07:18 25 Wrzesień 2018
Na żywo
    Morze Bałtyckie

    Polska brawura, która zabija

    © flickr.com/ Artūrs Gedvillo
    Polska
    Krótki link
    Julia Baranowska
    8537

    Polak uwielbia być postrzegany jako ktoś, kto kocha wolność. Nikt mu nie będzie mówił, że warunki pogodowe nie są odpowiednie, by posadzić samolot. I tak spróbuje. Raz mu się uda, raz niekoniecznie. Na tej samej zasadzie nikt nie będzie Polakowi mówił, na której części plaży wolno mu się kąpać, a na której nie.

    Tragedia, która wydarzyła się w Darłówku, wstrząsnęła Polską. Ale Polską osiem lat temu wstrząsnęła też tragedia, która wydarzyła się w Smoleńsku. Co z tego wynika? Niestety, niewiele.

    Już osiem lat trwa festiwal zaprzeczania, że prezydencki tupolew rozbił się z powodu niefrasobliwości dowódców. Być może gdyby nie „zmieścisz się śmiało!", 96 osób nie straciłoby wtedy życia, a PiS nie opłakiwałoby swojego prezydenta.

    Dziś media żyją tragedią z Darłówka, gdzie morze porwało trójkę dzieci: 14- i 13-latka oraz ich 11-letnią siostrę. Matka kąpiących się w Bałtyku dzieciaków spuściła je na chwilę z oczu, by pójść do toalety z najmłodszym, dwuletnim. Kiedy wróciła, dzieci już nie było. Ratownicy interweniowali tak szybko jak się dało. Udało im się wyciągnąć z wody najstarszego chłopca. Niestety, zmarł w szpitalu. Od kilku dni nurkowie poszukują ciał pozostałych dzieci. Praktycznie nie ma już szansy na odnalezienie ich żywych.

    Co w tej sytuacji poszło nie tak? Wszystko.

    Media podają różne wersje zdarzeń, przeważa jednak ta, według której ojciec dzieci znajdował się akurat w innej części plaży, natomiast czwórką niesfornych zajmowała się matka. Być może była przemęczona, być może świadomie zignorowała zakaz kąpieli… grunt, że dzieciaki znalazły się w wodzie — w rejonie, gdzie obowiązywał absolutny zakaz kąpieli. Wisiały czerwone flagi, o zakazie informowały tabliczki.

    Ktoś te dzieci przyprowadził na niestrzeżoną część plaży. Ktoś musiał powiedzieć: „Ok, idźcie się kąpać!". I tu właśnie pobrzmiewa przerażające echo słów, które padły w 2010 w kabinie feralnego samolotu: „Zmieścisz się śmiało!". Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku życie stracili niewinni i bezbronni.

    Tego lata przeczytałam już w internecie kilkadziesiąt komentarzy, które napisali Polacy, oburzeni, że przyjechali nad Bałtyk, a tam sinice! „Wszędzie te zakazy kąpieli!", „Cały rok czekałam, żeby przyjechać z moim 6-latkiem nad morze! Wykąpiemy się żeby nie wiem co!", „Być nad morzem i nie wejść do wody? Chyba sobie żartujecie!".

    Tak, woda to żywioł. Powietrze to żywioł. Żywiołem jest też rozpędzony samochód, który wypada z drogi albo rozbija się o drzewo (serdeczne pozdrowienia, pani Beato!). Polak zdaje się tego jednak nie rozumieć — niezależnie od tego, czy jest „pięćset plusem", „biedakiem", czy oficerem wojska.

    Adwokat reprezentujący rodzinę złożył zawiadomienie do prokuratury: chce teraz zbadać, czy ratownicy zareagowali prawidłowo i wystarczająco szybko. Niezależnie od tego, czy wisi czerwona flaga, ratownik oczywiście ma obowiązek zareagować i w sytuacji zagrożenia życia ruszyć na pomoc. To oczywiście koszmarnie smutne, że ludzie, którzy pędem rzucili się za dziećmi w fale, będą teraz ciągani po sądach i wizjach lokalnych, zmuszeni udowadniać, że wsiedli na skuter w ciągu 15, a nie 30 sekund, że wskoczyli do wody pod odpowiednim kątem. Tej tragedii można było uniknąć, gdyby rodzicom nie przyszło do głowy wpuścić dzieci do morza w pobliżu falochronu, gdyby poszli na strzeżoną plażę, gdzie jest wprawdzie tłoczno, ale nikt nie straci życia.

    Polska kibicka na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej we Francji.
    © REUTERS / Darren Staples
    Jeszcze inną kwestią jest odpowiedź na często zadawane przez internautów pytanie: „gdzie był ojciec?". Dlaczego czwórką małych osób opiekowała się jedna? To kolejny tradycyjny polski wzorzec: przecież matka się rozdwoi, kiedy będzie trzeba.

    Zacznijmy wreszcie wyciągać wnioski. Słuchajmy specjalistów. Nie przekraczajmy prędkości. Nie igrajmy z morzem. Wreszcie — pomagajmy i reagujmy, kiedy widzimy, że ktoś naraża siebie i innych. Tyle możemy zrobić. I przestańmy już wreszcie hejtować tę nieszczęsną rodzinę w internecie. To naprawdę już niewiele zmieni. Zamiast tego zastanówmy się, ile w nas samych jest polskiej brawury, która zabija.

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Pięć nietypowych usług w hotelach
    Skutą kajdanami Butinę wysłano do innego więzienia
    Ukraina: „Buk” wymknął się spod kontroli (wideo)
    Tagi:
    tragedia, wakacje, morze, Darłówko, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz