Widgets Magazine
20:58 17 Październik 2019
Ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew

Ambasador Rosji w Warszawie: Irracjonalna rusofobia

© AFP 2019 / PAP/Rafal Guz
Polska
Krótki link
15782
Subskrybuj nas na

W zachodniej przestrzeni politycznej, politologicznej, informacyjnej coraz bardziej ukorzeniają się kanony tzw. „postprawdy": pewne twierdzenia podawane są jako aksjomaty nie wymagające dowodów.

Wystąpienie Ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach na konferencji „Integracja czy dezintegracja współczesnego środowiska międzynarodowego?"  

Szanowna Pani Rektor,

Szanowni Państwo,

Już po raz trzeci jestem zapraszany na coroczną konferencję na Uniwersytecie w Siedlcach, za co chciałbym szczerze podziękować jej organizatorom i władzom uczelni.

W swoich wystąpieniach tu w pozaprzeszłym roku i w ubiegłym roku mówiłem o naszej wizji sytuacji międzynarodowej, problemach zapewnienia bezpieczeństwa międzynarodowego, przyczynach naszych sprzeczności z Zachodem, drogach do ich pogodzenia. Szczególną uwagę w ubiegłym roku oraz w swoim wystąpieniu na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie w marcu br. zwróciłem na konfrontację między Rosją a Zachodem w przestrzeni informacyjnej, które częstokroć bez ogródek nazywane jest „wojną informacyjną".

Anna Fotyga
© AFP 2019 / Gerard Cerles
Zwracając do tematu dzisiejszej konferencji — „Integracja czy dezintegracja?", należy z przykrością stwierdzić, że miniony rok nie dodaje optymizmu, lecz wręcz przeciwnie. Przy czym podgrzewana na Zachodzie atmosfera niechęci, ponadto — wrogości wobec Rosji, lęku przed zagrożeniem rosyjskim, paranoi z powodu rosyjskiej ingerencji we wszystko, cokolwiek bądź na Zachodzie i na całym świecie nabiera coraz bardziej absurdalnego, irracjonalnego charakteru.

Do czasu kampania ta w jej obecnych, łagodnie mówiąc, ekstrawaganckich przejawach wywoływała w nas zdumienie i dawała masę powodów dla ironii, ale czym dalej, tym więcej przekonujemy się, że sprawa jest o wiele bardziej poważna, niż mogłoby się wcześniej wydawać. W zachodniej przestrzeni politycznej, politologicznej, informacyjnej coraz bardziej ukorzeniają się kanony tzw. „postprawdy": pewne twierdzenia podawane są jako aksjomaty nie wymagające dowodów. Żadnych dowodów nieprawnego ingerowania ze strony Rosji w wybory w USA, Francji, Niemczech, Polsce, w brytyjskie referendum w sprawie „brexitu" bądź referendum w sprawie niepodległości Katalonii nie ma i nie są one potrzebne — a priori przyjmuje się za pewnik, że ingerencja była i kropka.

Zarówno jak i nie istnieje racjonalnego uzasadnienia tezy o zagrożeniu ze strony Rosji agresją przeciwko Polsce lub państwom bałtyckim. Nikt nie jest w stanie wyraźnie wyjaśnić, dlaczego Rosjanie mieliby te kraje napadać, co oni tam zgubili — wystarczy po prostu odwołanie się do tego, że Rosja niby to prowadzi „politykę imperialną" i dąży do odbudowania własnego imperium, a tereny te kiedyś wchodziły w jego skład.

Świeto wojska polskiego, Warszawa 15 sierpnia 2015
© AP Photo / Alik Keplicz
Przecież w tej kampanii biorą czynny udział ponoć poważni, kompetentni ludzie — politycy, eksperci, dziennikarze, którzy w teorii powinni dbać o własną reputację i nie kompromitować się poprzez nagłaśnianie oczywistych bredni. Ależ nie — oni się entuzjastycznie wpakowują w polityczno-informacyjny „główny nurt". Pytanie — dlaczego? Nie mogą oni nie rozumieć, że dezinformują własną publiczność. Tłumaczenie tego tym, że cała dana kampania jest dobrze opłacana, udział w niej przynosi różnego rodzaju atrakcyjne zyski i td. byłoby dużym uproszczeniem. Prawdopodobnie jest ona usprawiedliwiana i za pomocą pewnych względów natury wyższej, ładu moralnego i dobra publicznego. Otóż jakich względów?

Możliwe, że tłumaczenie polega na tym że Rosję wytypowano na rolę głównego czynnika międzynarodowego, przeszkadzającego Zachodowi w osiągnięciu jego szczytnych celów — przy czym już nie tylko w polityce zagranicznej, lecz i w celu zapewnienia harmonii w sprawach wewnętrznych czołowych państw zachodnich.

Nigdy nie ukrywaliśmy, ze uważamy swoją suwerenność, niezależną politykę za nasze niezaprzeczone prawo, właśnie to drażni naszych oponentów.

Jerzy Urban (NIE) i Leonid Swiridow (RIA Nowosti). Warszawa.
© Sputnik . Leonid Swiridow / Zdjęcie archiwalne
Walonki z symbolami Rosji
© Sputnik . Aleksej Daniczew
Kiedy jednak nie zgadzamy się ze stanowiskiem Zachodu, krytykujemy jego działania, jest to zawsze pragmatyczne stanowisko polegające na analizie sytuacji rzeczywistej i nakierowane na osiągnięcie pozytywnego wyniku, w żaden sposób nie na samoistne „zaprzeczanie w celu zaprzeczania". Przy tym nasze przestrogi przed szkodliwymi skutkami polityki jednostronnej i nieprzemyślanych działań naszych partnerów zachodnich z reguły się sprawdzają. Już dawno należałoby zrozumieć i uznać, że samodzielna polityka Rosji jest ważniejszym czynnikiem równoważącym w stosunkach międzynarodowych, stanowi cenny wkład w utrzymanie stabilności układu międzynarodowego.

Ciekawy paradoks — demokratyczne państwa Zachodu, przede wszystkim, USA przy aktywnym wsparciu bądź biernym niesprzeciwianiu się ich sojuszników — w stosunkach międzynarodowych zachowują się całkiem niedemokratycznie: wymuszają presją jednostronne decyzje w swoim egoistycznym interesie (co prawda, pod przykrywką kampanii propagandowych mających na celu zapewnienie społeczności międzynarodowej, że to ma na celu dobro wspólne), narzucają całemu światu swoje bynajmniej nie powszechne, częstokroć bardzo wątpliwe „wartości", nie pogardzają stosowania przemocy i sankcji z pominięciem prawa międzynarodowego, nie powstrzymują się przed wywrotem państwowości i prowokowaniem chaosu w całych krajach i regionach, licząc na to, żeby opanować ten chaos i wykorzystać we własnym interesie. A Rosja, którą Zachód oskarża o pogwałcenie demokracji, w stosunkach międzynarodowych oręduje za zasadami demokratycznymi, konsekwentnie broniąc priorytetu prawa międzynarodowego, szacunku wobec suwerenności wszystkich państw, stara się nie rozcinać węzłów konfliktów, lecz je rozwiązywać.

Przewodniczący Komitetu do Spraw Międzynarodowych Rady Federacji (wyższej izby parlamentu rosyjskiego) Konstantin Kosachev w taki sposób opisał tę podstawową różnicę: „USA i ich lojalni sojusznicy zajmują się demokratyzacją obcych państw, a Rosja i współwyznawcy jej idei domagają się demokratyzacji stosunków między krajami".

W „nagrodę" na Rosję zrzuca się odpowiedzialność za wszelkie zamieszania na Zachodzie, w ciągu ostatniego roku największym takim zamieszaniem okazało się zwycięstwo Donalda Trumpa na wyborach prezydenckich w USA.

W takiej sytuacji od Rosji, ściśle mówiąc, niewiele zależy. W czerwcu br. Konstantin Kosachev napisał co następuje: „Sankcje i rusofobia na Zachodzie żyją własnym życiem. One się pojawiają, nasilają się i uzasadniają się własnymi prawami. My zaś z Rosji w żaden sposób nie możemy wpłynąć na to ani poprzez zaprzestanie jakichś czynności, ani przeciwnie — przez ich podjęcie. To tam powinni przechorować na tę chorobę, a nie tu."

No cóż to za taka choroba, którą Zachód złapał i której przejawem stała się irracjonalna rusofobia?

Jedno z możliwych wyjaśnień stanowi głęboki kryzys tożsamościowy, który trafił społeczeństwo zachodnie w wyniku zderzenia tendencji globalizmu, ideologii rozmyślnego sekularyzmu, kultu konsumpcji z narodowymi tradycjami kultury, w tym religijnymi i moralnymi. Inne przejawy tego kryzysu — pretensje wobec funkcjonowania instytucji demokratycznych, które skutkują wzrostem popularności „pozasystemowych", populistycznych sił politycznych i kandydatów, zjawiskami kryzysowymi wewnątrz UE, spowolnieniem i wyjałowieniem procesów integracji europejskiej.

W sprawach międzynarodowych — bolesne przyjmowanie do wiadomości, że za wczesne są euforia po zakończeniu „pierwszej zimnej wojny" i rozpadzie Związku Radzieckiego, zachwyt z powodu „końca historii" i nadejścia wiecznej dominacji Zachodu, triumfalnego rozpowszechniania się na całym świecie liberalnej demokracji zachodniej. Już mi wypadało mówić, że pod wpływem takich nastrojów USA, NATO, UE popełniły mnóstwo błędów, jednak nie chciały ich uznawać, a póki płaciły za nie inne — można było przymykać na nie oczy. Otrzeźwienie zaś nastąpiło, kiedy dalekie wojny na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej odbiły się echem zamachów terrorystycznych i kryzysem migracyjnym w Europie, kiedy pod znakiem zapytania okazała się sama istota i kierunek projektu integracji europejskiej.

Polska chora na Rosję
© Sputnik . Władimir Trefiłow
Moskwa. Kreml.
© Sputnik . Alexei Druzhinin/Anton Denisov/Press service of the president of the Russian Federation
Otóż wtedy liberalne i globalistyczne elity Zachodu, które odczuły, że ziemia im się spod nóg usuwa, wpadły w histeryczną prostrację. Politycy, biznes, czołowe media tego kierunku zwarły szeregi wokół pomysłu ratowania „najbardziej słusznego i bezalternatywnego" modelu społeczeństwa. Oto i jest ta „szlachetna idea", dla której ci najbardziej poważni, kompetentni ludzie — politycy, eksperci, dziennikarze, o których mówiłem wyżej, są gotowi „w imię wyższych względów" dopuszczać się świadomego przeinaczenia, a czasem i otwartego kłamstwa. Rosja zaś w takim układzie odgrywa funkcjonalną rolę „uniwersalnego straszaka" w przeciwdziałaniu któremu usiłuje się zjednoczyć świat zachodni.

Kiedyś już cytowałem wybitnego amerykańskiego dyplomatę i analityka George'a Kennana, który napisał co następuje: «W przyrodzie nie ma niczego bardziej egocentrycznego, niż ustawiona w szyku bojowym demokracja. Wkrótce staje się ona ofiarą własnej propagandy. Zaczyna nadawać swojej sprawie wartość absolutną i to zniekształca jej wizję. Jej wróg staje się uosobieniem wszystkiego zła. Jej własna strona — skupieniem wszystkich cnót».

Przytoczę jeszcze jeden cytat z Konstantina Kosacheva: „Do zagrożeń rzeczywistych dzisiaj (jak i w XX stuleciu) nadal należy zaliczać nie zjawiska, a ideologie, u podstaw których leżą agresywnie fundamentalistyczne wersje pretendujące do posiadania absolutnej i „jedynie słusznej prawdy". W szczególności, kiedy ich zwolennicy, po pierwsze, mają możliwości wyrządzenia szkód wszystkim innym, po drugie, są do tego gotowi, odnajdując we własnej ideologii moralne usprawiedliwienie akcji siłowych i, po trzecie, są skłonni do oskarżenia o własne problemy innych, „niesłusznych", „niewiernych". Do takich fenomenów ideologicznego fundamentalizmu Konstantin Kosachev obok islamistycznego, uosabianego przez Państwo Islamskie, zalicza i liberalny fundamentalizm globalizacyjny w postaci dominującej części elit krajów Zachodu. „Liberalni fundamentaliści w ostatnich latach przekonująco zademonstrowali własną transformację w „bolszewików od demokracji", w ich postaci my mamy do czynienia nie z demokratami, lecz z ludźmi o myśleniu sektancko-mesjańskim nie gardzącymi dla swojej „wiary" żadnymi środkami. Zagrożenie fundamentalizmem liberalnym polega na tym, że jest on gotów w każdej chwili i w każdym kraju do zorganizowania „liberalnego dżihadu" poprzez kolejny zamach stanu, „interwencję humanitarną" bądź „rewolucję kolorową".

Słynni politolodzy Ivan Krastev i Stephen Holmes odnotowują, że Zachód stracił zdolność do rozumienia innych krajów i narodów, państwa na świecie są klasyfikowane wedle „nauki tranzytologii", według stopnia zbliżenia do „ideału" demokratycznego.

Pozwolę tu sobie na następującą dygresję. 7 listopada upłynęło sto lat po rewolucji październikowej w Rosji. W związku z tym mnie i moim kolegom często zadaje się pytanie: jaki jest obecnie w Rosji stosunek do Rewolucji? Szczegółowo mówiłem o tym miesiąc temu na konferencji organizacji rodaków rosyjskich w Polsce. Jeżeli podkreślić najważniejsze, to Wielka Rewolucja Rosyjska (pod tym obecnie rozumiemy cały okres od rewolucji lutowej 1917 roku do zakończenia wojny domowej i powstania ZSRR w 1922 roku) wywarła ogromny wpływ na światową historię w wieku XX, przy czym wpływ ten był niejednoznaczny i bardzo wielowymiarowy zarówno pozytywny, jak i negatywny. Do rewolucji i socjalistycznego okresu naszej historii należy ustosunkowywać się, przede wszystkim, poważnie i z szacunkiem, nie poddawać się pokusie uproszczenia i czarno-białych ocen. Jesteśmy słusznie dumni ze swoich zwycięstw i osiągnięć, staramy się wyciągać naukę z błędów i tragedii przeszłości.

Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl, występując na Światowym Soborze Rosyjskim w ubiegłym tygodniu powiedział, że po wszystkich wstrząsach XX wieku „nabraliśmy odporności na wszelkie rodzaje radykalizmu politycznego, dla nas jak nigdy jest ważny konsensus, ważne są wspólne wartości". Stosunek wobec przeszłości musi nie dzielić nasze społeczeństwo, lecz łączyć.

Kaliningrad. W oczekiwaniu na przemarsz pod pomnik Gwardzistów
© Zdjęcie : Zofia Bąbczyńska-Jelonek
Przy tym — tu wrócę do spraw dnia dzisiejszego — Patriarcha zwrócił uwagę na to, że podobno na Zachodzie jeszcze nie minęła moda na wstrząsy, tzw. „rewolucje kolorowe" są organizowane metodą taśmową, zachęca się do nich i moralnie się je usprawiedliwia, skazując na cierpienia i ofiary miliony ludzi w krajach, które stają się obiektem takiej „inżynierii społecznej".

Wiedzą Państwo, jeszcze rok temu mówiłem, że Zachód tłumaczy sprzeczności między nami „konfliktem wartości", lecz my widzimy, że w ich podstawie leży konflikt interesów geopolitycznych. Formuła ta pozostaje aktualną i nasze sprzeczności geopolityczne nigdzie się nie podziały, ale treść aksjologiczna naszych rozbieżności stała się w ubiegłym roku o wiele bardziej wyrazista.

Jak podkreśla niemiecki politolog Alexander Rahr, „Europa musi uświadomić, że ze swoim liberalnym dogmatyzmem i mesjanizmem ona naraża się na izolację w świecie wielobiegunowym".

Szczególną aktualność zadaniu rozwiązania obecnej konfrontacji i nawiązania współpracy między Rosją a Zachodem w pokonaniu rzeczywistych, a nie wydumanych problemów, z którymi zderza się współczesny świat nadają jeszcze dwie okoliczności.

Po pierwsze na Zachodzie pod płaszczykiem walki o abstrakcyjną wolność człowieka i demokrację liberalną ukorzenia się lżejszy stosunek wobec prowokowania nie tylko wstrząsów społecznych i chaosu w różnych regionach świata, ale i wobec ewentualności wielkiej wojny. Rosyjski politolog Andrey Bystritsky nazwał to „frywolnością strategiczną". A oto co pisał na tenże temat polski politolog profesor Stanisław Bieleń: „Raz na kilkadziesiąt lat wyrasta pokolenie, które nie przejmuje już pamięci traumy wojennej i znów traktuje wojnę jako wielką przygodę. Nazywam to zjawisko bellizacją — myślenia, edukacji, życia publicznego". Uważam, że jest jasne, o ile niebezpieczne są takie tendencje, dlatego że jest wielu chętnych do spekulowania tym, w tym i wśród rządzących.

Prezydent Władimir Putin w Klubie Wałdajskim
© Sputnik . Maksim Blinov
Prezydent Władimir Putin w Klubie Wałdajskim
Drugiemu tematowi poświęcono szczególną uwagę na największym w Rosji forum politologicznym — posiedzeniu międzynarodowego klubu „Wałdaj" w Soczi w połowie października br. Występując na nim Prezydent Rosji Vladimir Putin zaproponował „zajrzeć za horyzont" i zastanowić się nad tym, jakie jakościowe, zasadnicze zmiany w życie człowieczeństwa przyniesie gwałtowny, coraz bardziej przyspieszający progres naukowo-techniczny. Czynnik ten, podkreślił Prezydent, już wkrótce będzie w sposób decydujący wpływał na sferę polityki i bezpieczeństwa, tj. przybiera on uniwersalne znaczenie polityczne. Tym bardziej ważne jest, żeby elity polityczne, otrzymując do swojej dyspozycji osiągnięcia postępu naukowo-technicznego, traktowały ich wykorzystanie ze zwiększoną odpowiedzialnością społeczną, w celu utrwalenia wolności i sprawiedliwości, przy należytym szacunku wobec wartości etycznych, godności człowieka.

Leszek Miller czyta Sputnika
© Sputnik . Walerij Melnikow
Przewodniczący Rady Fundacji „Wałdaj" — organizatora forum Andrey Bystritsky zwracał uwagę na to, że „kluczowy konflikt współczesności to konflikt
z powodu tego, jak i w jakim kierunku ma się rozwijać człowieczeństwo, faktycznie — kwestia antropogenezy". W dobie konfrontacji kapitalizmu a socjalizmu obydwa systemy opisywały pożądaną przyszłość w sposób podobny, w kategoriach praw człowieka, postępu technicznego, jakości życia i td., dyskusję toczono o metodach zapewnienia takiej przyszłości. Obecnie zaś na tle niesamowitego progresu technicznego i wzrostu ludzkich możliwości nasilają się wątpliwości co do samych celów rozwoju, rozumienia samej idei progresu. Ludzie bez wątpienia będą żyły dłużej i lepiej, ale w jakim świecie? Istnieje wiele wersji odpowiedzi na to pytanie, ale ich wielorakość i sprzeczność właśnie odzwierciedlają dezorientację zarówno zwykłych ludzi, jak i elit rządzących. Podstawowe pytanie współczesności, robi wniosek Bystritsky — na ile odpowiedzialnie i rozsądnie uda nam się potraktować kwestię własnego rozwoju.

Na aspekt moralny tego problemu zwrócił uwagę, występując w minionym tygodniu na Światowym Soborze Rosyjskim, Patriarcha Cyryl: „Dzisiaj walka o przyszłość jest walką o antropologię, o określenie tego, czym jest „człowiek". Już nie wydaje się fantastyczną teoria transhumanizmu, zgodnie z którą rozwój technologii doprowadzi do powstania inteligencji sztucznej, a rozum i ciało człowieka zostaną zmodernizowane do takiego stopnia, że w gruncie rzeczy pojawią się nowe istoty przechodzące ludzi. Teraz wiara w technologię przemienia się w swoistą kwazireligię. Ale progres techniczny musi mieć ograniczenia moralne, żeby nie stał się on dla nas drogą do odczłowieczania i zniszczenia społeczeństwa.

Jak wiadomo, rewolucje zawsze pretendują nie tylko do przekształcenia ludzkości lecz i do stworzenia nowego, bardziej doskonałego człowieka. W słowie wstępnym wybitnego polskiego filozofa i historyka Bronisława Łagowskiego do książki Andrzeja Wierblana „Stalinizm w Polsce" przeczytałem taką myśl: system socjalistyczny w ZSRR padł, dlatego że zaprzeczał on samej istocie rzeczywistości materialnej i natury ludzkiej. W ten sam sposób odniosą klęskę i liberalno-fundamentalistyczne próby przeformatowania ludzkości według własnego uznania za pomocą najnowocześniejszych technologii.

Po to żeby rozwiązywać rzeczywiste problemy, przed którymi stoi dzisiaj społeczność ludzka należy patrzeć na świat w sposób realny, zaprzestać walki z wiatrakami i współpracować na rzecz pokonania rzeczywiście poważnych wyzwań, przed którymi dzisiaj my wszyscy stoimy.

Dziękuję za uwagę.

Zobacz również:

Polska ambasador została wezwana do MSZ w związku z demontażem pomnika Czerniachowskiego
Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
Mikolin - wygrana bitwa
Jarosław Augustyniak: „Ja trzymam kciuki za Putina"
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
II Zlot Braterstwa Polsko-Rosyjskiego. Walka z rusofobią - walka z wiatrakami?
Putin: Rusofobia wylewa się uszami
Draństwo ABW. Ciąg dalszy
Rusofobia daje radość z życia
Jad rusofobii: Między sondażem a rzeczywistością
Jarosław Augustyniak: Będzie wojna?
Władze Pieniężna zdemontowały pomnik generała Czerniachowskiego
Tagi:
polityka, ambasador, rusofobia, Klub Wałdajski, NATO, Rząd RP, MSZ RP, MSZ Rosji, Bronisław Łagowski, Stanisław Bieleń, Alexander Rahr, Konstantin Kosaczew, Siergiej Andriejew, Witold Waszczykowski, Krym, USA, Unia Europejska, Zachód, Warszawa, Moskwa, Polska, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz