05:02 21 Czerwiec 2018
Na żywo
    Sejm RP

    „Nie Straż, nie Straż"...

    © REUTERS / Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta
    Polska
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    6203

    W niedzielę 20 maja oficjalnie weszła w życie nowela ustawy o Straży Marszałkowskiej. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gen. Stanisław Koziej, twierdzi, że Straż będzie działać „w obronie państwa partyjnego".

    Generał jest pewien, że nowe, większe uprawnienia dla Straży Marszałkowskiej to olbrzymie pole do nadużyć.

    ​Co się zmieni?

    Przede wszystkim Straż Marszałkowska zacznie być służbą taką jak inne mundurówki. Do tej pory jej pracownicy zatrudniani byli na zwykłych urzędniczych etatach na podstawie Kodeksu Pracy. Teraz ich status się zmieni.  

    Ołowiane żołnierzyki
    © Sputnik . Michaił Kirjejew
    Do dotychczasowych zadań Straży dołączy wykrywanie podsłuchów, „prowadzenie rozpoznania pirotechnizno-radiologicznego" i wreszcie „neutralizacja zagrożeń" — również z użyciem broni palnej. Tak jak do tej pory strażnicy będą prowadzić kontrole osobiste, przeglądać bagaże i legitymować gości wchodzących na teren Sejmu oraz Senatu. Ale mogą używać środków przymusu bezpośredniego lub nawet sięgnąć po broń, a w przypadku, gdy uznają, że nie radzą sobie z zagrożeniem, będą mogli wezwać na pomoc policję bądź Służbę Ochrony Państwa (dawny BOR).

    Nowa ustawa mówi, że funkcjonariusze innych służb (między innymi ABW, CBA, wywiadu, policji, Straży Granicznej i Straży Pożarnej — na własną prośbę będą mogli zostać oddelegowani do służby w Straży Marszałkowskiej. Niestety taki manewr potencjalnie oznaczać może wzrost brutalności i agresji strażników, jeżeli ich szeregi zasilą służbiści, przyzwyczajeni do interwencji z bronią.

    Dwukrotnie zwiększą się szeregi Straży: obecnie zatrudnionych jest 160 osób, przybędzie jeszcze 130 etatów.

    Ta służba w ostatnim czasie wyjątkowo straciła na popularności. Jej zły PR nie wziął się jednak znikąd, jest związany z trwającym już od ponad miesiąca protestem osób niepełnosprawnych w Sejmie. Strażnicy nazywani są „zderzakami Marszałka", ponieważ to oni musieli fizycznie stawić opór osobom pragnącym dostać się do Sejmu (między innymi Janinie Ochojskiej, która chciała wesprzeć protestujących). Z pewnością na korzyść Straży nie podziałała również weekendowa deklaracja Stanisława Karczewskiego o tym, że na terenie parlamentu panuje zagrożenie epidemiologiczne — stąd całkowite zamknięcie Sejmu i Senatu przed gośćmi z zewnątrz.

    Strażnicy na polecenie Marszałka Kuchcińskiego pilnują, aby niepełnosprawni nie wyszli nawet na spacer wokół budynku Sejmu, ponieważ, jak ogłosiła Kancelaria Sejmu, nie powinni spotykać się z osobami, które nie dążą do złagodzenia konfliktu.

    Amerykańska technika wojenna w Polsce, operacja Atlantic Resolve, Olszyna
    © AFP 2018 / Natalia Dobryszycka
    Polski Sejm zamknął się nawet na coroczne obchody Dnia Dziecka (czyli symulacja parlamentu w wykonaniu dzieci i młodzieży). Jeszcze większe twarde uprawnienia dla strażników z pewnością nie polepszą ich prasy jako „sługusów Kuchcińskiego". O marszałku tygodnik „Wprost" napisał w ostatnich dniach, że będzie kandydował do europarlamentu, aby uciec przed ostatecznym napiętnowaniem. Ale Kuchciński zdementował tę informację. Stwierdził, że w Polsce „ma jeszcze dużo do zrobienia". Teraz będzie miał przy sobie uzbrojonych po zęby profesjonalistów, spadochroniarzy z innych służb.  Pytanie tylko, czy będą oni ochraniać przed zagrożeniami teren Sejmu, czy jednego i drugiego marszałka przed słusznym gniewem suwerena…

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Polska „Zimna wojna" uległa Japończykom
    To nie jest kraj dla młodych przedsiębiorców?
    Co tam, panie, w Hruszowicach
    Tagi:
    Straż Marszałkowska, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Marek Kuchciński, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz