06:29 20 Listopad 2018
Na żywo
    Patryk Jaki

    Bitwa o Pragę czyli zróbmy to w Warszawie

    © Zdjęcie: Patryk Jaki/ Facebook
    Polska
    Krótki link
    Julia Baranowska
    2174

    Wpadka Patryka Jakiego pokazała, że PiS popełnił ogromny błąd, wystawiając go do boju o fotel prezydenta stolicy. Z drugiej strony Rafał Trzaskowski jest nieciekawą alternatywą. I też pokazał braki w topografii miasta.

    Do ostatniej chwili nikt nie spodziewał się, że PiS wystawi w wyborach samorządowych akurat Patryka Jakiego — kandydata agresywnego i nieprzewidywalnego, który znany jest już z tego, że lokalne porządki skutecznie rozmontował już w swoim rodzinnym Opolu, gdzie nie jest, delikatnie mówiąc, zbyt lubiany.

    Wielu komentatorów wieszczy, że z pewnością z jego butą nie uda mu się odbić Warszawy Platformie. Zwłaszcza że Jaki jest wiceministrem sprawiedliwości, a więc kojarzy się ludziom ze szkodliwymi reformami Zbigniewa Ziobry, które skutecznie upolityczniły sądy oraz Trybunał Konstytucyjny. A to Warszawa była głównym przyczółkiem protestów w obronie niezależnego sadownictwa. „Na paliwie reprywatyzacyjnym za daleko ten pan nie pojedzie" — wieszczą internauci.

    Ale centrala PiS się tym nie przejęła. I mamy już pierwsze efekty. Rafał Trzaskowski, główny rywal Jakiego z PO, tuż po ogłoszeniu kandydatury zarzucił Patrykowi Jakiemu, że ten nie jest rodowitym warszawiakiem. Był to oczywiście zarzut absurdalny, ponieważ akurat polska stolica jest mekką ludności napływowej (zwanej pieszczotliwie „słoikami" — bo w słoikach przywozi rzekomo spakowane przez mamę jedzenie z prowincji). Trzaskowski poniekąd obraził więc jakąś jedną trzecią, jeśli nie więcej, mieszkańców swojego miasta, którzy tam zarabiają, tam płacą czynsze i podatki.

    Jaki odpowiedział w wielkim stylu: w klipie, który przygotował, postanowił udowodnić, że wprawdzie z Warszawy nie pochodzi, ale miasto zna od podszewki. Sęk w tym, że na jednym ze zdjęć, które wykorzystano w filmiku widać ujęcie Pragi… nie, nie dzielnicy po wschodniej stronie Wisły, ale stolicy Czech!

    Internet przez całą niedzielę tarzał się ze śmiechu, w mediach społecznościowych królował hasztag #byleJaki, mający zwracać uwagę na to, że w materiałach promocyjnych PiS „bylejakość" to już norma. Tak jak nikt nie zorientował się, że wypuszczono pamiętnego babola o „polskich obozach" oraz Katyniu jako „wielkiej niemieckiej zbrodni" w filmikach premiera Morawiecko, tak i w sztabie Patryka Jakiego ktoś ewidentnie dał ciała.

    Minister wprawdzie próbował obrócić sytuację w żart — i wyszło mu to nawet zgrabnie (wstawił na Twitterze zdjęcie Krecika i oznajmił, że właśnie znalazł jednego w swojej ekipie), jednak niesmak pozostał.

    Mam jednak złą wiadomość. Rafał Trzaskowski, warszawiak, również nie popisał się wiedzą na temat znajomości dzielnic. Na spotkaniu z mieszkańcami Stokłos, stwierdził, że „wita serdecznie mieszkańców Kabat". Owszem — to zadanie miało zwiększony poziom trudności. Ani Stokłosy ani Kabaty nie są dzielnicą w sensie administracyjnym. To części podlegające pod rozległy Ursynów. Ale przynajmniej mógł prześledzić, jak nazywają się poszczególne stacje metra, ponieważ obie wymienione przez niego nazwy mają swoje stacje.

    Warto tez zwrócić uwagę na to, co o Trzaskowskim mówi działacz ruchów miejskich Jan Śpiewak. Trzaskowski dostał się do Sejmu z Krakowa. Przedtem obiecał mieszkańcom dawnej stolicy, że będzie ich reprezentował i dbał o ich interesy. Nikt nie słyszał o jego zasługach dla miasta, a teraz po prostu „przeskoczył" sobie na Mazowsze.

    Niestety realia są takie, że tych dwóch kandydatów ma jedynie realne szanse na wybór. Wprawdzie szumnie ogłaszał się jeszcze Korwin-Mikke, a także Adrian Zandberg, po stronie ruchów miejskich i ekologów trwają rozmowy, czy wystawić Paulinę Piechnę-Więckiewicz czy Jana Śpiewaka, ale nie oszukujmy się, żadna z tych propozycji nie przebije duopolu PiS-PO.  Jest jeszcze Piotr Ikonowicz, ale on lepiej sprawdzi się w ratuszu jako specjalista od praw lokatorów oraz mieszkań komunalnych, gdyż na tym się świetnie zna, a Warszawa ma olbrzymie zaległości w tym zakresie.

    Strach tylko pomyśleć, co się stanie, jeśli Patryk Jaki będzie chciał jakoś zareklamować dzielnice takie jak Ochota, Wola, Bródno czy Włochy. 

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ciężki rok dla polskich jabłek. Import już się nie opłaca
    Zdekomunizowani i ich następcy. Część 1.
    Opowieści sienkiewiczowskie
    Tagi:
    Prawo i Sprawiedliwość, Patryk Jaki, Warsaw, Praga, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz