Warszawa+ 20°C
Moskwa+ 20°C
Na żywo
    Pałac Kultury i Nauki w Warszawie

    Dekomunizacja – nasze polskie barbarzyństwo

    © Sputnik . Igor Zarembo
    Polska
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    7625

    Dekomunizacja to zmienianie za pomocą prawa, a więc mocą przemocy państwa, naszej historii.

    Ambasada Rosji w Warszawie
    © Sputnik . Alexey Vitvitsky
    Dekomunizacja to naplucie w twarz części społeczeństwa, której bliska jest historia, postacie i idee związane z lewicą, które wszelkimi siłami zwalcza w istocie dzika i bezrozumna władza. Władza, które nie ma żadnego szacunku dla ludzi i ich poglądów jeśli te nie są zgodne z tym co jest jej bliskie.

    Polska, to kraj jak każdy inny, z różnymi tradycjami funkcjonującymi obok siebie. Dla jednych ludzi bliskie są te z lewej strony, a dla innych te z prawej. Jedni i drudzy zawsze żyli obok siebie, a ich idee ze sobą konkurowały siłą swoich argumentów. Tak było do czasu aż przyszedł PiS, który całemu społeczeństwu próbuje siłą narzucić swoje jedynie słuszne wartości. To się oczywiście nie uda, bo nigdy się taka przemoc nie udaje, co potwierdza historia każdego narodu. Władza, która nie mając siły argumentów, posługuje się argumentem siły, pokazuje swoją i swych idei słabość. Bo co warte są idee i tradycje, które trzeba społeczeństwu narzucać siłą wbrew jego woli? Takie idee nie przetrwają. I gdy tylko zmieni się władza, a ta z łaski ludu na pstrym koniu jeździ, dekomunizację zastąpi bez wątpienia dekaczyzacja naszej wspólnej przestrzeni publicznej. Każda akcja ma swoja reakcję i źle się stanie, gdy tym razem po zmianie władzy, żądza odwetu za lata plucia na wartości, tradycje i przodków, bliskich części naszego społeczeństwa, będzie miała taki sam barbarzyński wymiar. Wiele nie wniesie też fakt, że to oni zaczęli tę wojnę o historię i pamięć. Barbarzyńskie zasady sikania na groby przeciwników, które wprowadziła ta władza, nie łatwo będzie zmienić, bo żądza odwetu już jest zbyt duża.

    Wielu ludzi w Polsce mówi, że po latach antyspołecznych rządów Platformy Obywatelskiej, pewne rzeczy od 500+ poczynając, są jak mówił imć Zagłoba — „wolą boską czynioną rękami Tatarów". Całkiem słuszne spostrzeżenie. Nie można jednak zapominać, że „Tatar", który czyni wolę boską, to nadal „Tatar" i lubi on sobie od czasu do czasu coś spalić i kogoś zgwałcić.

    Obecnie trwa dekomunizacja naszych ulic.

    Obok wątpliwości związanych z likwidacją nazw patronów ulic, którzy nie podobają się tej władzy, ale nie społeczeństwu, poważne wątpliwości budzi sam tryb dokonywanych zmian i narzucanie siłą nazw nowych patronów, których ludzie wcale nie chcą. Tryb w jakim to się odbywa nie ma nic wspólnego z zasadami demokracji i liczeniem się z wolą mieszkańców, czy też zdaniem demokratycznie wybranych samorządów. Przypomina to raczej działalność władz okupacyjnych. W latach hitlerowskiej okupacji w niemal każdym polskim mieście, głównym jego ulicom nadano imię Adolfa Hitlera. Podobnie jak teraz władze Generalnego Gubernatorstwa nie konsultowały tego z lokalnymi społecznościami. Gdy okupacja się skończyła w 1945 roku, ulice Adolfa Hitlera natychmiast zniknęły z polskich miast. Nie inaczej zapewne będzie po rządach „Prawa" i „Sprawiedliwości".

    Nie wszystko jeszcze przegrane. W Warszawie rada miasta wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzje wojewody narzucające wbrew woli mieszkańców nazwy ulic. Sprawa czeka na rozstrzygnięcie.

    W podobnej już sprawie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, rozstrzygnął ją na korzyść lokalnej społeczności i przywrócił ulice Dąbrowszczaków zlikwidowaną przez tamtejszego wojewodę. Można mieć nadzieję, że podobne wyroki zapadną na Mazowszu jeśli tylko sąd nie będzie wobec władzy dyspozycyjny. Przecież ustawowy zakaz upamiętniania żołnierzy walczących w latach trzydziestych ubiegłego wieku w obronie Republiki Hiszpańskiej, byłby ewenementem prawnym na skalę międzynarodową. Podczas gdy w Polsce wymazuje się wszelkie poświęcone im miejsca, na całym świecie, od Kanady po Australię, budowane są im pomniki. Nie ma wątpliwości, że według policji historycznej z IPN-u moralna racja w tej wojnie była po stronie generała Franco i jego hitlerowskich i faszystowskich sojuszników. "Nic nas nie łączy z republikanami" — jak powiedział kiedyś jeden z propagandzistów IPN-u, uchodzący obecnie za historyka. Nie ma tych wątpliwości, że ta władza tak mysli i dlatego nadzieje na sprawiedliwość możemy pokładać tylko w sądach.

    Podobnie sprawa zmiany ulicy 23 lutego w Poznaniu (data wyzwolenia spodo okupacji Poznania przez Armie Radziecka) zakończyła się zwycięstwem strony społecznej z władzą. Sąd administracyjny nakazał jej przywrócenie, a decyzję wojewody uznał za nielegalną.

    W ramach polityki dekomunizacji, wojewoda mazowiecki zmienił już nazwy 56 ulic na Mazowszu. Zagrożone jest wszystko co jest związane z lewicowym dziedzictwem naszej ojczyzny. Oto w Gdyni tamtejsi radni PiS, zanim ktoś tym nieukom wytłumaczył, kim byli „Czerwoni Kosynierzy Gdyńscy", chcieli dekomunizować ich ulicę. Wystarczy sama czerwień użyta w nazwie, by spotkała się z nienawistną reakcją obecnie rządzących naszym krajem elit. Czerwoni Kosynierzy to nazwa ochotniczych oddziałów utworzonych z inicjatywy Polskiej Partii Socjalistycznej podczas działań wojennych we wrześniu 1939 roku. „Tatarzy" jednak o tym nie wiedzieli.

    Na skutek dekomunizacyjnego zbydlęcenia w Jaworznie zdemontowano tablicę upamiętniającą założenie oddziału Czerwonego Harcerstwa. Wbrew „złowieszczej" nazwie, nie była to organizacja założona przez Stalina, ale założona w 1934 roku w Polsce, organizacja młodzieżowa związana z Polską Partią Socjalistyczną i Towarzystwem Uniwersytetu Robotniczego. Kierował nią znany poseł PPS, Stanisław Dubois. Więzień Twierdzy Brzeskiej skazany w procesie brzeskim przez sanacyjną dyktaturę. Następnie uczestnik kampanii wrześniowej w 1939  roku i ponownie więzień tym razem Niemców w Auschwitz, gdzie wraz z Witoldem Pileckim organizował ruch oporu i gdzie został zamordowany. On też ma jeszcze swoja ulice w Warszawie. Jak długo?

    Tzw. dekomunizacji nie widać końca. Właściwie im dalej od likwidacji PRL, z tym większa siłą i nienawiścią jest ona wykorzystywana przez władzę w jej polityce.

    Zażenowanie budzić może też fakt, że dzisiaj chwałę obrony ulic przed „dekomunizacją" przypisuje sobie Platforma Obywatelska. Pamiętamy jednak, że za jej przyjęciem głosowała właśnie… Platforma Obywatelska. Jedynie trzech parlamentarzystów PO zagłosowało przeciw. Byli to Bogdan Borusewicz, Piotr Florek i Jerzy Wcisła. Czwartym parlamentarzystą, który sprzeciwił się ustawie, był Marek Borowski. Pozostali parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej, a także Nowoczesnej, czy PSL-u, ochoczo zagłosowali za oddaniem prerogatyw w zakresie polskiej polityki historycznej w ręce fanatyków, barbarzyńców i nieuków, a teraz „heroicznie" walczą z problemem, który sami stworzyli.

    To też tylko wola boska czyniona rękami innych „Tatarów". Dobrze o tym wiemy i nie zapominamy, że to też „Tatarzy".

    Zapraszam do obejrzenia mojego reportażu filmowego, w którym rozmawiam z mieszkańcami „zdekomunizowanych" ulic, a także z działaczami społecznymi, Piotrem Ikonowiczem i Piotrem Ciszewskim, aktywistą inicjatywy — „Zostawcie nasze ulice w spokoju".

    Zobacz również:

    W ambasadach obejrzą „Smoleńsk"
    Ankara chce pogodzić stanowiska Polski i Rosji
    Wiadomości TVP znowu karmią kłamstwem
    Tagi:
    ulica, dekomunizacja, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz