00:41 27 Luty 2020
Polska
Krótki link
Autor
3180
Subskrybuj nas na

Premier Morawiecki zatrudnił w Centrum Informacyjnym Rządu ludzi, którzy realizowali kampanię „Sprawiedliwe Sądy". I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, iż CBA uznało, że dopuścili się przy tym złamania prawa.

Mateusz Morawiecki
© AP Photo / Markus Schreiber
To sprawa, która tak naprawdę pokazuje hipokryzję rządzących. PiS zrealizował niewyobrażalnie drogą (w sumie 19 mln zł) kampanię „Sprawiedliwe sądy", w której oczerniał sędziów i prokuratorów, przekonując o konieczności zreformowania sądownictwa przez Zbigniewa Ziobrę — i nie wydał na to partyjnych pieniędzy, tylko państwowe. Na dodatek zrobił kampanię rękami swoich własnych specjalistów oraz Polskiej Fundacji Narodowej.

A to było tak: dwójka specjalistów od PR, zatrudniona na etatach w Kancelarii Premiera jeszcze za kadencji Beaty Szydło, odeszła z pracy w maju 2017. Zanim jednak Anna Plakwicz oraz Piotr Matczuk, bo o nich mowa, odeszli z KPRM, założyli spółkę „Solvere". Spółka ta, jak można się domyślać, kilka miesięcy później (sierpień 2017) podpisała umowę z Polską Fundacją Narodową Macieja Świrskiego i za pieniądze wydrenowane z państwowych spółek wspólnie realizowali projekt „Sprawiedliwe Sądy".

Maciej Świrski dopuścił się przy tym przekłamania: mówił, że przekazał spółce „Solvere" jedynie 240 tys. zł za realizację kampanii). Jednak dziennikarze Onetu dotarli do czterech faktur, opiewających w sumie na 1,2 mln zł. Tyle właśnie wyciągnęła firma ex-rządowych specjalistów od fundacji mającej rzekomo promować Polskę za granicą. Specjaliści z branży dziwili się, dlaczego koszty tej propagandy są tak horrendalnie duże i czemu realizuje ją jakaś nowa na rynku, tajemnicza firma. Teraz już wiadomo.

Okazuje się, że „Solvere" nie pożyła długo — obecnie jest w stanie likwidacji. Jej właściciele, Plakwicz i Matczuk zostali natomiast ponownie zatrudnieni w Kancelarii Premiera jako niezależni specjaliści. Tylko że jest jeden szkopuł: CBA stwierdziło, że złamali oni w maju 2017 prawo antykorupcyjne, rejestrując działalność gospodarczą jeszcze będąc formalnie na etatach państwowych. Prawo tego zabrania. Tymczasem eksperci na tydzień przed zwolnieniem się z Kancelarii, zarejestrowali nowy podmiot gospodarczy.

Teraz szef Kancelarii Morawieckiego, Michał Dworczyk, stara się pudrować sprawę: — Mówimy tu naruszeniu administracyjnym, a nie antykorupcyjnym. Tu nie było mowy o żadnym ukrywaniu swojej firmy podczas pracy w urzędzie. Firma była w tym czasie w organizacji, nie podejmowała, żadnych działań gospodarczych.

Kiedy sprawa trafiła do CBA oraz ABW (wniosek o wszczęcie postępowania wewnętrznego podpisała m.in. Beata Kempa), PR-owcy nie pracowali już w rządzie. Więc KPRM nie mógł już nijak ich ukarać za „pośpiech" w rejestrowaniu działalności. Również ich ponowne zatrudnienie nie jest formalnie zakazane.

Tylko że CBA najwyraźniej stwierdziło inaczej, gdyż przekazało sprawę do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie toczy się postępowanie. Dlaczego u premiera Morawieckiego zatrudniono ponownie akurat tych ludzi? Michał Dworczyk tłumaczy, że brakuje fachowców, a Plakwicz i Matczuk znają się na swojej robocie.

Niewątpliwie ma rację. Zrealizowali swoje zlecenie polityczne na szóstkę z plusem. Najwyraźniej na własnym podwórku nie trzeba już się nawet specjalnie kryć z podwójnymi standardami.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Młodzi Polacy: chcą dać dużo, oczekują mało
Polacy oddali w ręce policji urzędnika krzyczącego: "Chwała Ukrainie!"
BBC podejrzana o złamanie polskiej nowelizacji ustawy o IPN
Tagi:
Kancelaria Premiera, ABW, CBA, Beata Szydło, Mateusz Morawiecki, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz