06:11 13 Sierpień 2020
Polska
Krótki link
Autor
239
Subskrybuj nas na

Minister Spraw Wewnętrznych desperacko stara się udowodnić, że wszystkie wątpliwości, które pojawiają się wokół wypadku rządowej kolumny, są wymyślone przez opozycję. I oskarża poprzednią ekipę.

Mariusz Błaszczak od dwóch dni głównie odpowiada na pytania o swoją ewentualną dymisję. I wcale nigdzie się nie wybiera: —  Nie jestem przypisany do swojego stanowiska, ale nie będę wycofywał się wtedy, kiedy następuje proces porządkowania — powiedział, sugerując, że od roku zajmuje się „sprzątaniem bałaganu" po generale Janickim i poprzedniej ekipie rządzącej.

— Rocznie BOR ma ponad 20 takich wypadków. W grudniu 2014 był wypadek auta ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, a we wrześniu tego samego roku samochodu ówczesnego ministra Piechocińskiego — powiedział w Radiu Zet. — Wiedzieliśmy, że w aucie marszałka Sikorskiego pękła opona? Nie wiedzieliśmy.

Błaszczak ma trudny orzech do zgryzienia — trudno zaprzeczyć, że to właśnie po ostatnich „porządkach" w BOR zabrakło profesjonalistów. Ponadto od wczoraj minister zmaga się z oskarżeniem o to, że podał w mediach nieprawdziwą informację, jakoby 21-letni kierowca Seicento przyznał się do winy. Tymczasem politycy opozycji twierdzą, że rzekomy sprawca wypadku wcale nie ma ochoty mierzyć się z zarzutami. Pojawiły się też wątpliwości co do tego, czy faktycznie rządowa kolumna jechała na sygnale dźwiękowym. Gdyby tak nie było — mogłoby się okazać, że wcale nie była na oświęcimskiej drodze pojazdem uprzywilejowanym. Z tego wszystkiego musi tłumaczyć się Błaszczak. Minister ewidentnie przyjął metodę tzw. „zdartej płyty" — przez cały czas powtarza, że kolumna poruszała się z prędkością 50 km na godzinę, a także, że są świadkowie, którzy potwierdzają wersję o włączonym sygnale dźwiękowym. Błaszczak upiera się, że decyzja kierowcy o zjechaniu z pasa w lewo i uderzeniu w drzewo na poboczu była słuszna, ponieważ taranując Seicento, samochód BOR pozbawiłby życia 21-latka. — I wtedy mielibyśmy do czynienia z ogromną aferą — twierdzi Błaszczak.

Dziennikarze pytają ministra, dlaczego w sytuacji zagrożenia życia premier nie rzucił wszystkiego i nie udał się na miejsce wypadku, tylko brał udział w partyjnej uroczystości „miesięcznicy" na Krakowskim Przedmieściu. Błaszczak odpowiada, że „tam też było zagrożenie. Stanowią je członkowie stowarzyszenia Obywatele RP" — czyli przeciwnicy smoleńskich przedstawień w stolicy.

Czy wypadek w Oświęcimiu będzie kosztował go utratę stanowiska? Zobaczymy. Opozycja zapowiada wsparcie dla młodego kierowcy oraz domaga się powołania sejmowej komisji śledczej.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mariusz Błaszczak o Ełku: winne “lewackie środowiska”
Reforma Błaszczaka uderzy w strażaków - "niespotykane, niesprawiedliwe"
Błaszczak oszukał emerytownaych funkcjonariuszy? Miał nie obniżać emerytur
Błaszczak bawi się w prokuratora. I przeprasza
Tagi:
wypadek, BOR, Janusz Piechociński, Radosław Sikorski, Mariusz Błaszczak, Oświęcim, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz