15:59 23 Wrzesień 2018
Na żywo
    Uroczystości z okazji Narodowego Święta Niepodległości 11 Listopada w gmachu Muzeum Aleksandra Puszkina w Moskwie

    Prawdziwy Żołnierz Dobrej Zmiany

    © Sputnik .
    Polska
    Krótki link
    Weronika Książek
    64812

    Won Misiewicze! Nadchodzi wielki przyjaciel amerykańskiej Polonii, admirator pułkownika Kuklińskiego, programowy antykomunista - Filip Frąckowiak, Prawdziwy Żołnierz Dobrej Zmiany.

    To sylwetka wybitna w szeregach PiS, chociaż wielce przez obecną władzę niedoceniana. Filip Frąckowiak, syn gwiazdy estrady PRL — Haliny Frąckowiak oraz prawicowego działacza opozycyjnego Józefa Szaniawskiego, jest obecnie radnym miasta stołecznego Warszawy. Wcześniej dyrektorował Izbie Pamięci płk. Kuklińskiego na warszawskiej Starówce. Założył ją jeszcze jego ojciec.

    O ile prawicowi dziennikarze lubują się w wyszukiwaniu „resortowych dzieci", to radny Frąckowiak jest dzieckiem totalnie antyresortowym. Wychowany w opozycyjnym domu, przeżył aresztowanie, a potem zwolnienie ojca z więzienia. Później sam zaangażował się w publicystyczną i polityczną działalność po stronie prawicy. W efekcie dziś — kiedy Dobra Zmiana szykuje się do zmiany ordynacji i rządzenia po wieki wieków — zdecydowanie otwiera się przed nim wielka kariera.

    Przede wszystkim na odnotowanie zasługuje prawdziwie patriotyczna (w rozumieniu PiS) postawa radnego Frąckowiaka w kwestii dekomunizacji warszawskich ulic.

    Miałam okazję poznać radnego osobiście podczas konsultacji społecznych dla dzielnicy Mokotów. Filip Frąckowiak pojawił się tam jako delegat Miejskiej Komisji Nazewnictwa, której jest wiceprzewodniczącym. Najwyraźniej zarówno spora frekwencja, jak i zdecydowany opór mieszkańców zaskoczyły go — bo w pewnym momencie puściły mu nerwy i wszyscy zebrani na sali domu kultury „Łowicka" usłyszeli: „Wasz głos i tak nie ma żadnego znaczenia! Nie obronicie państwo komunistów!".

    Ale to nie koniec — kilka tygodni później warszawska prasa i portale informacyjne rozpisywały się o tym, że radny zasugerował rzekomo potrzebę zdekomunizowania ulicy Johna Lennona, ponieważ był on twórcą hitu „Imagine" — a ten, jak wiemy, jest manifestem komunistycznym. Nie będzie Lennon forsował zbrodniczej ideologii nad Wisłą!

    Niestety media, zwłaszcza znienawidzona przez PiS „Gazeta Wyborcza" najwyraźniej obrały sobie za cel osobę radnego, bo niedługo po Lennon-Gate „GW" opublikowała w internecie prześmiewczy tekst o tym, że podczas jednego z zebrań komisji nazewnictwa radny wykazywał osobliwe zainteresowanie faktem, jak doszło do krzyżówki ogara z jamniczką (takiego bowiem psa miała przewodnicząca komisji Anna Nehrebecka). Od słowa do słowa radny Frąckowiak zaczął wypytywać „jak doszło do krycia? Duży był ten pani pies czy niski?" — czym wprawił w wesołość innych członków komisji, a później również dziennikarzy, którzy takiego grepsu płazem przecież nie przepuszczą.

    Ale żarty żartami, a radny Frąckowiak jest niezwykle aktywny i płodny w interpelacje. Na przykład dzięki jego „wstawiennictwu" Warszawa wycofała patronat nad festiwalem komiksu. Wszystko przez to, że radny uznał, iż komiks „Polska Mistrzem Polski" może obrażać uczucia patriotyczne Polaków. „Polska Mistrzem Polski" autorstwa Tomasza Leśniaka i Rafała Skarżyńskiego to satyryczny cykl rysunków przedstawiających „patriotyczną młodzież" — osiłków ogolonych na łyso, z orzełkami na piersi i w dresie. W odpowiedzi na wycofanie się z patronatu, twórcy komiksu narysowali jeden obrazek specjalnie dedykowany Radzie Miasta. To rozmowa dwóch „patriotów" Jeden pyta: — Lubisz dowcipy? Na co drugi odpowiada: — Tylko z uchodźców i Michnika.

    Konserwatyzm Filipa Frąckowiaka przejawiał się także w interpelacjach, w których dopytywał się o skalę oburzenia spektaklem „Klątwa" (obrażającym rzekomo uczucia religijne katolików — których nikt przecież do pójścia do teatru nie zmuszał). Tropił nawiązania do islamskiego terroryzmu na warsztatach dla dzieci, których tematem były arabskie stroje. Tropił też przedwojennych komunistów, którzy zostali upamiętnieni tablicami na budynkach na warszawskim Żoliborzu.

    Ale bardzo ważny element życia radnego Frąckowiaka stanowią więzi z amerykańską Polonią — z racji dyrektorowania swojego czasu Telewizji Polonia (Tak! Ów Człowiek Renesansu był również dziennikarzem) oraz prowadzenia Izby Pamięci płk. Ryszarda Kuklińskiego. Tu należy sięgnąć do biografii radnego. Izbę założył jeszcze jego ojciec, Józef Szaniawski, (skazany za współpracę z CIA, potem uniewinniony) który z Kuklińskim znał się bardzo dobrze. Pierwotny plan był taki, że założą razem muzeum dedykowane „edukacji konspiracyjnej, tajnej walce Polaków o niepodległość".

    Manifestacja KOD w Warszawie
    © REUTERS / Kacper Pempel
    Miejsce w samym sercu Starego Miasta w Warszawie przydzielił im sam Lech Kaczyński, wówczas zarządzający stolicą. Potem, kiedy Kukliński zmarł i został patronem prawicy (a także generałem!), charakter placówki się zmienił i do dziś pozostaje wybitnie czołobitny. „Pierwszy oficer NATO-wski Wojska Polskiego, Bohater" ma tam swój ołtarzyk, przed którym prawica może bić pokłony — i to za darmo, bo wstęp do placówki jest wolny.

    Doprawdy ciężko pojąć, dlaczego PiS nie docenia tak zasłużonego przecież bojownika o konserwatyzm, antykomunizm i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Frąckowiak jest swojską kopią niegdysiejszego Radka Sikorskiego, tylko bardziej prawicową. Nie ma jednak strachu, że ucieknie do konkurencji.

     

     

     

    Zobacz również:

    Dwa lata Dobrej Zmiany - podsumowanie
    Duda w ONZ... a w polityce wschodniej bez zmian
    Tagi:
    Dobra Zmiana, Filip Frąckowiak, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz