04:03 16 Listopad 2018
Na żywo
    Aleksandr Załdostanow Chirurg, Nocne WilkiNocne Wilki

    Nocne Wilki z radością witane przez Polaków

    © Sputnik . Jewgienij Bijatow © Sputnik . Valeriy Melnikov
    1 / 2
    Polska
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    181789

    Członkowie rosyjskiego klubu motocyklowego Nocne Wilki czwarty rok z rzędu organizują rajd „Drogi zwycięstwa - na Berlin".

    Nocne Wilki na otwarciu moto-sezonu w Moskwie
    © Sputnik . Maksym Blinow
    Wyruszyli z Moskwy 22 kwietnia, a ich celem jest dotarcie do Berlina na 9 maja, aby tam świętować Dzień Zwycięstwa. Kolumna bajkerów ma do pokonania ponad 6000 kilometrów. Wśród nich są nie tylko Rosjanie, lecz też Polacy, Słowacy, Czesi, Niemcy. O przebiegu rajdu, o wydarzeniach na przebytej dotychczas trasie korespondentka radia Sputnika rozmawiała z prezydentem polskiego oddziału Nocnych Wilków Dariuszem Kaczmarczykiem.

    — Początek motomarszu jest w Moskwie. Więc wszyscy ci, którzy są z Europy muszą dojechać do rosyjskiej stolicy. Myśmy dojechali do Moskwy i tam wspólnie z naszym prezydentem Chirurgiem jechaliśmy przez Rosję, Białoruś w kierunku granicy z Polską. Na granicę z Polską dojechało nas ośmiu. Słowacy, Polacy, Czech. Mieliśmy przekraczać tę granicę. Polacy przejechali, w związku z tym, że są obywatelami Polski. Tym, którzy nie byli obywatelami Polski, zaproponowano przejazd na inne przejście.

     — To znaczy, wjechać do Polski nie mogli?

    — Do Polski nie mogli wjechać.

     — A czy to nie jest dziwne? Przecież obowiązuje Schengen, wszyscy jesteśmy w Unii…

    — To jest niedopuszczalne. To jest związane tylko z polityką. Żadnego innego uzasadnienia dla tego nie ma. Ci ludzie w żaden sposób nie są zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju, skoro wiozą wieńce i kwiaty, które chcą położyć na cmentarzach i pomnikach. Tu trzeba jeszcze dodać, że pogranicznicy nam pomagali. Stali przy nas i było im przykro, że moi bracia z Nocnych Wilków nie przejeżdżają. To też jest druga strona medalu. To nie wygląda tak, że nas ktoś osaczył. W zeszłym roku też czekaliśmy — w przypadku aresztowania Nikołaja — na odpowiedź z góry od jakichś władz, co z nami zrobić. Tutaj to samo mało miejsce. Czekano na odpowiedź z góry. Odpowiedź przyszła negatywna i oni nie przejechali.

     — To znaczy, że Rosjanie nawet nie próbowali przekraczać granicy polskiej?

    — Nie. Już od dłuższego czasu idziemy w tym kierunku. Bo szkoda tylko naszego czasu. To trwa czasami wiele godzin, a efekt jest żaden. Sprawa jest tak postawiona, że Rosjanie od razu, bez żadnej przyczyny, bez żadnego powodu stają się zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju.

    Proszę to podkreślić: to jest typowo polityczne, żadnego innego uzasadnienia nie ma. Proszę to podkreślić. Ktoś po prostu na tym robi karierę w polityce. A to są moi bracia. Ci ludzie nie są w żaden sposób zagrożeniem. Kochają Polskę. Przecież my odwiedzamy też groby polskich żołnierzy. Nie ma tu żadnych podtekstów politycznych. Tu nie chodzi o Stalina, Lenina, tylko chodzi o żołnierzy, którzy zginęli w II wojnie światowej, wyzwalając ten kraj.

     — W jakich miejscach zatrzymywaliście się po drodze?

    Niszczyciel MiG-31K z najnowszym systemem rakietowym „Kinżał” podczas próby przed Paradą Zwycięstwa w Moskwie
    © Sputnik . Iliya Pitalev
     — Byliśmy w Katyniu. To jest bardzo ważne, bo historia Katynia łączy nasze narody. W Polsce miejsce to przedstawiane jest jako martyrologia polskich oficerów. To bardzo ważne i tak było. Zginęło tam ponad 4 tysiące polskich oficerów. Ale niestety zapominamy o tym, że tam zginęło wcześniej 8 tysięcy Rosjan, którzy podczas represji stalinowskich byli rozstrzeliwani. Dla nas Katyń łączy naszą historię, a nie dzieli. Dla mnie jest to bardzo ważne miejsce i zawsze z wielkim zaszczytem tam jadę.

    Po przekroczeniu granicy polskiej oddaliśmy hołd pamięci na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Byliśmy też na terenie Mauzoleum Armii Czerwonej i tam mieliśmy spotkanie z ambasadorem Rosji. Wspiera nas. Chciałem mu bardzo podziękować. Czekał na nas do nocy. Było już ciemno, a my ustawiliśmy motocykle w jeden rząd i iluminacja świateł poszła na pomnik… To było coś niesamowitego. Dla mnie było to wielkie przeżycie. Było nas w Warszawie myślę gdzieś 50 a może nawet do 100 motocykli i daliśmy światło na ten pomnik. Odbyła się uroczystość złożenia wieńców, kwiatów.

    Następnego dnia pojechaliśmy do Wrocławia. Bez żadnych problemów przejechaliśmy całą drogę. Zabezpieczali nas przyjaciele z policji. Wbrew temu, jaka jest opinia, to wśród policjantów mamy wielu przyjaciół. To, co robi władza na potrzeby polityki, to jedno, a od strony zwykłych ludzi cały czas spotykamy się tylko z przyjemnym odbiorem. Ludzie nas po prostu wspierają. Przez całą drogę nie miałem żadnej negatywnej sytuacji. Zwykli ludzie są po naszej stronie, bo to też ich historia. Nikt nam nic złego nie powiedział. Wszędzie nam pomagano, wszędzie nas witano.

    We Wrocławiu byliśmy na Memoriale upamiętniającym rzeź wołyńską. To też jest ważne miejsce. Złożyliśmy tam wieńce i kwiaty. Dla mnie osobiście jest ono bardzo ważne, bo ja byłem w zeszłym roku w Donbasie. W związku z przejazdem Dróg Zwycięstwa na Krym jechaliśmy akurat przez Donbas. Widziałem, co tam się dzieje, więc od razu te obrazy wracają. Wspominasz to, co robili banderowcy, co robiły bandy UPA w Polsce, i te obrazy do mnie wróciły, bo ja to samo widziałem, co robią oddziały i bataliony nazistowskie w Donbasie. Widziałem spalone wioski, pomordowane kobiety i zabite dzieci. Podkreślam — nie chodzi o żadną politykę, że Rosjanie są dobrzy, a Ukraińcy źli. Nie, wśród nas są Ukraińcy. Mamy wielu przyjaciół na Ukrainie. Ja bardzo kocham Ukrainę. To jest piękny kraj. No niestety odrodził się tam banderyzm i faszyzm, i to jest problemem. Nie sami Ukraińcy, bo to jest wspaniały, słowiański naród. Nas wiele łączy. Ale w żaden sposób nie możemy popierać banderyzmu i faszyzmu.

    Potem przyjechaliśmy na cmentarz radzieckich oficerów. To jest szczególne miejsce, rozpoznawalne we Wrocławiu, bo stoją na wjeździe radzieckie czołgi. Tam też złożyliśmy wieńce i kwiaty. Tam bardzo dużo oficerów zginęło. Tym bardziej, że oni ginęli już w ostatnich dniach wojny, a niektórzy już po kapitulacji.

    Kolejnego dnia udaliśmy się do Oświęcimia. To miejsce jest związane z historią mojej rodziny. Mój dziadek był więźniem Auschwitz, ale przeżył. W Oświęcimiu byliśmy w obozie głównym Auschwitz. Tam złożyliśmy wieńce pod Ścianą Śmierci, jednym z najbardziej straszliwych miejsc w ogóle w historii ludzkości. Potem przejechaliśmy do obozu Birkenau. Na końcu tego obozu jest pomnik upamiętniający zabitych żołnierzy Armii Czerwonej. Było ich 15 tysięcy. Przeżyło tylko 90, resztę zamęczono, zamordowano. Tam zawsze, co roku, składamy wieńce i kwiaty. W tym miejscu, gdzie stoi pomnik leżało 8 tysięcy ciał! To miejsce szczególne. Zawsze tam oddajemy hołd pamięci.

    Tak się skończył nasz przejazd przez Polskę. Dzisiaj zaczynamy Słowację — Bańską Bystrzycę, potem Tarnawę, dalej w kierunku Czech i Niemiec.

    Zobacz również:

    „Wolność wiary gwarantuje konstytucja". We Wrocławiu stanie świątynia bogów słowiańskich
    Prezes w szpitalu. PiS się chwieje
    Prezydent Duda nie ma nic lepszego do roboty?
    Tagi:
    rajd "Drogi Zwycięstwa - na Berlin", Nocne Wilki, Czechy, Słowacja, Niemcy, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz