22:48 16 Grudzień 2018
Na żywo
    Donald Tusk

    Tusku, Polskę zbaw

    © AFP 2018 / Andreas SOLARO
    Polska
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    13226

    Najnowszy sondaż IBRiS ujawnił wielkie szanse Donalda Tuska w wyścigu o fotel prezydenta w 2020 roku. To interesujący wynik dlatego, że zwykle ta sondażownia jest bardziej łaskawa dla polityków od Kaczyńskiego. Ale to również wiele mówi o polskich tęsknotach za silnym liderem.

    Polskie „marzenia o Tusku" nie są zjawiskiem nowym. O tym, że były premier przyjedzie na białym koniu żeby nas zbawić, słyszeliśmy już wtedy, kiedy na dobre nie zdążył wypakować swoich walizek w Brukseli. Teraz jednak marzenia rozgorzały na nowo po tym, jak szef Rady Europejskiej wpadł na chwilę do Polski, by „znokautować" Małgorzatę Wasserman podczas przesłuchania komisji ds. Amber Gold.

    Najnowszy sondaż IBRiS przeprowadzono na zlecenie „Rzeczpospolitej". Pierwsze miejsce zajął Andrzej Duda z 37 procentami poparcia, ale Donald Tusk depcze mu po piętach — okazało się, że dostał zaledwie 1 procent mniej. Trzecie miejsce należy do Roberta Biedronia, na którego zagłosowałoby w najbliższych wyborach prezydenckich 10 procent ankietowanych. Pytanie dotyczyło pierwszej tury. Jeśli chodzi o drugą, różnice także są praktycznie niezauważalne: wygrywa Duda z 46 proc., Tusk zdobywa 44.

    Czy powrót Tuska do kraju jest realny, czy to tylko nasze fantazje? PiS jak na razie udaje, że problem nie istnieje: — Nad powrotem Tuska niech się zastanawia totalna opozycja. Nie boimy się jego powrotu, bo nie boimy się demokracji. Na szczęście to obywatele będą wybierali, a nie dziennikarze i politycy — stwierdził butnie prezydencki minister Andrzej Dera. Ale to nie totalnej opozycji powrót Tuska zrobi polityczną konkurencję, tylko Andrzejowi „Długopisowi" Dudzie. Ba, spokojnie spać może nawet Grzegorz Schetyna, który najprawdopodobniej zachowa przywództwo w partii. Być może nawet ma szansę zostać przez dawnego szefa namaszczony. Bo trzeba mu przyznać, że spełnił swoje zadanie bycia liderem dla Platformy na ciężkie czasy: z sukcesem wchłonął Nowoczesną i osiągnął dobry wynik w wyborach samorządowych, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich.

    Jarosław Kaczyński
    © REUTERS / Pawel Kopczynski
    Ewa Kopacz potwierdziła w ostatnich dniach powrót byłego szefa rządu do polityki krajowej: — Tusk wróci po zakończeniu kadencji w Parlamencie Europejskim do Polski i powalczy o najwyższe stanowiska (w domyśle: o Pałac Prezydencki).

    Inną wizję ma tajny informator „Wprostu": według niego „Tusk uznał, że jeśli w Polsce będzie bardzo źle, opozycja się nie zjednoczy, będzie musiał wkroczyć". Jednak nie jako prezydent, a przewodniczący PO, co będzie oznaczało, że „nie będzie już Schetyny".

    Sam zainteresowany kilka miesięcy temu powiedział, że owszem, jest gotów wystartować w wyborach 2020 roku, o ile jego rywalem będzie Jarosław Kaczyński. Interpretacje tej wypowiedzi były w mediach różne: część dziennikarzy wzięła słowa Tuska za dobrą monetę, inni stwierdzili, że zostało to powiedziane półżartem.

    Co może jednak wskazywać na to, że tym razem mówimy o realnych planach? Wskazówką może być przemówienie, które Donald Tusk wygłosił w Łodzi w przeddzień Święta Niepodległości. Można uznać je za wstępny zarys jego planu na kraj nad Wisłą: to „Silna Polska w zjednoczonej Europie, ład konstytucyjny, rządy prawa, wolności obywatelskie, wolne i niezwisłe sądy i media. Warto też pamiętać o szczepieniu dzieci". W tym samym przemówieniu Tusk odniósł się również do sytuacji międzynarodowej: przestrzegał przed brytyjskim scenariuszem wyjścia z Unii oraz zaognianiem europejskich nacjonalizmów, pokazywał zagrożenia płynące z zaostrzania się rywalizacji gospodarczej USA z Chinami. To nie było przemówienie emigranta, którego krajowa polityka już nie obchodzi. To było przemówienie męża stanu, który szykuje sobie grunt na wielki come back. Zwłaszcza, że w przemowie tej dało się również dostrzec dyskretne buntowanie przeciwko obecnej władzy: „Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a de facto bronił wspólnoty Zachodu przed polityczną barbarią, miał trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w jakimś symbolicznym sensie, kiedy wydobył z nas to, co europejskie, wolnościowe, to miał trudniejszą sytuację. Ale dał radę. Dlaczego wy nie mielibyście pokonać współczesnych bolszewików?"

    Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda na Defiladzie Niepodległości 2018 w Warszawie
    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    Z ostatnią, zwiększoną aktywnością Tuska w Brukseli kojarzy się również nagły odwrót PiS w sprawie Sądu Najwyższego. Jest to prawda, lecz nie całkowita: na Nowogrodzkiej przekalkulowano, że wycofanie się ze szkodliwej ustawy, a tym samym z wojny z TSUE, zwiększy szanse PiS na lepszy wynik w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Oddanie SN jest ni mniej ni więcej jak grą na osłabienie „grawitacji wokół KO i Tuska". Jego partia stała się bowiem w oczach unijnych dyplomatów synonimem proeuropejskiego i prointegracyjnego centrum politycznego, do którego ciągną na listy zarówno politycy PSL, jak i ugrupowań lewicowych. A pamiętać należy, że wybory do PE stanowią ważną przygrywkę do wyborów parlamentarnych.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.    

    Zobacz również:

    Tusk skrytykował polityków, którzy „flirtują” z Rosją
    Polexit: Tusk straszy, Kaczyński uspokaja
    Tusk: Polska jest bliska wyjścia z UE
    Tagi:
    Grzegorz Schetyna, Andrzej Duda, Donald Tusk, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz