23:08 16 Październik 2018
Na żywo
    Antoni Macierewicz podczas spotkania z ministrem obrony Łotwy Raimondsem Bergmanisem, Warszawa 14.03.2016

    Pisiewicze wstydu nie mają

    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    Polska
    Krótki link
    Antonina Świst
    4419

    Bartłomiej Misiewicz na nowym stanowisku „zarobi tyle, co szef Sztabu Generalnego, Dowódca Generalny i Dowódca Operacyjny razem wzięci".

    Były szef MON, Tomasz Siemoniak, dokonał takich obliczeń na Twitterze. „Wow, pięć razy więcej od ministra spraw zagranicznych. Musi być naprawdę dobry" — dodał Radosław Sikorski. „Misiewicz, jak wielu młodych ludzi, ma problem ze znalezieniem pracy. Gdzie mu nie znajdą, to się dziennikarze czepiają" — udał współczucie dziennikarz Adam Ozga.

    Wkurzył się już nawet prawicowy publicysta Łukasz Warzecha: „To zaczyna wyglądać na jakiś happening. Albo ukrytą kamerę"; „Młody zdolny"; „Odważny Patryjota Misiewicz kontra źli ubecy. Tak to musi wyglądać"; „Jest taka zabawka: w jednym miejscu się wciska wystającą główkę, a ona wyskakuje gdzie indziej. Powinna się nazywać Misio".

    Premier Polski Beata Szydło
    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    Całe to poruszenie spowodowała wiadomość, która gruchnęła w mediach dziś rano: na nowym stanowisku pełnomocnika rządu do spraw komunikacji w Polskiej Grupie Zbrojeniowej Bartłomiej Misiewicz zarobi 50 tysięcy złotych. „Rzeczpospolita" i „Fakt" ustaliły, że były rzecznik MON prócz powalającej na kolana pensji dostanie do dyspozycji samochód służbowy, a także premię w wysokości rocznego wynagrodzenia (600 tysięcy). Jego roczny przychód oscylował będzie zatem 1,2 miliona złotych, licząc premię.

    W zeszłym roku PiS znowelizował przepisy, które regulują zarobki na niektórych stanowiskach kierowniczych w spółkach skarbu państwa. Jednak obecne stanowisko Bartłomieja Misiewicza nie zostało wymienione w ustawie, co każe przypuszczać, że rząd walczy z horrendalnymi pensjami „prezesów" tylko pozornie.

    „Pisiewicze", „wstydu nie mają", „jak nie drzwiami, to oknem", „dobra zmiana trwa", „ciekawe jak to jest nie mieć instynktu samozachowawczego", „wizerunkowy blamaż MON" — to najczęstsze komentarze, które pojawiły się na Twitterze zaraz po tym, jak ujawniono, gdzie teraz będzie pracował „Miś".

    Sam zainteresowany jednak nie odnosi się do rewelacji jednoznacznie: „Pisanie głupot i kłamstw powinno być z automatu karane. Dyskusja z brukowcami, które podają nieprawdę jest bez sensu". W MON zarabiał 12 tys. miesięcznie. Na jego stanowisku pracują teraz 2 osoby.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    W relacjach polsko-ukraińskich może być jeszcze gorzej niż w tej chwili
    Kreml reaguje na ustalenia podkomisji smoleńskiej
    „Nocne Wilki" mają coraz więcej przyjaciół w Europie
    Tagi:
    MON, Bartłomiej Misiewicz, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz