10:48 14 Sierpień 2020
Polska
Krótki link
Autor
4502
Subskrybuj nas na

Jeszcze jeden obywatel Rosji, dyrektor Fundacji Polityki Progresywnej w Moskwie Oleg Bondarenko nie mógł wjechać na terytorium Unii Europejskiej, a dokładnie do Niemiec, chociaż posiadał ważną wizę Schengen.

Politolog został zaproszony przez niemiecką lewicową partię Die Linke w celu uczestnictwa w forum „Polityczny początek 2018 roku", na którym jednak nie wystąpił. Ten nieprzyjemny incydent był dla Olega Bondarenki czymś więcej, niż tylko dziwnym politycznym początkiem 2018 roku. Jak się okazało, został on wpisany na listę osób, którym zakazano wjazdu na terytorium UE na wniosek polskich władz.

Co tak naprawdę się wydarzyło? Oto co powiedział sam Oleg Bondarenko:

Po przylocie na berlińskie lotnisko Tegel nie mogłem przejść kontroli paszportowej. I dopiero wtedy dowiedziałem się, że otrzymałem trzyletni zakaz wjazdu do państw Unii Europejskiej. Jednak najbardziej zszokowało mnie to, że jak się okazało, inicjatywa tego zakazu należała do polskich władz! Nie podejrzewałem nawet, że decyzję tę podjęto już 17 listopada 2017 roku, o czym nikt mnie jednak nie poinformował. Co więcej, jeszcze w grudniu 2017 roku spokojnie przyleciałem do Rzymu na spotkanie z włoskimi parlamentarzystami, opowiadającymi się za uchyleniem unijnych sankcji przeciwko Federacji Rosyjskiej.

Dlaczego wtedy na lotnisku w Rzymie nikt mnie nie zatrzymał?

Oczywiście chcę się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Po pierwsze odwiedzę ambasadę Polski w Moskwie, aby wyjaśnić sprawę: dlaczego ja, rosyjski dziennikarz i politolog, stałem się dla polskich władz niemile widzianym gościem? Przy czym nie tylko w Polsce, ale w całej strefie Schengen! A później chcę złożyć pozew do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, przecież doszło do złamania moich praw, w tym wolności słowa i do przemieszczania się.

Mam nadzieję, że poprą mnie koledzy z Europejskiej Federacji Dziennikarzy. Tak w ogóle dobrze byłoby wiedzieć, kto jeszcze z rosyjskich dziennikarzy i politologów, nie zdając sobie z tego sprawy, stał się persona non grata na rozkaz Warszawy? Ostatni raz byłem w Polsce trzy lata temu i o ile wiem, żadnych pretensji odnośnie mojej osoby nie było. Na razie wszystko jest najwyraźniej owiane tajemnicą, a wówczas ciężko jest się bronić. Nie wiem zupełnie, czego możemy oczekiwać od polskich władz, jeśli ich własny obywatel Mateusz Piskorski, lider opozycyjnej partii Zmiana już prawie od dwóch lat przebywa w areszcie bez postawienia żadnych konkretnych zarzutów.

Nazwano go jednak szpiegiem od razu trzech państw: Rosji, Chin i Iranu! Chcę przypomnieć, że był posłem polskiego Sejmu, pracował w Europejskim Centrum Analiz Geopolitycznych, publikował artykuły w różnych mediach, zarówno w Polsce, jak i za jej granicami. Dużo pisał na temat stosunków międzynarodowych, a także prezentował swoją opinię o wydarzeniach na Ukrainie, w Rosji, Polsce, Niemczech i innych krajach. Najprawdopodobiej stał się niewygodny z powodu swoich poglądów politycznych, z powodu sympatii do Rosji. Mam nadzieję, że sytuacja z Mateuszem Piskorskim zostanie z czasem wyjaśniona. Oczywiście im wcześniej do tego dojdzie, tym lepiej.

A ja mówiąc szczerze, jestem bardzo zdziwiony tym, że polskie władze zaliczyły mnie do osób, stanowiących zagrożenie dla UE. Nie jestem przecież terrorystą, a tylko dziennikarzem, wyrażam swoje myśli i poglądy na wydarzenia, które rozgrywają się na świecie i w Rosji, jakie są do mnie pretensje? Właśnie z tym chcę się szczegółowo zapoznać." 

Zobacz również:

„Polska rusofobia jest cyniczną grą polityczną”
Powietrzna rusofobia
Ławrow wezwał UE, by przestała "chodzić na smyczy" państw rusofobów
Tagi:
Oleg Bondarenko, Unia Europejska, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz