02:42 09 Grudzień 2019
Polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski

Hermaszewski: Jeśli Kijów nie przyzna swojej winy, nie będzie zgody

© AFP 2019 / Bartek Wrzesniowski
Polska
Krótki link
171250
Subskrybuj nas na

Pierwszy i od wielu lat jedyny polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski cudem uniknął śmierci wiosną 1943 roku na Wołyniu, gdy na wioskę, gdzie mieszkała jego rodzina, napadli ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA. W Rzezi Wołyńskiej zginęło 18 krewnych przyszłego generała brygady i bohatera Związku Radzieckiego.

Teraz generał Hermaszewski jest przekonany, że Ukraina powinna uznać te zbrodnie, inaczej nie uda się osiągnąć zrozumienia między oboma narodami – Polakami i Ukraińcami.

Na granicy śmierci

Później będzie szkoła lotnicza, Akademia Sztabu Generalnego, Centrum Szkolenia Kosmonautów im. Gagarina i lot na statku kosmicznym Salut-6, a w nocy w marcu 1943 roku rodzina Hermaszewskiego uciekała przed atakującymi jego wioskę ukraińskimi nacjonalistami. Matka upuściła półrocznego Mirosława w śnieg. Znaleźli go rano ojciec ze starszym bratem, który początkowo myślał, że noworodek nie żyje.

We wtorek, 11 lipca, gdy w Polsce czci się ofiary Rzezi Wołyńskiej, generał Hermaszewski przyszedł na skwer Wołyński w Warszawie, gdzie znajduje się pomnik ofiar tej tragedii. — Urodziłem się w wiosce Lipniki, której nazwę wygrawerowano tutaj – wskazał na pomnik i tabliczki z nazwami miejscowości.

— W nocy w marcu banderowcy otoczyli naszą wioskę i w potworny sposób zamordowali 182 osoby, w tym 18 moich bliskich krewnych. Zginął mój dziadek, ciotki, kuzyni – wspominał generał.

Jego ojciec zginął z rąk ukraińskich nacjonalistów później – w sierpniu. – Zawsze tutaj przychodzę. Na tym kamieniu wygrawerowano nazwisko mojego ojca Romana Hermaszewskiego, który też tam zginął. Przychodzę tutaj, aby pomyśleć, powspominać, popatrzeć – mówił.

— To była ogromna tragedia. Ale przez wiele lat nie mówiono o niej. Nie było można. Ale była w sercu mojej mamy, braci, sióstr – dodał kosmonauta.

Twarz generała rozjaśniła się, gdy zobaczył zbliżającego się do pomnika starszego mężczyznę niewielkiego wzrostu. – To mój kuzyn! On też przeżył! – wykrzyknął Hermaszewski i ciepło przywitał krewniaka.

Rzeź na tle narodowym

Zdaniem Hermaszewskiego najgorsze na Wołyniu było to, że ludzi mordowali nie z powodu popełnionych przestępstw, a ze względu na przynależność narodową. – Ta zbrodnia, dokonana przez ukraińskich nacjonalistów, na zawsze pozostawiła głęboką ranę w naszych sercach. Zawsze pamiętaliśmy o tym. Moja mama została sama z siedmiorgiem dzieci. Spalili nam dom, rozgrabili majątek. Taki los spotkał ponad 100 tys. Polaków na Wołyniu. I tylko dlatego, że byli Polakami – powiedział generał.

Jednocześnie nie obwinia on wszystkich Ukraińców o to, co się stało na Wołyniu. – Mama opowiadała o wielu godnych szacunku Ukraińcach, którzy mieszkali obok – o tych, którzy przyjmowali Polaków, troszczyli się o nich – wspominał.

— Czasami mówi się, że Ukraińcy są tacy straszni. Nie! To banderowcy. Jedno – naród ukraiński, a zupełnie coś innego ukraiński nacjonalizm, który obecnie się odradza. Bardzo mnie to martwi. Sądzę, że nie będzie zrozumienia między naszymi narodami, jeśli nie uznają oni tych potwornych zbrodni – podkreślił generał.

— Czas płynie, zmieniają się pokolenia i trzeba patrzeć w przyszłość, ale niektórzy politycy mądrze mówią, że Ukraina z Banderą i Szuchewyczem nie wejdzie do Europy – podsumował Hermaszewski.

Zobacz również:

Białoruś będzie się „wgryzać” w europejski rynek
Tragedia ekologiczna w Katarze
„Solidarność" wyrzuci Wałęsę?
Tagi:
rzeź wołyńska, Mirosław Hermaszewski, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz