15:24 18 Październik 2018
Na żywo
    Kelnerka w bikini

    Myślisz, że to kelner - a to Służba Ochrony Państwa

    © Depositphotos / Lasolascreative
    Polska
    Krótki link
    Dawid Blum
    5236

    Myśleliście, że afera podsłuchowa była wyjątkiem? Że coś takiego, jak afera gruntowa zdarza się raz na dwadzieścia lat? Mylicie się. Czeka nas prawdziwe zatrzęsienie podobnych afer. Wszystko dzięki nowym uprawnieniom dla funkcjonariuszy SOP.

    „Rzeczpospolita" donosi o nowym rozporządzeniu Mariusza Błaszczaka: okazuje się, że funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, czyli dawnego BOR, będą mogli posługiwać się „lewymi" dokumentami do prowadzenia działań operacyjno-rozpoznawczych. Ludzie ochraniający najważniejszych polityków, będą mogli występować pod fałszywymi nazwiskami i zmienioną tożsamością. W SOP powstać ma specjalna komórka, która będzie wydawać fałszywe dokumenty.

    — Rozporządzenie będzie dawać możliwości występowania i dalszego posługiwania się tzw. długą legalizacją. To sugeruje, iż nie chodzi tutaj tylko o legalizacyjne legitymacje służbowe. To sugeruje złożone przyszłe działania o statusie działań przykrywkowych, stosowanych przez policję i CBŚ — powiedział informator gazety, związany ze służbami specjalnymi.

    Amerykańscy żołnierze w Polsce
    © AP Photo / Krzysztof Zatycki
    Ale to nie wszystko: SOP-owcy będą mogli podszywać się pod inne służby, używać fikcyjnych danych do kupowania mieszkań, samochodów operacyjnych, zaś „falszywki" będą wydawać im również samorządy oraz organy państwa. Pracujący pod przykrywką funkcjonariusz będzie przecież musiał legitymować się nie tylko podrobionym dowodem osobistym, ale tez paszportem czy prawem jazdy.

    Wniosek o wydanie lewych dokumentów trzeba będzie uzasadnić: należy w nim zawrzeć „określenie okoliczności, w jakich dokument będzie wykorzystywany".

    Marek Opioła, poseł PiS i szef komisji do służb specjalnych, twierdzi, że działania „pod przykrywką" to najtrudniejsza część pracy specsłużb.

    Suchary
    © Fotolia / Pavel Mastepanov
    Czy na pewno jednak SOP-owcom aż takie uprawnienia są potrzebne? Tutaj wszyscy rozmówcy „Rzepy" mają wątpliwości. Uważają, że umożliwi to przeprowadzanie prowokacji typu Lepper" — tak jak w 2006 roku, kiedy agencji CBA przyszli ubić rzekomy interes z ówczesnym ministrem — zaś celem tego działania było rozbicie koalicji PiS z Samoobroną i LPR-em oraz sprowadzenie partnerów politycznych do roli rzeczywistych „przystawek"…

    Możliwe też, że rozporządzenie przyniesie nam zatrzęsienie kolejnych afer podsłuchowych w kręgach VIP-ów czyli w bliskim otoczeniu najważniejszych polityków. SOP-owcy będą mogli udawać każdego: od kelnera aż po demonstranta, który przyszedł na antyrządową pikietę wyłapywać „wywrotowe" wypowiedzi.

    — Dzięki czynnościom operacyjno-rozpoznawczym minister spraw wewnętrznych będzie też gromadzić wiedzę o VIP-ach. Kolejny rząd będzie chętnie z takiej wiedzy korzystał — stwierdził inny rozmówca „RP", wcześniej związany z ABW.

    Pomysł nie spotkał się z aprobatą. Dominuje obawa, że niebezpieczne narzędzie znajdzie się w rękach ludzi, którzy będą zawiązywać polityczne intrygi i zwalczać przeciwników politycznych rządu za ich pomocą. Do tej pory z takich narzędzi jak działanie pod przykrywką korzystały CBA, CBŚ i ABW. Większość byłych i obecnych pracowników służb specjalnych w rozmowie z mediami przyznaje, że dawnemu BOR-owi takie rozwiązania nie są potrzebne — wystarczy, że zwiększy swoją efektywność po prostu bardziej przykładając się do pracy. Bo na pomysł z „fałszywkami" ministerstwo wpadło, gdy wyszło na jaw, że ochrona kontrwywiadowcza wokół najważniejszych polityków jest iluzoryczna: BOR-owcy sprawdzali uważnie np. wszystkie restauracje, w których mieli biesiadować politycy, tymczasem pluskwę wnosił w wazonie kelner.

    Prezydent USA Donald Trump i prezydent Polski Andrzej Duda
    © AFP 2018 / Nicholas Kamm
    Były koordynator ds. służb specjalnych w rządzie Donalda Tuska, Marek Biernacki, nie kryje zdziwienia: przecież żadna służba na świecie nie ma takich uprawnień!

    — Amerykański Secret Service je ma, ale tylko do ścigania przestępstw finansowych dotyczących wytwarzania i obrotu fałszywymi pieniędzmi i kartami płatniczymi, a nie do ochrony prezydenta — mówi Biernacki.

    A mówili, że polskie służby rozłożył Macierewicz. Tymczasem okazuje się, że nasi mają większe kompetencje niż Mossad, GRU, Secret Service i Kevin Costner razem wzięci.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Piskorski - pierwsza rozprawa na wokandzie (wideo)
    Moda polityczna – sezon jesień/zima 2018: klasyka z nutką orientu
    Upadek polskiej myśli politycznej
    Tagi:
    SOP, Centralne Biuro Śledcze Policji (CBŚP), Donald Tusk, Mariusz Błaszczak, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz