23:52 16 Grudzień 2018
Na żywo
    Sejm Rzeczypospolitej Polskiej

    Voyage, voyage – ile kosztują nas poselskie podróże

    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Polska
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    3320

    Podobno podróże kształcą. Niestety również kosztują krocie. Szkoda, że głównie nas, podatników. Tegoroczny rekordzista wydał na egzotyczne delegacje aż 80 tysięcy złotych. Dobrze zgadliście, to polityk PiS!

    Donald Tusk
    © AFP 2018 / Andreas SOLARO
    To Jan Dziedziczak, który lubo sobie poświętować za publiczne fundusze: w Brazylii uczestniczył w obchodach 60-lecia Towarzystwa Chrystusowego, a w RPA świętował 70-lecie Zjednoczenia Polskiego. Pytany przez wścibskich dziennikarzy „Superexpressu" o swoje wojaże, odpowiedział, że nie czuje wyrzutów sumienia z tego powodu:

    — Polska wydaje ponad 100 mln rocznie na organizacje polonijne, w związku z tym konieczna jest kontrola tej polityki. Jednym z elementów jest zapoznanie się z sytuacją na miejscu — wytłumaczył. Najwyraźniej katolicka impreza w Brazylii nie obyłaby się bez jego udziału, a krnąbrna polonia z Ameryki Południowej musi cały czas czuć na sobie oddech polskich dyplomatów, nieważne jak wysokie nie byłyby koszty tej ministerialnej „kontroli"!

    14 tysięcy złotych zapłaciliśmy za pobyt posła Liroya w Kanadzie. Piotr Marzec udał się tam na tydzień muzyki — wszak sam jest artystą. Pytanie, dlaczego za ów wyjazd zapłacił z publicznych pieniędzy? Bo może! Tylko czekać, aż poprosi o dofinansowanie z budżetu swojej nowej płyty.

    27 tysięcy pochłonęła podróż Wojciecha Ziemniaka z PO, który zdecydował się świętować 100-lecie odzyskanie niepodległości przez Polskę… w Australii! 5 dni na drugiej półkuli robi wrażenie, dlatego przy tym malutką sumką wydaje się 5 tysięcy złotych, które Dorota Arciszewska-Mielewczyk wydała na brukselskie targi owoców morza. Prawdziwa pani smakosz!

    Ale już w połowie roku media alarmowały, że za poselskie podróże podatnicy wyciągnęli ze swpich kieszeni już ponad 4 miliony złotych.

    Nasi parlamentarzyści zawsze mieli niezwykle oryginalne pomysły na cel podróży. Tysiąc złotych z hakiem to wprawdzie niedużo, ale podróż posła PiS Marcina Porzucka rozbroiła redaktorów Wirtualnej Polski. Poseł poleciał bowiem na mszę Matki Bożej Szkaplerznej do ukraińskiego… Berdyczowa!

    Anna Paluch — również z partii rządzącej, podziałała z większym rozmachem — zafundowała sobie 9 dni w stolicy amerykańskiej polonii, Chicago, za 18 tysięcy złotych. To wszystko w ramach otwierania ulicy Jadwigi Kaczyńskiej. A cóż powiedzieć o pośle Suskim, który dwa razy odwiedzał Chiny, aby wziąć udział w „wydarzeniach towarzyszących ogłoszeniu międzynarodowego Turnieju Pianistycznego" za 33 tys. zł?

    To jednak nie jedyny problem — pieniądze na podróże parlametarzystów wyciekają z budżetu także w postaci przywilejów biletowych. Jak donosi „Fakt", hojnie obdarowujemy posłów i senatorów biletami na środki komunikacji, które do najtańszych nie należą. Zawsze czekają na nich miejsca w samolotach, czy w pendolino… Na posłów czekają bowiem zarezerwowane miejsca w samolotach LOT-u, a także darmowe bilety PKP w pierwszej klasie. Oprócz biletów lotniczych fundujemy posłom także darmowe przejazdy PKP w I klasie oraz limuzyny. No i oczywiście osławione kilometrówki.

    Żeby jeszcze nasi wybrańcy narodu chcieli brać przykład z papieża Franciszka podróżującego tramwajem… skąd. Zwłaszcza przedstawiciwlom rządu ostatnio za wzór służy raczej król polskich szos, Robert Kubica…      

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.     

    Zobacz również:

    Zagraniczne media z trwogą patrzą na Polskę
    Uwaga, strefa PiS: nieupoważnionym wstęp wzbroniony
    Unia obroniła Sąd Najwyższy. Na Nowogrodzkiej mają o czym myśleć
    Tagi:
    podróż, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz