawiedliwości". Jak Pan doktor przełoży te dyplomatyczne sformułowania na zwykły język?

Kanclerz Niemiec Angela Merkel i były premier Polski Donald Tusk
© AFP 2020 / Odd Andersen
 — Jest to bardzo silna sugestia. Powiedzmy sobie szczerze, rzadko zdarza się taka sytuacja, że inny polityk, jeszcze tak istotny, wpływa na politykę wewnętrzną innego kraju. Jeśli już dochodzi do formułowania aluzji, mówiących wprost o zamachu na niezależność sądownictwa czy próbach zamachu na niezależność mediów, to jest to przypomnienie, że są to standardy europejskie. I coś odwrotnego nie będzie w żaden sposób tolerowane.

Trzeba też pamiętać, że sytuacja się zmienia, bo w czasie wyborów w Niemczech może wygrać Merkel, a może wygrać Martin Schulz, a dla niego te sprawy są priorytetowe. On takich rzeczy nie odpuści. Słowa Merkel są wysłanym sygnałem mówiącym: zróbcie nareszcie porządek, bo przestajemy was rozumieć. To niczemu nie służy, a to są wbrew pozorom ważne sprawy. Merkel wspomniała w kontekście, że rząd polski obiecuje, że coś z tym zrobi. Ale oprócz deklaracji potrzebne jest działanie. Jak to mawiali Grecy —„Oprócz dobrego słowa, daj jeszcze kromkę chleba". A tu działania ze strony polskiej nie widać.

 — Jeden punkt protokołu wizyty zwrócił szczególną uwagę analityków. Merkel, bodajże najbardziej wpływowy polityk Europy Zachodniej, odbywa poważne rozmowy z niepełniącym żadnych funkcji państwowych posłem Jarosławem Kaczyńskim. Jak Pan to wytłumaczy?

 — To nie jest sytuacja tak specjalnie nadzwyczajna, bo jednak Kaczyński jest liderem głównej partii rządzącej. Co prawda, tak najczęściej jest, że lider partii jest jednocześnie premierem. W naszym przypadku tak nie jest. I to jest trochę dziwne.  Być może pani Merkel próbuje na jakimś poziomie psychologicznym, czy na poziomie najprostszych relacji "twarzą w twarz" zrozumieć, o co nam chodzi. Póki co nie do końca jesteśmy tacy zrozumiali.

Na przykład Jarosław Kaczyński wpada na taki pomysł, że widziałby Unię Europejską jako silnego gracza atomowego. Ale, żeby być silnym graczem atomowym, to musi być silna integracja europejska. A z drugiej strony mówi, że nie jesteśmy za silną integracją europejską, jesteśmy za państwami narodowymi. Nie bardzo wiadomo, o co nam chodzi. Niemcy próbują spotkać się nie tylko z liderem PiS-u, ale też z opozycją w nadziei, że coś uda się im zrozumieć. Bo na razie odnosi się wrażenie, że Polacy dążą do swoistego izolacjonizmu. Niemcy wysłali sygnał: powiedźcie, o co wam chodzi, może prywatnie powiecie, bo logicznie trudno to wyjaśnić. Polska polityka międzynarodowa zagubiła się i przez to jest mało czytelna dla partnerów.

Zobacz również:

Wandale oblali farbą konsulat RP we Lwowie
Sąd przedłużył areszt Piskorskiego o kolejne trzy miesiące
Trump chce, aby wszyscy członkowie NATO płacili składki
Tagi:
wizyta, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński, Angela Merkel, Unia Europejska, Chiny, Niemcy, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz