23:54 14 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Polscy i radzieccy żołnierze na Białorusi, rok 1944

    Moja droga do wolności. Wspomnienia i relacje (fragmenty, część pierwsza)

    © Sputnik. F. Levshin
    Polska
    Krótki link
    Józef Świnder
    Historie wojenne (8)
    5461

    W Historiach Wojennych przedstawiamy opowieść Józefa Świndera - Weterana, uczestnika walk najpierw jako żołnierz Armii Czerwonej a potem II Armii Wojska Polskiego.

    Poniższe wspomnienia to wspomnienia wojenne mojego ojca Józefa Świndera, który przeżył okropności II Wojny Światowej. Była to wojna straszna i mało mi o niej opowiadał. Nie jest to coś, co zostało napisane aby się podobało – jest to opis grozy wojny i tak według mnie powinno być to odebrane i taki był zamysł Ojca jak pisał te wspomnienia.
    Grzegorz Świnder – syn nieżyjącego już Autora tych wspomnień.

    Dzień Zwycięstwa 9 maja
    © Sputnik. Host photo agency / Konstantin Chalabov
    Tragiczne dni wrześniowe to pierwsze moje spotkanie z przeżyciami wojennymi. Było to dnia trzeciego września 1939r. kiedy to odprowadzałem starszych kolegów na stację kolejową Lebiady koło Wołkowyska jako zmobilizowanych. Tam też pierwszy raz zetknąłem się z grozą drugiej wojny światowej. Było to w momencie, kiedy na stacji kolejowej znajdowały się trzy pociągi z ludźmi. Jeden to transport żołnierzy umundurowanych i uzbrojonych w karabiny ręczne. Dalsze dwa transporty to świeżo zmobilizowani żołnierze. Na placu przed dworcem kolejowym zebrała się spora gromadka ludzi — byli to: matki, ojcowie,żony i dzieci oraz szereg innych ludzi odprowadzających swoich znajomych i bliskich na front.

    W tym zgiełku i płaczu nadleciało siedem samolotów hitlerowskich od strony zachodniej i rozpoczęło zrzucanie bomb na stojące pociągi oraz ostrzeliwanie ich z broni pokładowej. Byli ranni i zabici. Był to dzień, w którym po raz pierwszy zetknąłem się z grozą działań wojennych. Nalot ten pozostawił po sobie zgliszcza, ruiny oraz rannych i ofiary w ludziach. Wracając do domu rozmyślałem i wyciągałem wnioski po czyjej stronie jest słuszność. (…)

    Z upływem dni i czasu wojna zaczęła się zbliżać coraz bardziej do naszych stron. Zaczęły nadchodzić różne wieści o tym, że Armia Czerwona przekroczyła granice Państwa Polskiego i posuwa się w kierunku Białegostoku i Grodna. Potwierdzeniem tych pogłosek była masowa ucieczka osadników wojskowych wraz z rodzinami w kierunku Białegostoku, oraz ucieczka właścicieli ziemskich.  Pewnego dnia doszły do naszej wsi pogłoski, że obszarnik Rotmistrz zastrzelił matkę i siostrę oraz oblał benzyną całe zabudowania i sam popełnił samobójstwo i spłonął wraz ze wszystkim. Po tych burzliwych dniach i wypadkach około 20 września wkroczyły do nas wojska Armii Czerwonej. Parę dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej powstał ogólny zamęt między innymi powstała Ludowa Milicja Obywatelska.  Zaczęły się panoszyć grabieże i różne inne nieprzyjemne incydenty. Po ustabilizowaniu się Władzy Radzieckiej na tych terenach podjąłem pracę przy wyrębie lasu a potem przy przygotowywaniu lasu nie ściętego do żywicowania. W miesiącu maju 1940 r. objąłem kierownictwo w sklepie wielobranżowym gdzie pracowałem do 21 czerwca 1941r.  (…)

    22 czerwca 1941 r. o godzinie 8 rano według zarządzenia władz handlowych udałem się transportem konnym na stację kolejową Zelwa po odbiór większej ilości soli do sklepu. Nie zdążyliśmy jeszcze pobrać przydzielonej ilości soli gdy nad stacją Zelwa pojawiły się samoloty niemieckie i tu znów po raz drugi przeżyłem nalot, który o mało co nie przypłaciłem życiem. Po nalocie na dworcu kolejowym powstał ogromny zamęt i wielki chaos. Nie tylko stacja  się paliła ale również koszary wojskowe, które też zostały zbombardowane. Paliły się budynki  władz rejonowych: dom partii, Urząd Stanu Cywilnego itp. Dyrektorzy i magazynierzy, którzy byli wszyscy przede wszystkim pochodzenia żydowskiego porzucili wszystkie biura i magazyny i zaczęli uciekać do centrum miasta, które też się paliło. My samowolnie nie pobraliśmy soli i tak bez niczego wróciliśmy do wsi. Za parę dni pod wieczór do mojej wsi wkroczyły oddziały wojsk hitlerowskich. Wojsko hitlerowskie — butne, hałaśliwe i wesołe miało rękawy pozakasywane. W takim nastroju rozbili swój obóz koło naszego jeziora. Po rozlokowaniu się wokół jeziora, jedni się kąpali, drudzy zaś rzucali dzieciom miejscowym chleb i cukierki a dzieci zwyczajem dzieci rzucały się na to wszystko gromadkami natomiast Niemcy w tym czasie fotografowali te fakty aby potem opublikować je w prasie i kronikach filmowych.(…)

    W dniu 19 lipca 1941r. zostałem aresztowany przez policjanta niemieckiego (narodowości polskiej), który służył w policji niemieckiej. Po aresztowaniu pod bagnetem na karabinie zostałem odprowadzony do  odległej o 6km Zelwy. Przez całą drogę ów policjant okładał mnie kolbą od karabinu. Po doprowadzeniu mnie do Zelwy zostałem wtrącony do piwnicy  pod posterunek policji. W piwnicy było już sporo ludzi  przeważnie pracownicy byłego aparatu państwowego przy władzy radzieckiej. Przez cały czas kogoś wprowadzali to znów wyprowadzali. Jedni wracali z powrotem, inni już nie wracali. Tak  upłynęły cztery dni które przesiedziałam głodny (jadłem tylko tyle co mi dali inni towarzysze niedoli). Czwartego dnia zostałem wprowadzony do pokoju gdzie już siedział za stołem niemiecki żandarm, obok niego tłumacz dalej siedział ksiądz (pop) kościoła prawosławnego oraz paru cywilów jeden z nich służył jako protokolant. Przeprowadzono ze mną bardzo dokładne dochodzenie od najmłodszych lat aż po dzień kiedy zostałem aresztowany. Po paru minutach narady w innym pokoju wypuszczono mnie na wolność. (…)

    Klęska wojsk hitlerowskich pod Stalingradem spowodowała to, że okupant jeszcze bardziej zaostrzył terror na terenach okupowanych. (…) Minęła era wielkich zwycięstw i zachłystywania się swoimi sukcesami. Niemcy stali się bardziej przygnębieni i nerwowi. Natomiast lasy nasze i Białostockie roiły się od partyzantki radzieckiej i polskiej oraz od grup żydowskich.

    Za akta sabotażu Niemcy odpowiadali różnymi represjami w stosunku do ludności. A oto niektóre z nich: W mojej wsi Niemcy rozstrzelali Janukiewicza Witolda (donosiciel niemiecki) a z nim żonę, matkę,siostrę i troje dzieci w wieku od 1 roku do 5 lat. Z tego co wynika, że stał się im niepotrzebny. Niedaleko w tej samej gminie za podłożoną minę na szosie spalona została cała wieś Szaulicze oraz wybito całą jej ludność około 2000 osób z 600 domów. Mieszkańców Szaulicze wybito w haniebny i okrutny sposób. Z tej liczby pozostały tylko dwie osoby, które były na przymusowych robotach w Niemczech. Wojska hitlerowskie otoczyły z rana całą wieś kiedy jeszcze wszyscy spali, następnie wpędzono ludność do kilku stodół. Przy drzwiach tych stodół powykopywano duże doły i wtedy pootwierano drzwi i kazano wychodzić do tych dołów. Kto wchodził zostawał natychmiast zabijany. W takiej sytuacji w stodołach powstał okropny płacz i lament. Ludzie słyszeli tern lament w promieniu 4km. Gdy już nikt już nikt nie chciał wychodzić. Wówczas stodoły oblano benzyną, i podpalono. Wynik był oczywisty, że wszyscy ludzie pozostali spalili się żywcem. Po tej masakrze całą wieś spalono tak, że jeżeli ktoś gdzieś się ukrył to i tak nie uszedł śmierci. Dziś wieś Szaulicze nie istnieje. (…)

    Po wkroczeniu wojsk Radzieckich po kilku dniach władza radziecka wydała zarządzenie o powszechnej mobilizacji wszystkich roczników od 18 lat do 65 roku życia. Wszyscy, którzy byli zdolni noszenia broni. Powyższe ogłoszenie dotyczyło tylko mężczyzn narodowości białoruskiej. W dniu 23 lipca 1944r. rozesłano ogłoszenia i zawiadomienia już przez Wojenkoment w Zelwie o mobilizacji wszystkich roczników od 19 do 60 lat. Te ogłoszenie dotyczyło wyłącznie ludności narodowości polskiej. (…)

    W dniu 24 lipca 1944r. zabrałem trochę chleba do woreczka i pojechałem do punktu zbiorczego w Baranowiczach. Gdy zajechałem tam to już tysiące mężczyzn narodowości polskiej koczowało na placach i skarpach wokół dworca kolejowego. Każdy sobie urządzał legowisko gdzie komu było wygodnie. (…)

    Z Moskwy do Stołpc też oglądaliśmy po raz drugi zgliszcza i zniszczenia oraz zniszczony sprzęt wojenny którym były zawalone całe przylegające tereny. Gdy patrzyło się w teren to się widziało jak małe dymki wychodziły spod ziemi. To były ziemianki, gdzie gnieździli się ludzie ze spalonych wiosek. Widziało się z wagonu dość niemiłe obrazki. Widziało się jak pozaprzęgane do pługów kobiety orały  sobą pole pod oziminę, inne ciągnęły  brony. Jeszcze gdzie indziej widać było jak dziesiątki kobiet kopały łopatami ziemię i siały już żyto na zimę. Wszystko dziś należy do dalekiej przeszłości ale pamięć odtwarza te obrazy lat pełne grozy i znoju oraz wyrzeczeń, lata niedojadania i pracy ciężkiej — ponadludzkiej, którą powinny wykonywać zwierzęta lub maszyny.(…)

    Historie wojenne. Józef Świnder
    © Zdjęcie: Józef Świnder
    Historie wojenne. Józef Świnder

    Stacja Białystok była naszą stacją docelową. Tu nasz transport został rozładowany a na peronie  powitano nas z orkiestrą Wojska  Polskiego. Przed dworcem kolejowym formowano nas w kolumny i pod opieką podoficerów zostaliśmy odprowadzeni na pieszo o kilkanaście kilometrów poza Białystok do lasów gdzie był nasz punkt docelowy. Owe lasy stały się miejscem naszych nowych przeżyć żołnierskich, miejscem naszego stałego zakwaterowania.

    Były to lasy gdzie rozmieszczono naszą jednostkę wojskową. Pod koniec sierpnia 1944r zaczęto organizować 9DP 28PP. przez Gen. Karola Świerczewskiego. Dowódcą 28PP był gen. Wojsk Radzieckich Marcin Popko.  Lasy były sosnowe w wieku jakichś 80 lat na bardzo wielkim obszarze, które znajdowały się na południowy-zachód od Białegostoku w kierunku Bielsk Podlaski. Po uzupełnieniu wszystkich formalności natury wojskowej przydzielono mnie do formującej się tu 9 dywizji piechoty  28 p.p. baterii 76mm. Dla korespondencji osobistej podano numer jednostki Wojskowej oraz literę pod którą figurował nasz pułk. Była to numeracja 83681 E. Moim bezpośrednim przełożonym został oficer radziecki porucznik Wasyl Grygoriew.

    Porucznik Wasyl Grygoriew był człowiekiem nie dużego wzrostu, krępy, na twarzy miał blizny po przebytej w przeszłości ospie naturalnej. Był człowiekiem bardzo nerwowym. Zszarpane miał nerwy przez wojnę oraz  był  bardzo srogi i wymagający. Po polsku nic nie umiał mówić natomiast rozumieć już doskonale rozumiał. Czapki nie nosił nigdy zawsze chodził w furażerce. Z pasem i pistoletem nigdy się nie rozstawał a nawet z nią spał. Mimo, że był oficerem radzieckim picia wódki nie lubił. Papierosy palił bardzo nałogowo przy każdej okazji i wolnej chwili. Mimo, że był ponury i wymagający ale krzywdy dla żołnierza ze swej baterii nie pozwolił nikomu zrobić. Zawsze stanął w jego obronie i to czasami bardzo ostro. Z wykształcenia cywilnego był nauczycielem na Uralu. Z tego wiem że często z tej szkoły od dzieci otrzymywał listy, oraz lubił często w wolnych chwilach z nami odrabiać różne zadania matematyczne.(…)

    Mijały dni i tygodnie na intensywnych ćwiczeniach wojskowych jak obchodzić się z działami baterii 76mm. Nauka obsługi tych dział oraz ich budowa pochłaniała nam bardzo dużo czasu. Poza tym były wykłady z regulaminu wojskowego i problemów politycznych. Życie żołnierskie było na owe czasy bardzo ciężkie i skomplikowane.

    Kolejna część wspomnień Józefa Świndera już jutro na Sputniku.

    Tematy:
    Historie wojenne (8)

    Zobacz również:

    Pięć głównych niespodzianek Defilady Zwycięstwa 2017
    Ministerstwo Obrony pokazało nagranie z przygotowania do Defilady Zwycięstwa
    Tagi:
    Wasyl Grygoriew, Józef Świnder, Białystok, Białoruś, Niemcy, Rosja, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz