04:48 18 Listopad 2018
Na żywo
    Tomasz PotocznyTomasz Potoczny

    Polak potrafi. I za granicą, i w Polsce

    1 / 2
    Polska
    Krótki link
    Agata Maria Bordunova
    6611

    Wielu osobom słowo kariera nie kojarzy się z Polską. A szkoda. Okazuje się, że będąc wytrwałym, solidnym i otwartym na to, co proponuje rynek, można w Polsce nie tylko świetnie zarabiać, ale także dostać samochód od firmy i nieustannie rozwijać się w międzynarodowym środowisku – mieszkając w ojczyźnie.

    Sputnik porozmawiał z Tomaszem Potocznym — absolwentem Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu, który ukończył również studia podyplomowe na Uniwersytecie SWPS — Psychosomatyka i somatopsychologia, coachem, dyrektorem okręgowym Souvre Internationale.

    Tomasz porównał jakość życia w Wielkiej Brytanii z życiem w Polsce i opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z zatrudnieniem za granicą, zarobkami i wyjaśnił, dlaczego wrócił do Polski i tego nie żałuje. 

    — Co skłoniło Cię do wyjazdu za granicę?

    — Wyjechałem za granicę dlatego, że chciałem studiować, a studia, które wybrałem, były prywatne i moich rodziców nie było na nie stać. Więc chciałem sam sobie na nie zarobić. Chciałem również usamodzielnić się i zacząć żyć bez rodziców.

    — Czym zajmowałeś się w Anglii i ile czasu spędziłeś za granicą?

    — W Angli byłem około trzech lat i zajmowałem się różnymi rzeczami. Na początku pracowałem jako magazynier. Wyrzucili mnie z tej pracy, dlatego że zbuntowałem się i zrobiłem strajk. Nie podobało mi się, że Polaków traktowano gorzej — w takim sensie, że pracodawca chciał, aby Polacy pracowali dłużej i za niższą stawkę. Z powodu tego buntu sam straciłem pracę, ale dzięki niemu wywalczyłem trochę lepsze warunki pracy dla innych Polaków.

    Później pracowałem w firmach, które produkują meble, kuchenki gazowe, a potem zostałem operatorem lasera CNT — na tym stanowisku pracowałem 2 lata. Pracowałem 3 dni w tygodniu, a zarabiałem jakbym pracował 5. I to właśnie ta praca pozwalała mi na połączenie pracy ze studiami. Niestety po roku zmienili mi grafik pracy na 5 dni w tygodniu i uniemożliwiło mi to kontynuowanie studiów. To był właśnie ten moment, kiedy postanowiłem wrócić do Polski.

    — Wiemy, że w mieście, w którym mieszkałeś, była większa grupa Polaków, z którymi się przyjaźniłeś — na jakich stanowiskach pracowali? Czy to były prace — jak powszechnie uważają obcokrajowcy — „niższego sortu", jak np. „na zmywaku", sprzątaczki czy budowlańcy?

    — Nigdy nie znałem nikogo, kto by pracował na zmywaku — to taki mit o Polakach wyjeżdżających do pracy za granicę. Raczej to były prace fizyczne, dlatego że ludzie przyjeżdżali z małą znajomością języka angielskiego. Najczęściej pracowali w firmach produkujących różne rzeczy, jako kierowcy.

    Ale znam również wiele osób, które pracowały dłuższy czas, zostawały często menagerami i awansowały — dlatego, że to byli ludzie bardzo inteligentni, ambitni i dążyli do tego, aby zdobywać wyższe stanowiska.

    — Czy polscy pracownicy na danym stanowisku zarabiają tyle samo co Brytyjczycy?

    — Ja zarabiałem tyle samo co Brytyjczycy, a nawet i więcej. Zawsze umiałem wynegocjować sobie stawkę, którą chciałem dostawać. Poza tym odwiedzałem często agencje pracy, pytałem, co słychać na rynku, co proponują, jakie mają oferty, stawki. Będąc rozeznanym na rynku, często mówiłem swojemu obecnemu szefowi, że w innym miejscu za tą samą pracę proponują mi więcej i co on na to. W ten sposób wynegocjowałem z 6 funtów na godzinę — 9. To były dobre pieniądze na ten okres. Uważam, że trzeba mieć dobre relacje z ludźmi, kombinować, szukać rozwiązań i orientować się na rynku.

    — Co oprócz dóbr finansowych pobyt za granicą wniósł w Twoje życie?

    — Na pewno dużą samodzielność, taką życiową i finansową. Dzięki temu wyjazdowi mogłem również rozwinąć swoją pasję do muzyki i zostałem DJ-em. Kupiłem sobie sprzęt muzyczny, który do dzisiaj mi służy.

    — Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Polski i jak możesz porównać życie w Wielkiej Brytanii z życiem w Polsce?

    — Nie chciałem być magazynierem czy operatorem lasera. Miałem większe ambicje. Chciałem się rozwijać, a miałem 2 pasje: muzykę i gotowanie. Kiedy muzycznie mi nie wychodziło, wróciłem do Polski i poszedłem na studia — na które dostałem się i skończyłem.

    W Polsce bardziej mi się podoba, dlatego, że jestem u siebie. Mówimy w ojczystym języku, mamy swoją kuturę, obyczaje, jedzenie. Nie wyobrażam sobie mieszkać na stałe za granicą. I ważnym powodem powrotu była też pogoda — bo kiedy pada przez 3 miesiące dzień w dzień, ciężko jest wytrzymać i do tego nie można przywyknąć. Ale w Anglii jest łatwiej żyć. Życie jest bardziej zbalansowane. Idziesz do pracy, pracujesz 40 godzin w tygodniu i masz na wszystko: na mieszkanie, samochód, wakacje, bank ci da kredyt na dom, system jest o wiele prostszy — wystarczy chodzić do pracy i masz na wszystko pieniądze. A w Polsce, mimo tego że zarobki z Zachodem powoli się wyrównują, jest nadal gorzej, jeśli chodzi o system mieszkaniowy.

    — Polacy często narzekają, że nie mogą znaleźć pracy, i są niezadowoleni ze swoich zarobków — czy to oznacza, że w Polsce nie da się godziwie zarabiać?

    — Na pewno trzeba być nastawionym na rozwój. Ludzie są leniwi. Chcieliby nic nie robić, a jak najwięcej posiadać. Jeśli się idzie do pracy na najniższe stanowisko, nie można oczekiwać wysokich zarobków. Trzeba mieć umiejętności, a aby mieć umiejętności, trzeba chcieć się rozwijać, szkolić, szukać rozwiązań, iść do przodu.

    Dlaczego ludzi sukcesu, którzy zarabiają duże pieniądze, jest tylko kilka procent na świecie? Dlatego, że mają inny sposób myślenia i robią inne rzeczy. A możliwości mamy takie same. Sukcesu nie odnoszą ci, którzy idą po najmniejszej linii oporu. Idą na 8 godzin do pracy i nie myślą potem już o niczym innym. Człowiek sukcesu, kiedy wraca do domu, nadal czymś się zajmuje, kształci się. Kiedy wnosi się coś dodatkowego do życia, to potem się coś z niego wyciąga. A jak się wnosi tylko przeciętność, to się dostaje przeciętność.

    Donald Tusk i Jarosław Kaczyński
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    — Czym się obecnie zajmujesz?

    — Jestem dyrektorem okręgowym firmy Souvre Internationale, która oferuje nowy wymiar marketingu społecznościowego w Europie. Zajmuję się MLM, który polega na budowaniu struktur sprzedażowych. Posiadam dużą strukturę liczącą ponad 1900 osób. Uczę innych, jak zarabiać, i dzięki temu, że ich szkolę i poświęcam im czas, czerpię od nich pewniem procent od ich sprzedaży. 

    — Jak myślisz, czy Brexit ostudzi zapały Polaków do emigracji? Czy będą szukać może innego kierunku na wyjazd do pracy za granicę?

    Panorama miasta Baku i Zatoki Bakijskiej na Morzu Kaspijskim
    © Sputnik . Murad Orujov
    — Myślę, że kiedy będzie ograniczona wjeżdżalność do Anglii — to może być dość duży szok dla Anglików, dlatego że potrzebują sporo rąk do pracy, i w momencie, kiedy nie będzie emigrantów, może pojawić się problem.

    Zapały Polaków z pewnością mogą się osłabić. Ja sam drugi raz bym do Anglii nie wyjechał. Teraz są nieograniczone możliwości, aby wyjechać do różnych państw: do Norwegii, Niemiec — tam również można bardzo dobrze zarobić. 

    Zobacz również:

    Kontrabanda z Polski sposobem na biznes na Białorusi
    „Tryb Ukraina": ciemne strony czeskiego biznesu (wywiad na wyłączność)
    Praca na niemieckim odcinku Nord Stream 2 wre
    Tagi:
    kariera, zarobki, biznes, pieniądze, emigracja, praca, Wielka Brytania, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz