23:50 15 Listopad 2018
Na żywo
    Plac Zamkowy w Warszawie.

    Warszawa: Moje boje z reprywatyzacją. Cz. II

    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Polska
    Krótki link
    Andrzej Dryszel
    1140

    Sześć lat temu zacząłem alarmować, że stołeczna reprywatyzacja przekształca się w wielki, kryminalny przekręt. Oczywiście wtedy był to głos wołającego na puszczy.

    SZYBKA ŚCIEŻKA KARNA

    Warszawa
    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Wspomniane artykuły kodeksu różnią się wysokością sankcji. Za korupcję (art. 228 i 229 k.k.) grozi do 12 lat więzienia. Za samo naruszenie obowiązków (art. 231 k.k.) — tylko do trzech, a jeśli ktoś je przekracza lub ich nie dopełnia w celu osiągnięcia korzyści, to do 10 lat.

    Serce i rozum podpowiadają, że ludzie zamieszani w proceder reprywatyzacyjny powinni siedzieć za korupcję.

    Przecież, jeżeli łamali prawo, zwracając nieruchomości, których zwracać nie należało, to robili to z uzasadnionego powodu — a nie dla pięknych oczu tych, którzy zgłaszali lipne roszczenia.

    Warszawską reprywatyzacją nie zajmowali się jednak idioci — lecz duża grupa kutych na cztery nogi cwaniaków, świetnie znających meandry prawa i sposoby unikania jego karzącej ręki. Wykazanie im korupcji i oszustw może być więc niewykonalne.

    Znacznie prostsze będzie udowodnienie przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków i zamknięcie ich na krócej, ale na pewno (w połączeniu z obowiązkiem zwrotu nienależnie uzyskanych sum). Nie dotyczy to oczywiście nabywców roszczeń — bo oni nie pełnili żadnych funkcji w ratuszu i trudno znaleźć na nich innego haka niż właśnie zarzuty oszustw i korupcji.

    Jeśli jednak chodzi o urzędników zamieszanych w reprywatyzację, to zwykła analiza akt warszawskich spraw reprywatyzacyjnych pozwoliłaby na zauważenie nieprawidłowych działań ludzi z urzędu miasta, którzy wielokrotnie naruszali przepisy — i posadzenie ich za kratki na parę lat.

    Wbrew prawu, nie odliczano więc od wartości zwracanych nieruchomości, nakładów poczynionych na ich remonty i utrzymanie (gdyby próbowano szacować nakłady za wszystkie lata powojenne, okazałoby się, że ludzie zgłaszający roszczenia reprywatyzacyjne powinni jeszcze dopłacać, gdyż państwo zainwestowało wielkie pieniądze, aby doprowadzić oddawane obiekty do obecnego stanu).

    Były premier Polski Leszek Miller. Moskwa, 2017
    © Sputnik . Valeriy Melnikov
    Nie przestrzegano przepisów mówiących, że odszkodowanie za znacjonalizowane mienie ma być wypłacane w miejskich papierach wartościowych (czyli obligacjach komunalnych). Warszawa, jak każde polskie miasto mogła wyemitować takie obligacje i spłacać nimi odszkodowania reprywatyzacyjne. Wypłacała je jednak w gotówce, bo tak było korzystniej dla osób zgłaszających roszczenia.

    Nie sprawdzano obywatelstw osób zgłaszających roszczenia, mimo, że na mocy wspomnianych tu umów odszkodowawczych nielegalne jest wypłacanie jakichkolwiek odszkodowań obywatelom 14 państw oraz ich potomkom, za mienie utracone w Polsce po II wojnie. Polska już dawno wypłaciła tym państwom odszkodowania, więc ich obywatele mogą zgłaszać roszczenia tylko do własnych rządów.

    Władze Warszawy bezprawnie oddawały nieruchomości kuratorom osób nieznanych z miejsca pobytu, ustanawianym przez sądy. Te „osoby nieznane z miejsca pobytu" to dawni właściciele po których ślad zaginął (przeważnie osoby pochodzenia żydowskiego wymordowane przez Niemców). Kuratorzy, działając rzekomo w ich imieniu, przejmowali działki i budynki dla siebie. Żadne przepisy nie upoważniały władz stolicy do zwracania nieruchomości kuratorom. Kurator nie jest właścicielem ani spadkobiercą więc oddawanie mu nieruchomości było bezprawne.

    Należy też wyciągnąć konsekwencje dyscyplinarne wobec sędziów, którzy bez mrugnięcia okiem ustanawiali różnych cwaniaków, kuratorami byłych właścicieli warszawskich nieruchomości. Trudno to określić innym słowem, niż skandal. Tym sędziom nie przeszkadzało to, że właściciele po wojnie już nie dali znaku życia, gdyby żyli mieliby na ogół ponad sto lat, a ci którzy chcieli zostać ich kuratorami nigdy nie mieli z nimi nic wspólnego.

    Sprawdzenie tych przykładów łamania prawa nie wymaga wielkiej filozofii oraz wieloletnich dochodzeń. Może zaś efektywnie doprowadzić do zamknięcia szeregu osób na choćby i trzy lata za naruszenie czy niedopełnienie obowiązków służbowych — oraz do ocalenia wielu milionów publicznych złotych.

    Wydaje się jednak, że komisja weryfikacyjna i prokuratura ostatnio stawiają na wątki korupcji i oszustw, licząc zapewne na efekt propagandowy oraz nagłośnienie afer, które dałoby się politycznie wykorzystać. Nie chcę być złym prorokiem, ale zapewne skończy się na tym, że nie zapadnie żaden wyrok skazujący ani za korupcję, ani za oszustwa. Dobrze byłoby więc, gdyby organy ścigania położyły większy nacisk na, znacznie prostsze do udowodnienia, przypadki naruszania i niedopełniania obowiązków przy zwracaniu stołecznych nieruchomości.

    RADNI BYLI BEZRADNI

    Powtarzam, że nie mam nawet cienia satysfakcji, iż w końcu „wyszło na moje". Bo w stolicy przez te lata zdarzyło się za dużo ludzkich krzywd i dramatów, którym można było zapobiec. Zabrakło jednak do tego i woli, i ochoty.

    Nie żywię oczywiście złudzeń, że to co ja jeden od kilku lat pisałem o warszawskiej reprywatyzacji miało jakikolwiek znaczący zasięg. Jednak po 2015 r, gdy już ruszyła lawina artykułów w innych mediach, wiedza o tym, jak w rzeczywistości wyglądało zwracanie stołecznych gruntów, stała się dosyć powszechna.

    Dlatego więc można się było zdziwić, gdy członkowie komisji weryfikacyjnej czy rady społecznej przy niej działającej, mówili, jak bardzo byli zdziwieni, gdy z przesłuchań prowadzonych przed komisją dowiedzieli się, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz musiała wiedzieć o ewentualnych nieprawidłowościach przy oddawaniu stołecznych nieruchomości.

    Wolne żarty! Oczywiście, że musiała — i to przez cały czas. Przecież dla każdego człowieka umiejącego czytać i myśleć jest jasne i oczywiste, że prezydent Warszawy wiedziała dokładnie o wszystkim, co dotyczyło sprawy tak ważnej, bulwersującej i powszechnie nagłośnionej, jak stołeczna reprywatyzacja. Znała mechanizmy zwracania, podstawy wydawania decyzji, sposoby reagowania na pojawiające się zarzuty. I trudno wyobrazić sobie, by wraz ze swoimi zastępcami i urzędnikami ratusza, mogła uniknąć odpowiedzialności.

    Jeśli wszakże kiedyś nawet stanie się to, do czego nawoływałem od lat — i sądy wymierzą sprawiedliwość uczestnikom procederu reprywatyzacyjnego — to wyrządzone krzywdy nie zostaną w pełni naprawione. Nie ma możliwości, aby doprowadziła do tego komisja weryfikacyjna czy wyroki sądowe.

    Komisja weryfikacyjna może jednak unieważniać decyzje reprywatyzacyjne i odbierać niesłusznie wypłacone odszkodowania — a to niemało. Powinna więc nadal wykorzystywać te możliwości, ale mądrze, tak by jej postanowienia nie były obalane później przez sądy. A bój zapowiada się na całe lata, gdyż osoby, którym komisja odebrała nieruchomości, systematycznie odwołują się do sądu administracyjnego.

    Warszawska afera reprywatyzacyjna boleśnie obnażyła też bezradność oraz bierność stołecznego samorządu. Rada m.st. Warszawy nie umiała, a po części też i nie chciała, zapobiec bezprawnemu oddawaniu miejskich nieruchomości.

    A przecież, kto inny, niż właśnie warszawscy radni, powinien patrzeć na ręce urzędnikom, przy wykorzystaniu wszelkich możliwości, jakie daje praca w samorządzie?

    Niestety, duża większość radnych Warszawy zapomniała, że ich obowiązkiem jest dbanie o dobro mieszkańców.

    Andrzej Dryszel

    Autor jest kandydatem do rady Warszawy z listy nr. 5, SLD Lewica Razem

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji gazety Trybuna. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Trybuna.info.

    Zobacz również:

    Warszawa: Moje boje z reprywatyzacją
    Kandydat na prezydenta Warszawy: Jaki plan ma Jaki? (wideo)
    Po co ten wywiad?
    Agnieszka Wołk-Łaniewska: Symetryzm mać wolności
    Warszawa: Granice godności cudzoziemca
    „Za 10 lat nikt już nie będzie pamiętał, że było coś, za co powinniśmy być wdzięczni"
    Joanna Senyszyn: Polacy nie są głupcami
    Warszawa - Dubaj Północy. By Patryk Jaki
    Tagi:
    korupcja, reprywatyzacja, II wojna światowa, wybory samorządowe, SLD, sąd, Rząd RP, Prawo i Sprawiedliwość, Platforma Obywatelska, Andrzej Dryszel, Bolesław Bierut, Patryk Jaki, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz