03:49 14 Grudzień 2018
Na żywo
    Flaga Polski

    Smarzowski znowu szokuje. Faszysta i feministka pod rękę

    © flickr.com / Lukas Plewnia
    Polska
    Krótki link
    Antonina Świst
    3135

    Znany reżyser nie tylko narobił zamieszania zwiastunem filmu „Kler”. Nagrał też filmik na stulecie niepodległości i wywołał burzę.

    Zwiastun filmu Kler Wojciecha Smarzowskiego
    © Zdjęcie : Bartosz Mrozowski/KLER press release
    Spot „Łączy nas hymn" został nakręcony na zlecenie portalu Onet. Trwa niecałą minutę. Akcja dzieje się w dużym pomieszczeniu, przypominającym hybrydę centrum handlowego ze studiem filmowym. Jest tam cały przekrój polskiego społeczeństwa: kombatanci, zakonnice, narodowcy w koszulkach „Śmierć wrogom ojczyzny", feministki ubrane na czarno i z kolorowymi włosami, geje, wielodzietne rodziny, wybotoksowane modnisie, czarnoskóra dziewczyna w koszulce z orzełkiem. Nagle do fortepianu siada jeden z chłopców i zaczyna grać hymn. Wszyscy wstają. Zaczynają śpiewać. Niektórym mylą się słowa i zwrotki, dzieci pokrzykują, niektórzy fałszują jak nieszczęście. Ale na tę jedną chwilę znikają między nimi wszystkie różnice. Wszyscy znają tę melodię, wszystkich jednakowo chwyta ona za serce.

    Czy rzeczywiście łączy nas hymn?

    Smarzowski wywołał tym filmikiem narodową dyskusję. Niektórzy zarzucają reżyserowi, że tym razem nakręcił utopijną bajkę, inni twierdzą, że nie ma ich zgody na to, aby bratać się z nacjonalistami. Dla nich nie ma miejsca w ogólnonarodowej debacie, ponieważ przez swoją agresję sami się z niej wykluczyli. Już nawet na łamach samej „Gazety Wyborczej" słychać różne głosy. Felietonista Tadeusz Sobolewski jest „na tak".

    „Tu nie chodzi o żaden symetryzm ani o to, żeby zrównać ze sobą przeciwstawne emblematy, tylko żeby je wszystkie unieważnić, przynajmniej na czas trwania hymnu. Pokazać nieistotność tych totemów i w sposób symboliczny wydobyć z Polaków ludzi. Kino to potrafi" — pisze publicysta.

    Znalazł się też tekst polemiczny — to list nadesłany do gazety przez niejakiego Piotra (czy jest autentyczny, trudno stwierdzić. Czasem redakcje używają tej formuły, kiedy nie chcą się pod jakąś opinią oficjalnie podpisać).

    „Sorry panie Smarzowski, ale ale nie masz racji, mnie nic nie łączy z kimś, kto życzy mi śmierci" — pisze autor listu, nawiązując do napisu na koszulce („Śmierć wrogom ojczyzny"). — „Polska z nikim nas nie łączy. Nie mamy nic wspólnego z faszystami, rasistami, homofobami i innymi agresorami, tylko dlatego, że wymachują biało-czerwonymi barwami (a kij z flagi najchętniej złamaliby na naszych głowach). Jedność oparta na fikcyjnej, narzuconej tożsamości narodowej, na którą nikt nie ma wpływu, tworzy podwaliny zbrodniczej ideologii nacjonalizmu. Prawdziwa solidarność nie zna granic".

    Taxi Uber
    © Sputnik . Natalia Seliverstova
    Podobnie podzieleni są internauci, dominuje jednak głos podobny w wymowie do głosu autora listu do „Wyborczej". Komentujący uważają, że dziś „ojczyzna" to archaiczna kategoria. A jeśli narodowa prawica chciałaby zjednoczyć się w jakiejś wspólnej sprawie z lewicą i feministkami, to nie byłaby już narodową prawicą, a z pewnością nie nosiłaby agresywnych haseł, bo taki obraz się sam przez się wyklucza. Ktoś, kto obstaje za czarnym, nie dogada się z kimś, kto optuje za białym, bo to po prostu niewykonalne.

    Mam ambiwalentne odczucia wobec filmiku Smarzowskiego. Porywa mnie ten piękny obraz jedności, ale zdaję sobie sprawę, że kiedy umilknie muzyka, siłą rzeczy różnice powrócą, bo powrócić muszą. Nie jestem w stanie zaakceptować faszysty głoszącego rasistowskie hasła, bo głęboko się im sprzeciwiam. Nie ma tu trzeciej drogi. Nie da się akceptować „samego" człowieka, ale nie akceptować jego czynów, jeżeli krzywdzą one innych. Możliwa jest przyjaźń pomiędzy ludźmi o różnych poglądach. Możliwa jest między homo i hetero, między wierzącym i ateistą. Ale nie jestem w stanie pójść na piwo i poklepywać po ramieniu kogoś, kto głosi supremację białej rasy. Bo wówczas idę na piwo nie tylko z nim, ale ze wszystkimi wartościami, które on wyznaje.

    Być może Smarzowski nas wszystkich ograł. Bo w dłuższej, mało znanej wersji filmiku pod koniec kamera oddala się od śpiewających i widzimy plan filmowy. To aktorzy, nagrywający scenę. To swoisty metaprzekaz: istnieje rzeczywistość codzienna i rzeczywistość bajkowa, osiągalna jedynie na krótką chwilę.

    Tak jak w piosence Macieja Maleńczuka — gdzie „tęczowa swastyka po mieście pomyka" i wszystkich łączy. Szkoda, że takie cuda możliwe są tylko w piosenkach i bajkach.

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Jednak nie będzie 1000+. Na razie
    Jak Polska ratuje Ukrainę przed kryzysem społecznym
    Komu niedziele bez handlu komplikują życie?
    Tagi:
    hymn, Onet.pl, Wojciech Smarzowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz