Spotkanie żołnierzy, 18 stycznia 1943 roku

Moja droga do wolności. Wspomnienia i relacje (fragmenty, część druga)

© Sputnik . Semen Nordstein
Polska
Krótki link
Józef Świnder
Historie wojenne (8)
11432

Przedstawiamy drugą część wspomnień wojennych Józefa Świndera - Weterana, uczestnika walk najpierw jako żołnierza Armii Czerwonej, a potem II Armii Wojska Polskiego, którą przysłał redakcji Sputnika syn nieżyjącego już Autora Grzegorz Świnder.

Złe warunki bytowe i sanitarne, słabe odżywianie ogólne przemęczenie stwarzało często sytuację trudną dla dowódców wyższego szczebla. Do przemęczenia przyczyniły się codzienne intensywne ćwiczenia w terenie oraz bardzo częste alarmy nocne i wymarsze bardzo dalekie. Wymarsze były połączone ze sprawnością danej jednostki kto szybciej w całym składzie i uzbrojeniu przybędzie na plac alarmowy i kto pierwszy osiągnie w marszu wyznaczony przez dowództwo jednostki cel. Tu każdy oficer chciał aby jego oddział był wyróżniony a na tym cierpiał bardzo żołnierz, wymarsze nocne podczas alarmów odbywały się w pełnym rynsztunku bojowym — mundur, płaszcz, karabin, woreczek z żelazną porcją żywności, amunicja, gazmaska. Zawsze punkt docelowy był w odległości około 20km. droga powrotna również. (…)

Pewnego dnia odbyła się zbiórka całej jednostki na placu apelowym gdzie oświadczono nam że ruszamy na zachód gdzie potem zostaniemy włączeni do działań bojowych. Nim ruszyliśmy na zachód to odbyliśmy pieszo podróż do Białegostoku gdzie odbyła się wielka defilada wojskowa oraz przemarsz wszystkich naszych jednostek przed trybuną i głównymi ulicami miasta. Przemarsz odbył się w pełnym bojowym rynsztunku. Mieszkańcy Białegostoku licznie zgromadzeni na ulicach i placach oraz na balkonach gdzie kto mógł serdecznie i gorąco nas żegnali. Była radość i łzy, były kwiaty i drobne upominki, chwila była podniosła co dało wielkie przeżycie, wzruszenia, które pozostało długo w pamięci każdego żołnierza. Nasz marsz na zachód był częściowo manifestacją  siły wojskowej i politycznej która w danej chwili i czasie była podstawą przy tworzeniu się Władzy Ludowej. (…)

Warto nadmienić, że w czasie przemarszu i postoju, ludność gdzie kwaterowaliśmy dokładnie wiedząc że mamy wyżywienie słabe to mimo to nic nigdy nie otrzymaliśmy. Często było widać negatywny ich stosunek do nas i nieżyczliwość gdyż uważali nas za „ruskich" w polskich płaszczach a że płaszcze nasze były uszyte z siwego materiału a nie zielonego to już do głębi ich nie przekonywało, że my jesteśmy nowym Wojskiem Polskim. (…) Cały czas przemarszu przez ziemie rdzennie polskie żyliśmy wyłącznie z kuchni polowej, której menu miało bardzo wiele do życzenia. Niestety każdy z nas rozumiał że tak musi być gdyż Związek Radziecki ani wyniszczona ziemia polska więcej nie mogły dać. Marsz z Białegostoku na całej trasie jak nadmieniłem odbywał się przede wszystkim nocami gdyż uważano, że jesteśmy w linii przyfrontowej. (…)

Dzień przekroczenia Nysy Łużyckiej przez Żołnierza Polskiego na wieczne czasy pozostanie w pamięci  Narodu Polskiego. Przed nami rzeka szerokości do 30m. oraz most pontonowy  zrobiony przez naszych saperów w czasie nawały artyleryjskiej, natomiast nasza ciężka artyleria nadal ostrzeliwała drugi brzeg ale daleko. Przeprawiając się przez most okazało się, że pośrodku jest wielka wyrwa no i pół mostu w ogóle jest oderwane. Było trudno powiedzieć czyje pociski tego dokonały. Tyle pamiętam, że porucznik. Grygoriew krzyczał "anuka żałnierze wierot" lub ‘anuka rebiata wpierot'. Jedno nasze działo co jechało z tyłu zaczęło forsować rzekę w spław. Wozy i reszta dział przeszła po tym kiwającym się i rozbitym moście.

Po przejechaniu mostu i rzeki widziało się pełno naszych żołnierzy pobitych na trasie przemarszu wojsk i przejazdu dział, wozów oraz czołgów. Nikt na to nie zwracał uwagi, jechało się nie bacząc na te trupy aby prędzej, aby osiągnąć zaplanowany cel. Leżeli żołnierze o których dziś się mówi, że zaginęli bez wieści. Ich to dziesiątkami i setkami pozostało w tym grzęzawisku i błocie, zmiażdżone kołami i gąsienicami czołgów oraz zginęło w nurtach rzeki Nysy. Nikt ich nigdy nie policzył, wielu zginęło bez imienia — tam ich prochy leżą do dziś. Polegli żołnierze w tych godzinach grozy wojennej znaczyli swą krwią i ciałem oraz swym życiem przyszłe nasze granice państwa. Z upływem czasu po cichu mówiono, że to nasza artyleria sypnęła ogniem po przeprawiającej się przez rzekę piechocie. Trudno błędy są wszędzie. My co żyjemy musimy o nich pamiętać. O tych, którzy w godzinach tej piekielnej bitwy zginęli abyśmy mogli żyć w pokoju.(…)

Tego samego dnia po udanej ofensywie kiedy to w szybkim marszu szliśmy za nieprzyjacielem a raczej chcieliśmy go dopędzić dobić do reszty. Nasz marsz był dość forsowny a żołnierze wyglądali na zmaltretowanych po niewyspanych nocach i innych przeżyciach. Las był w tym samym wieku co i na brzegu prawym rzeki.Wojska 9-tej dywizji Piechoty bez wypoczynku posuwały się w pośpiechu do przodu co nie pozwoliło na dokładne przetrząsanie mijających osiedli i terenów zalesionych. Taki stan rzeczy umożliwiał hitlerowcom skrycie się po wsiach i lasach aby potem napadać na nasze tabory. W takiej sytuacji wymagano od wojska wielkiej czujności w marszu i na postoju. Owy pośpiech moim zdaniem był błędem naszego dowództwa. Nie przetrząsanie mijających lasów i miejscowości odbiło się na dalszym etapie naszych walk. Założeniem naszych dowódców było prędzej i dalej byle zająć jak największy teren na lewym brzegu rzeki (…)

Po zdobyciu 19 IV 1945r (godz. 18) miasta przez naszą jednostkę nastąpiła chwilowa przerwa w walkach. Zaczęto w pośpiechu ściągać całą baterię i szykować się do dalszej drogi. Porucznik Grigoriew jest zdenerwowany rzucał wiązankami nie cenzurowanych słów,  gdyż ubyło mu dwóch ludzi. W czasie chwilowej przerwy w walkach zdążyliśmy widzieć masakrę robotników pracujących w fabryce farb i lakierów, gdzie uciekające wojska niemieckie wymordowały około 100 ludzi w tejże fabryce. Oglądając to  przez okres kiedy woźnice przybędą z końmi po działa wyciągnęliśmy wnioski, że byli to robotnicy przeważnie pochodzenia rosyjskiego i Polacy. Miasto Niesky  osiągnięto pod wieczór dnia 18 IV 1945 r. Następnie walka szła o każdy dom, każdą ulice, każdy skrawek ziemi. 9 DP walczyła usilnie o miasto Rothenburg które zdobywano metr po metrze. 22IV 1945 opanowano miasto Kamenz i 9DP dotarła do Drezna. (…)

W dniu 9 maja 1945r. znaleźliśmy się na terytorium Czechosłowacji, na którym to terenie szybko posuwaliśmy się w kierunku miasta Mielnik. Tegoż dnia pod sam wieczór nasz 28 p.p. po forsownym marszu przez terytorium czechosłowackie znalazł się jakieś 5km. od miasta. (…)

Wieczorem tegoż samego dnia zarządzono zbiórkę całej naszej baterii no której zabrał głos porucznik Grigoriew, który co tylko powrócił z odprawy w sztabie pułku. Gdy cała załoga baterii była ustawiona  w dwuszeregu wtedy to porucznik Grygoriew oświadczył że w Berlinie została podpisana bezwarunkowa kapitulacja Niemiec hitlerowskich. Natomiast, że wszelkie działanie wojenne są przerwane, a kapitulację podpisały Niemcy w obecności marszałków Związku Radzieckiego i Koalicji antyhitlerowskiej w której wchodzili: Ameryka, Anglia i Francja. Niestety dla naszej 9-tej dywizji piechoty nie był to koniec wojny, był to półmetek zmagań wojennych. Po  tym oświadczeniu zapanowała wielka radość wśród wszystkich żołnierzy. Radość ta była w różny sposób manifestowana. Każdy tę radość wyrażał jak umiał. Ktoś się całował, ktoś tańczył, zaczęli grać na akordeonach. (…)

8 grudnia 1945r. zostałem  wezwany do sztabu pułku, gdzie oświadczono mi,że będę zdemobilizowany do cywila. W dniu 24 grudnia 1945r zostałem ponownie wezwany do sztabu pułku, gdzie wypłacono mi 100 zł. żołdu oraz  polecono, abym zdał nowy mundur w magazynie a tam otrzymam bardziej używany co tego samego dnia uczyniłem.  I tego samego dnia wręczono mi dokumenty demobilizacyjne. Z dokumentami otrzymałem:

1. Podziękowanie za udział w wojnie z najeźdźcą hitlerowskim podpisane przez zastępcę dowódcy do spraw Polowych  (kapitan Kaluż)  oraz dowódca jednostki wojskowej podpułkownik Wygnański.

2. Zaświadczenie o okresie służby w jednostce wojskowej 83681 E oraz wymieniono, że zostałem  zwolniony do cywila na podstawie orzeczenia Komisji  Lekarskiej. Podpisane przez sztab Jednostki  Wojskowej  który reprezentował major Jarenko, oraz  przez Dowódcę Jednostki Wojskowej — podpułkownik. Wygnański.

3. Charakterystyka służbowa: /podam w całości/

Świnder  Józef syn Józefa z 28 pułku piechoty urodzony 1917r. we wsi Hryckiewicze powiat Wołkowysk woj. Białystok Gmina Krzemienica zmobilizowany dnia 20 lipca 1944r. przez RKU Zelwa narodowość polska.  Cechy żołnierskie: Sumiennie spełniał wszelkie rozkazy swoich dowódców, odważny, zimnej krwi. Zajmował stanowisko strzelca radiotelegrafisty. Udział w walkach Nysa i ofensywa na miasto Drezno. Cechy obywatelskie — szczery demokrata pracowity, inteligentny, częściowy inwalida w związku ze służbą wojskową.  Wnioskiem dowódcy nadaje się do pracy w społeczeństwie w granicach swojego ograniczonego zdrowia. Dnia 29.XI.1945r.  Podpis zastępcy dowódcy jednostki wojskowej  do spraw polowych. kapitan Kakuż.oraz Dowódca Jednostki Wojskowej  podpułkownik Wygnański.

Po otrzymaniu tych dokumentów i odprawy wyszedłem z budynku sztabu już jako cywil w starym żołnierskim mundurze. Westchnąłem oraz  ogarnęło mnie zdumienie i refleksje, że jeden człowiek może taki ogrom cierpień i trudu znieść no drodze swojego krótkiego życia. Przetrwało się zimno i niedojedzenie jak również musiało się  przejść tysiące kilometrów  pieszo. Trzeba było to wszystko pokonać aby tu w Birczy zakończyć tę gehennę życiową.  Przeżycie i przetrwanie tych różnych kolei życia od 1939-1945r. 

Tematy:
Historie wojenne (8)

Zobacz również:

Pięć głównych niespodzianek Defilady Zwycięstwa 2017
Wrocław: „Nocne Wilki” uczciły pamięć ofiar OUN-UPA
Tagi:
II wojna światowa, Niemcy, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz