Widgets Magazine
11:57 25 Sierpień 2019
Unia Europejska. Polska

Senyszyn: To był bardzo zły rok dla Polski

© AP Photo / Gregor Fischer
Polska
Krótki link
Leonid Sigan
121820

Stało się. Środa, 20 grudnia była smutnym, ale przewidywalnym dniem dla Polski - Komisja Europejska zadecydowała o uruchomieniu wobec niej artykułu 7. Traktatu Unijnego.

Korespondent radia Sputnik Leonid Sigan rozmawiał na ten temat z byłą europosłanką, ekonomistą, profesor Joanną Senyszyn.

 — Jak Pani profesor przyjęła tę wiadomość?

— Należało się tego spodziewać, ponieważ polski rząd lekceważył wszelkie zalecenia unijne, jeśli chodzi o praworządność. Niestety premier Morawiecki, który miał być kolejną dobrą zmianą, miał poprawić wizerunek Polski, sam wyjechał przed końcem szczytu, zostawiając wszystkie sprawy polskie. Tak, jak powiedział wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans: „Morawiecki niczym się nie różni od Szydło".

A więc ta zmiana na stanowisku premiera nie poprawiła wizerunku, niczego nie zmieniła. I Morawiecki, i Szydło wykonują jedynie wskazania prezesa Kaczyńskiego podobnie, jak prezydent Andrzej Duda nie mają nic do powiedzenia. A tutaj Morawiecki wręcz nie chciał oczami świecić, prowadzić rozmów, skoro nie może mieć własnego zdania. A może ma dokładnie takie same zdanie, jak prezes? Sam Jarosław Kaczyński mówił, że jest on bardzo zdolny. No właśnie, bardzo zdolny do wszystkiego dla własnej kariery.

 — Od spraw bieżących, przejdźmy do pewnych uogólnień, jakie zazwyczaj robimy podsumowując rok. Jaki on był dla Polski w Unii Europejskiej? Zwracam się z tym pytaniem do Pani jako wybitnego znawcy tematu. Pani uczestniczyła przecież w wielu debatach  w Brukseli i Strasburgu.

— To był bardzo zły rok dla Polski dlatego, że po całkowitym zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego jeszcze w zeszłym roku, w tym roku zostały całkowicie ubezwłasnowolnione sądy powszechne poprzez ustawę o nich, którą prezydent podpisał od razu. A w tej chwili już widać, że całkowicie upolityczniona będzie Krajowa Rada Sądownictwa i Sąd Najwyższy. Należy się spodziewać, że 40%, a może nawet połowa sędziów Sądu Najwyższego będzie zmuszona odejść. Sądownictwo dostanie się w ręce PiS-u. Teraz będzie już całkowicie po Trybunale, przejęte będą sądy. Hulaj dusza, piekła nie ma.

 — Europa dwóch prędkości. Pani profesor zapewne zgodzi się, że to niemal slogan. Rok 2018 pod tym względem może stać się przełomowym. Więc, co będzie to oznaczać dla Polski?

— Europa dwóch prędkości to nie jest hasło. To jest realna rzeczywistość. My żyjemy w Europie dwóch prędkości. Bardzo chcemy, żeby to się zmieniło. Państwa, które później przystąpiły do Unii — kraje dawnego bloku wschodniego — dołączyły do tej większej prędkości. Ale to jest bardzo trudne.

Uważam, że dla Polski jedyną szansą jest jak najszybsze przyjęcie euro. Wielka szkoda, że nie nastąpiło to w 2012 roku, jak obiecywał to premier Tusk. Niestety Polska się wycofała. I teraz jesteśmy w coraz gorszej sytuacji. Nasze polskie władze mówią, że nie chcą euro, a przynajmniej nie teraz, natomiast istnieje bardzo poważna obawa, że to Unia Europejska nie zgodziłaby się teraz na przyjęcie przez nas euro. Bo państwo, które łamie unijne wartości, zasady, które nie chce słuchać wyroków i zaleceń Trybunału, raczej nie otrzymałoby tego przywileju, jakim jest euro.

Siedziba Komisji Europejskiej w Brukseli
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
 — Profesor Witold Orłowski niedawno stwierdził w mediach: "W przedpokoju do euro nie przetrwamy. Albo mówimy, że przyjmujemy euro, albo zmierzamy do wyjścia z Unii". Czy Pani profesor podziela ten pogląd?

— Niestety uważam, że jest w tym dużo prawdy. Polska powinna mieć euro, bo to było widać po Grecji, która otrzymała ogromną pomoc właśnie dlatego, że ma euro, a państwa unijne musiały euro bronić. Polska bardzo się broni przed euro. Politycy, zresztą nie tylko pisowscy, wmówili obywatelom, że mieć własną walutę to jest takie prestiżowe. To są te nutki narodowe, ale że także mamy z tego korzyści ekonomiczne. Jednak wystarczy porozmawiać z przedsiębiorcami i oni powiedzą o tym, żeby było euro, bo te ciągłe wahania kursów euro bardzo niekorzystnie wpływają na ich interesy. Zresztą też na interesy całej gospodarki. Euro jest, więc, potrzebne.

Przetrwać w Unii, przetrwamy. Na szczęście Traktat Lizboński nie przewiduje wykluczenia żadnego państwa z Unii. Co najwyższej państwo na własną prośbę tak, jak Wielka Brytania, może wyjść. Polacy cenią sobie przynależność do Unii, więc myślę, że na razie to nam nie grozi, bo Polacy nie opowiedzą się za wyjściem z Unii, jak to zrobili Brytyjczycy. Natomiast nasza pozycja w Unii będzie coraz gorsza ze względu na stosunek innych państw unijnych do Polski, która chciałaby tylko pieniędzy z Unii, chciałaby tylko korzyści, a nie chce stosować się do unijnych norm i wartości.

 — Na styczeń zapowiedziana jest wizyta premiera Morawieckiego w Brukseli i rozmowy z przewodniczącym Komisji Europejskiej Junckerem. Czy to może stanowić pewien przełom w problemach, które teraz stanęły przed Polską?

— Premier Morawiecki nie ma nic do powiedzenia. Może lepiej by było, gdyby takie rozmowy prowadził bezpośrednio prezes Kaczyński, albo przynajmniej był obecny. Pamiętamy przecież przed podpisaniem Traktatu Lizbońskiego, jak prezydent Lech Kaczyński ciągle telefonował do swojego brata. Jeśli to znowu miałoby tak wyglądać z premierem Morawieckim, to bylibyśmy pośmiewiskiem.

Zobacz również:

Theresa May „pionkiem Putina"?
Trump grozi wstrzymaniem pomocy państwom, które nie poprą decyzji ws. Jerozolimy
Wielka Brytania i Polska porozumiały się ws. walki z „rosyjską propagandą"
Tagi:
Joanna Senyszyn, Unia Europejska, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz