03:11 19 Kwiecień 2019
Samochody funkcjonariuszy BOR-u

Błaszczak: za PO wypadki drogowe były tuszowane

© Zdjęcie: Sebastianm
Polska
Krótki link
Antonina Świst
239

Minister Spraw Wewnętrznych desperacko stara się udowodnić, że wszystkie wątpliwości, które pojawiają się wokół wypadku rządowej kolumny, są wymyślone przez opozycję. I oskarża poprzednią ekipę.

Mariusz Błaszczak od dwóch dni głównie odpowiada na pytania o swoją ewentualną dymisję. I wcale nigdzie się nie wybiera: —  Nie jestem przypisany do swojego stanowiska, ale nie będę wycofywał się wtedy, kiedy następuje proces porządkowania — powiedział, sugerując, że od roku zajmuje się „sprzątaniem bałaganu" po generale Janickim i poprzedniej ekipie rządzącej.

— Rocznie BOR ma ponad 20 takich wypadków. W grudniu 2014 był wypadek auta ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, a we wrześniu tego samego roku samochodu ówczesnego ministra Piechocińskiego — powiedział w Radiu Zet. — Wiedzieliśmy, że w aucie marszałka Sikorskiego pękła opona? Nie wiedzieliśmy.

Błaszczak ma trudny orzech do zgryzienia — trudno zaprzeczyć, że to właśnie po ostatnich „porządkach" w BOR zabrakło profesjonalistów. Ponadto od wczoraj minister zmaga się z oskarżeniem o to, że podał w mediach nieprawdziwą informację, jakoby 21-letni kierowca Seicento przyznał się do winy. Tymczasem politycy opozycji twierdzą, że rzekomy sprawca wypadku wcale nie ma ochoty mierzyć się z zarzutami. Pojawiły się też wątpliwości co do tego, czy faktycznie rządowa kolumna jechała na sygnale dźwiękowym. Gdyby tak nie było — mogłoby się okazać, że wcale nie była na oświęcimskiej drodze pojazdem uprzywilejowanym. Z tego wszystkiego musi tłumaczyć się Błaszczak. Minister ewidentnie przyjął metodę tzw. „zdartej płyty" — przez cały czas powtarza, że kolumna poruszała się z prędkością 50 km na godzinę, a także, że są świadkowie, którzy potwierdzają wersję o włączonym sygnale dźwiękowym. Błaszczak upiera się, że decyzja kierowcy o zjechaniu z pasa w lewo i uderzeniu w drzewo na poboczu była słuszna, ponieważ taranując Seicento, samochód BOR pozbawiłby życia 21-latka. — I wtedy mielibyśmy do czynienia z ogromną aferą — twierdzi Błaszczak.

Dziennikarze pytają ministra, dlaczego w sytuacji zagrożenia życia premier nie rzucił wszystkiego i nie udał się na miejsce wypadku, tylko brał udział w partyjnej uroczystości „miesięcznicy" na Krakowskim Przedmieściu. Błaszczak odpowiada, że „tam też było zagrożenie. Stanowią je członkowie stowarzyszenia Obywatele RP" — czyli przeciwnicy smoleńskich przedstawień w stolicy.

Czy wypadek w Oświęcimiu będzie kosztował go utratę stanowiska? Zobaczymy. Opozycja zapowiada wsparcie dla młodego kierowcy oraz domaga się powołania sejmowej komisji śledczej.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mariusz Błaszczak o Ełku: winne “lewackie środowiska”
Reforma Błaszczaka uderzy w strażaków - "niespotykane, niesprawiedliwe"
Błaszczak oszukał emerytownaych funkcjonariuszy? Miał nie obniżać emerytur
Błaszczak bawi się w prokuratora. I przeprasza
Tagi:
wypadek, BOR, Janusz Piechociński, Radosław Sikorski, Mariusz Błaszczak, Oświęcim, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz