07:18 10 Grudzień 2019
Polscy oficerowie i żołnierze z dywizji im. Tadeusza Kościuszki składają przysięgę

Historyczna pielgrzymka do Lenino 2017

© Sputnik . Georgy
Polska
Krótki link
Autor
6631
Subskrybuj nas na

W Polsce ostatnio nie brakuje powodów do dyskusji. Jednym z nich jest historia, na temat której zabiera głos każdy niezależnie od poziomu wiedzy.

Autorów nowych dziejów kraju zajmuje między innymi II wojna światowa. Irytuje ich uznanie ważnej roli, jaką odegrało Wojsko Polskie w rozgromieniu Niemiec nazistowskich. Pojawiają się nowi bohaterowie, godni chwały, a tamci powinni pójść w niepamięć. Zawsze zastanawiało mnie, jak w takim „historycznym rozgardiaszu" orientują się młodzi ludzie? Czy bezkrytycznie przyjmują to, co słyszą z mediów?

Okazuje się, że nie. Przykładem może być 25-letni Marek Zatorski, który mówi: „Od wielu lat zależy mi na pamięci o żołnierzach polskich, którzy szli ze Wschodu walcząc ramię w ramię z żołnierzami Armii Czerwonej, wyzwalając Polskę spod okupacji Niemieckiej."

I na potwierdzenie swoich słów odbył 16-dniową podróż do wsi Lenino na Białorusi, gdzie swoją pierwszą walkę stoczyła 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Tam oddał cześć poległym żołnierzom. Pan Marek odpowiedział na kilka moich pytań.

— Obecnie bytuje taki pogląd, że młodych ludzi w Pana wieku interesuje przede wszystkim internet, gry komputerowe i nocne kluby. Skąd, więc, pomysł wyprawy do Lenino?

— Już od wielu lat interesuję się historią Wojska Polskiego, Armii Czerwonej, a Wojska Polskiego głównie na Wschodzie, bo uważam, że tematyka ta od kilku ładnych lat ze względów politycznych w Polsce odchodzi w niepamięć. Uznałem, że warto pamiętać również o tamtych żołnierzach, którzy przynieśli wolność naszemu krajowi.

— Na Facebooku oglądałam Pana zdjęcia. Zawsze prezentuje się Pan w mundurze Ludowego Wojska Polskiego.

— Tak, działam w Związku Weteranów i Rezerwistów Wojska Polskiego w Dzierżoniowie. W ramach tego związku noszę ten mundur —  galowy mundur szeregowego. Od ponad czterech lat udzielam się aktywnie w działalności tej organizacji. Wraz z komendantami organizujemy różne uroczystości. Ja osobiście prowadzę małą Izbę Pamięci Żołnierza Polskiego w Dzierżoniowie, w schronie poniemieckim. Takie minimuzeum.

— Pojawił się pomysł wyprawy do Lenino, no i na pewno podzielił się Pan swoimi planami z rodziną, przyjaciółmi. Jaka była reakcja Pana otoczenia?

— Najpierw było wielkie zdziwienie, niedowierzanie. Uważano, że tylko tak sobie powiedziałem, że nic z tego nie wyjdzie. A z drugiej strony obawy, że Białoruś jest straszna, jak to kreują w naszych polskich mediach, że milicja jest bardzo zła i ludzie też nieprzyjaźni. Ale okazało się inaczej. Na całej trasie spotykałem się z pomocą i życzliwością mieszkańców Białorusi. Łapiąc stopa na przykład w Brześciu, zatrzymał się chłopak około 30 letni i zabrał mnie do siebie do Żabińca i zaproponował nocleg. Nie tylko mnie nakarmił, ale była też okazja do rozmów. Z jego teściem z Petersburga bardzo miło sobie pożartowaliśmy. Bardzo sympatyczny naród. Miejscowa ludność dużo pomagała mi na trasie — i proponowano poczęstunek, i nocleg. Pozytywnie mnie odbierali w tym mundurze. Zaczepiano mnie, pytano, kim jestem, dokąd idę.

— Jak zareagowała nasza służba pogranicza. Pan szedł w mundurze i na dodatek z karabinem!

— Tak, z karabinem — wintowką Mosina. Ten karabin jest, co prawda, cały wykonany z drewna, również zamek. Ale zamek jest ruchomy i wygląda z daleka jak prawdziwa broń. Były problemy na granicy. Trzech oficerów patrzyło na tę broń i niedowierzało. Ale wszystko skończyło się dobrze i życzyli mi powodzenia w dalszej drodze. Miałem „małe" problemy z milicją, ale sam jestem temu winien. W mundurze i z bronią poszedłem do banku kupić białoruskie ruble. Oczywiście pracownicy banku zadzwonili na milicję. Przyjechał radiowóz, zabrano mnie na komendę i przesłuchano. Ale po wyjaśnieniu sprawy sam komendant milicji życzył mi powodzenia i gratulował pomysłu.

— Rozumiem, że na terenie Polski też nie było przykrych sytuacji?

— Tak, jechałem autostopem, trochę pociągiem, piechotą. Też nie było problemów. Bardzo mile na mnie reagowano, zabierano bez problemu autostopem.

— Gdy już Pan dotarł do swojego celu, do Lenino. Co tam się znajduje?

— W 1943 roku przeszła tu chrzest bojowy polska 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, która została sformowana na terenie ZSRR w Sielcach nad Oką. Ta bitwa miała miejsce z 12 na 13 października. Zadaniem żołnierzy polskich było ramię w ramię z Armią Czerwoną zadać cios Niemcom, stacjonującym w rejonie wsi Lenino i Trygubowo. Walka była zacięta, krwawa. Wielu żołnierzy polskich tam poległo. To taki symbol. Jak Monte Cassino na Zachodzie pod dowództwem generała Andersa, tak tutaj pod dowództwem pułkownika Berlinga symbolem jest Lenino.

Dzisiaj znajduje się tutaj ładnie utrzymany cmentarz. Ciekawe muzeum, bogate w pamiątki po tych, którzy tam polegli w 1943 i od kombatantów, którzy przeżyli. O bitwie w tym miejscu przypomina również pomnik poświęcony żołnierzom radzieckim i polskim. W imieniu mojego znajomego z mojej ziemi dolnośląskiej kapitana Juliana Lecha, który walczył pod Lenino (dzisiaj ma 93 lata, a do wojska był zaciągnięty, bo dodał sobie dwa lata), zapaliłem znicz na cmentarzu. Takie było moje zadanie.

Do Lenino miałem zamiar z miasta Gorki dojść pieszo, ale po drodze zatrzymał się autobus, którego kierowca przeczytał o mojej wyprawie, wiedział, kim jestem i postanowił zawieźć mnie aż do samego muzeum. Tak też się stało. A na miejscu czekał na mnie już sołtys wsi, pani dyrektor Wydziału Kultury z miasta Gorki i pracownicy muzeum. Bardzo serdecznie mnie tam przywitano z taką podniosłością, byłem bardzo wzruszony, że w ten sposób potraktowaną tę moją wyprawę.

— Wrócił Pan do domu pełen wrażeń. Z kim zamierza się Pan nimi podzielić?

— W różnych organizacjach, już rozmawiałem ze swoimi znajomymi. Wszyscy mnie podziwiają. Zamierzam wydać małą broszurę w ramach mojego Związku Weteranów i Rezerwistów, która będzie rozesłana po różnych oddziałach Związku w naszym kraju.

— Ale jakie są pierwsze reakcje? Wrócił Pan z takiej niezwykłej wyprawy. Spotkał się ze znajomymi. Co oni mówią? Zuch jesteś, czy wariat jesteś?

— (śmiech) Jedno i drugie. Wariat, bo odważył się nie dość, że stopem po Białorusi, to jeszcze w mundurze i z bronią. A z drugiej strony odważny, bo z takim ekwipunkiem nie bałem się tam pojechać. Bardzo pozytywnie odbierają, gratulują. Gratulacje sypią się i na Facebooku i osobiście, twarzą w twarz.

— Właśnie na Facebooku przeczytałam, że jeden z internautów chce przekazać Panu pamiątkę rodzinną, medal…

— Tak, po opublikowaniu przeze mnie informacji na Facebooku, że wybieram się na Białoruś, odezwał się do mnie syn uczestnika bitwy pułkownik Wacław Feryniec, którego ojciec również był pułkownikiem — niestety zmarł niedawno — czołgistą i walczył pod Lenino. Za tę bitwę był odznaczony między innymi medalem „Zasłużony Na Polu Chwały". I syn jego za moją wyprawę chciałby mi ten medal przekazać osobiście. Bardzo się wzruszyłem tą informacją. To bardzo podniosła rzecz.

W krótkiej rozmowie telefonicznej nie sposób wspomnieć o wszystkich spotkaniach i przygodach pana Marka Zatorskiego po drodze do Lenino. Po wywiadzie jeszcze raz przyglądałam się jego zdjęciom — uśmiechnięty młody chłopak, młody, jak ci, którzy zginęli pod Lenino, którym, jak on uważa, należy się cześć i pamięć.

Zobacz również:

Wrocław: „Nocne Wilki” uczciły pamięć ofiar OUN-UPA
Nocne Wilki złożyły kwiaty w Warszawie
Rajd „Drogi Pamięci”. Część druga
Rosyjski rajd „Drogi pamięci" dotarł do Olsztyna
Rajd „Drogi pamięci" wyruszył z Kaliningradu
Z Warszawy, przez Ukrainę, aż do Rosji - XVI Międzynarodowy Rajd Katyński
Tagi:
Historie wojenne, pamięć, historia, pomnik, wojna, Białoruś, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz