22:57 18 Listopad 2019
W siódmą rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem kolejna podkomisja przedstawiła rezultaty swojej pracy

Z podkomisji smoleńskiej odchodzą kolejni członkowie. Dlaczego?

© REUTERS / Kacper Pempel
Polska
Krótki link
Autor
23584
Subskrybuj nas na

Nie bacząc na szczodre środki budżetowe, smoleńska podkomisja, badająca przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu Tu 154 M pod Smoleńskiem, nowymi ustaleniami pochwalić się nie może.

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z ekspertem lotniczym i pilotem Michałem Setlakiem.

 — Z podkomisji smoleńskiej, badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu Tu 154 M, odchodzą kolejni badacze i z czteroosobowego prezydium został tylko jeden członek. Dlaczego tak się dzieje?

— Ja mogę tylko się domyślać, jakie są przyczyny. Podejrzewam, że jedną z przyczyn, przy czym dość istotną, jest fakt, że ta komisja po prostu nie jest w stanie znaleźć jakichkolwiek dowodów na poparcie tez, które miałyby udowodnić, że katastrofa nie była wypadkiem, tylko wynikiem celowego działania.

 — Zniknął brytyjski specjalista Frank Taylor, szczodrze opłacany i chwalony przez samego Antoniego Macierewicza. Jeśli zrezygnował z udziału w podkomisji, to zapewne miał ku temu powody? Może nie zgadzał się z teorią wybuchu?

— Jeżeli chodzi o pana Taylora, to mam osobiście wrażenie, że został on wykorzystany do legitymizowania tej komisji, natomiast w rzeczywistości nie dano mu dostępu do materiałów dowodowych. Te wcześniejsze wypowiedzi pana Taylora, których on udzielał prasie, opierały się tylko i wyłącznie na lekturze fragmentów raportu.

 — Na miejsce tych, którzy zrezygnowali, przybyli nowi członkowie. Zatem prace podkomisji trwają, a wyników — zero. Czyli pieniądze podatników są wyrzucane w błoto?

 — Wiemy, tak naprawdę, bardzo niewiele o pracach podkomisji. Dostajemy oficjalne informacje, że ona istnieje i działa, natomiast żadnych konkretnych informacji ta komisja nie publikuje. Normalna komisja, która prowadzi badanie wypadku lotniczego, jest zobowiązana publikować co jakiś czas komunikaty wstępne. Pierwszy taki komunikat jest obowiązkowy po roku działania, a potem co roku kolejne. Tutaj niczego takiego nie mamy. Żadnych konkretów. Jedyny wynik działania tej komisji, oficjalnie znany, to jest film, który został zaprezentowany, animacja, która ma pokazywać, w jaki sposób doszło do wypadku. Ale to nie jest żaden dowód, nikt się pod tym nie podpisał.

 — Jeśli chodzi o wybuch, który był jednym z takich „dowodów" katastrofy smoleńskiej, jaki jest Pana osobisty stosunek jako eksperta lotniczego do tej teorii?

 — Ja przez kilka lat pracowałem na materiałach zgromadzonych przez Komisję Millera, na materiałach źródłowych, dowodowych. Gromadziłem znaczną ilość informacji również ze źródeł niezależnych, w tym zdjęć satelitarnych, a także zdjęć wykonanych przez osoby prywatne, które się tam znalazły itd. Nie ma żadnych dowodów, które wspierałyby hipotezę wybuchu. Jedyne szczątki, które pojawiły się przed miejscem zderzenia samolotu z ziemią, no może nie licząc kawałka skrzydła odciętego po zderzeniu z brzozą, są to drobne fragmenty zewnętrznej struktury samolotu, również wyrwane w zderzeniach z kolejnymi drzewami. Przed brzozą tych drzew było co najmniej kilka o grubości rzędu 10 cm. Jeden fragment samolotu, niewielki kawałek blachy, został znaleziony przed brzozą. Wszystko, co było potem, to są efekty kolejnych zderzeń z drzewami, a dowody, w tym zapisy urządzeń elektronicznych odszyfrowane w Stanach Zjednoczonych świadczą o tym, że kadłub samolotu był cały do momentu zderzenia z ziemią, że zasilanie elektryczne było do momentu zderzenia z ziemią. Te systemy zarejestrowały współrzędne GPS samolotu w chwili zderzenia z ziemią i dokładnie zgadzają się z punktem uderzenia samolotu w ziemię.

 — Więc, jaka była przyczyna katastrofy samolotu, tej tragedii?

 — To dość dobrze można odczytać z werdyktu Komisji Millera. Przyczyną było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania. Katastrofa miała charakter zderzenia z przeszkodami terenowymi w locie kontrolowanym. Od strony lotniczej można zauważyć jeszcze jedno zjawisko, które miało miejsce przed katastrofą. Mianowicie, było to nieustabilizowane podejście. Nie jest to wprost napisane w werdykcie Komisji. Można takie sformułowanie znaleźć wewnątrz raportu. Natomiast z charakteru zniżania tego samolotu widać, że załoga nie miała do końca świadomości tego, co się z samolotem dzieje. Po prostu nie pilnowała przyrządów, nie pilnowała prędkości zniżania, nie pilnowała obrotów silników. Efektem było zniżanie z wielką prędkością samolotu, którego już się nie dało zatrzymać przed uderzeniem w przeszkody terenowe.

 — Mówiąc językiem przeciętnego obywatela, można powiedzieć, że zawiniła załoga.

— Niestety tak, ale taka jest przyczyna większości wypadków lotniczych. W większości sytuacji, w ponad 80% wszystkich wypadków lotniczych, przyczyną jest błąd człowieka. I z tym mieliśmy do czynienia również w tym przypadku.

Zobacz również:

Wicepremiera Krymu zatrzymano na lotnisku Chopina
W Polsce uszkodzono dziesięć amerykańskich czołgów
Zapad 2017: przygotowania do wielkiej wojny?
Tagi:
katastrofa smoleńska, Smoleńsk, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz