19:29 18 Grudzień 2017
Warszawa-1°C
Moskwa0°C
Na żywo
    Kanclerz Niemiec Angela Merkel

    Więcej gazu?

    © REUTERS/ Kai Pfaffenbach
    Polska
    Krótki link
    10430

    No, więc czy tylko Rosjanie będą mogli stosować „broń gazową"?... W końcu niekoniecznie trzeba mieć złoża gazu, kurek do rury też wystarczy, jak by się kto pytał.

    To była czwarta już debata, jaką toczono w Parlamencie Europejskim na temat North Stream 2. Podobnie jak poprzednio Parlament w zasadzie in gremio opowiedział się za tym, żeby to Komisja Europejska negocjowała warunki powstania nowego gazociągu z Rosji do Europy.

    North Stream 2 budzi zastrzeżenia fundamentalne, przy czym w tle najcięższych argumentów przeciwko niemu wytaczanych mocno tkwi polityka, a właściwie geo-polityka.

    Głosy próbujące rzecz całą racjonalizować i pomieścić w ramach europejskiej wspólnej polityki energetycznej, wcześniej czy później (choć raczej wcześniej) toną w powodzi słów, o gazowym szantażu rosyjskim, o rosyjskim gazie jako rosyjskiej broni, o nieliczeniu się z lękami i interesami krajów Europy Środkowo-wschodniej i o kompletnie pomijanych interesach Ukrainy, bo ukraińskie gazociągi trzeba będzie zamknąć.

    No i oczywiście — Gerhard Schroeder! Symbol zdrady Europy i europejskiej solidarności.

    Były kanclerz Niemiec od chwili przyjęcia posady w Gazpromie prasę ma wyłącznie złą i bardzo złą.

    W tej kakofonii emocji, anty-rosyjskich fobii, trochę jakby giną gospodarcze interesy Unii Europejskiej, które North Stream 2 postawi w stan niepewności.

    Ginie z pola widzenia polityków to na przykład, że gdy już ta rura zacznie pracować, to aż 80 proc. rosyjskiego gazu wysyłanego do Europy znajdzie się w Niemczech i stamtąd będzie rozsyłana.

    No, więc czy tylko Rosjanie będą mogli stosować „broń gazową"?… W końcu niekoniecznie trzeba mieć złoża gazu, kurek do rury też wystarczy, jak by się kto pytał.

    Polscy europosłowie prawie jak jeden mąż w swych wypowiedziach dawali upust swojej antyrosyjskości.

    Putina kreowali na symbol wszelkiego zła, na zło skondensowane. Jego polityka gazowa, to w czystej formie emanacja jego dążenia do zawojowania Europy.

    Jak rozumiem gaz amerykański, który z okazji Powstania Warszawskiego prezydent Trump proponował Polsce (a więc i Europie) w nieograniczonych ilościach, jest całkowicie apolityczny i pozbawiony jakichkolwiek podtekstów o dominacji…

    Drwię, owszem, ale z Rosją, z Niemcami (bo przecież gdyby nie one, North Stream 2 w ogóle nie miałby szans na jakiekolwiek powodzenie) trzeba rozmawiać konkretnie i rzeczowo, a nie wznosić bogoojczyźniane okrzyki.

    Kanclerz federalny Niemiec Gerhard Schroeder
    © AP Photo/ Jan Bauer
    Kanclerz federalny Niemiec Gerhard Schroeder
    Tym bardziej, że popaść można przy okazji w śmieszność, niczym nasi prawicowi europosłowie protestujący przeciwko nowej podbałtyckiej rurze przy pomocy argumentów ekologicznych. Jak na reprezentantów kraju, który właśnie ostro przyciął rozwój energetyki wiatrowej i zdecydowanie prze w kierunku większego wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej, jest to argumentacja, delikatnie mówiąc, niekoniecznie dobrze dobrana.

    Zdecydowanie wolę, gdy przemawiają interesy i gdy czuję, że ktoś rzeczywiście dba o te europejskie, czyli moje również.

    Takimi argumentami posługiwał się na przykład Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, członek Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. Mówił (bodaj jako jedyny!), że North Stream 2 nie zwiększa dywersyfikacji źródeł gazu dla Europy, a pomniejsza te możliwości. Rzeczywiście Europę może zalać rosyjskie tsunami gazowe, które w perzynę obróci wszelkie kalkulacje ekonomiczne na gaz z Norwegii, czy tym bardziej z Kataru dostarczany tu w formie skroplonej.

    Leszek Miller
    © Sputnik. Leonid Sviridov
    Premier Polska Beata Szydło i kanclerz Niemiec Angela Merkel
    © AFP 2017/ Ronny Hartmann
    Tak uporczywie budowane połączenia między rurociągami przecinającymi Europę, stacje przesyłowe, które w założeniu mają sprawić, że Europe będzie mogła dowolnie sterować różnymi strumieniami gazu, mogą z dnia na dzień być bezradne wobec zalewu gazu rosyjskiego.

    Prof. Liberadzki wstrzemięźliwie podchodzi również do zapowiedzi, iż gaz dostarczany w wielkich ilościach musi być tańszy.

    Ma rację zwracając uwagę, że jeśli mamy do czynienia z monopolem, to kwestia taniej-drożej wcale nie musi być taka jednoznaczna. Tym bardziej, że jak zauważył Liberadzki, w przedstawianych dotąd projektach nie ma jasnego rozdziału między dostawcą a zarządzającym infrastrukturą.

    Czyż tak trudno sobie wyobrazić, że kraj, na którego terytorium spłynie 80 proc. całego gazu z Rosji, dojdzie do wniosku, iż upoważnia go to do jakichś dodatkowych profitów?

    Projekt tego interesu jest więc rzeczywiście bardzo polityczny, ale nie tylko z tego powodu, że Rosjanie zatrudnili u siebie byłego kanclerza Niemiec i nie tylko o rosyjskie interesy chodzi.

    Marek Barański, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tagi:
    powstanie, Nord Stream 2, polityka solidarna, polityka, gazociąg, gospodarka, rewers gazu, bezpieczeństwo, gaz, ABW, Parlament Europejski, Gazprom, Bogusław Liberadzki, Donald Trump, Gerhard Schroeder, Unia Europejska, Norwegia, Niemcy, USA, Rosja, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz