10:17 24 Kwiecień 2019
Noworoczny stół

Karp a sprawa Polska (wideo)

© Fotolia / Ksenona
Polska
Krótki link
Jarosław Augustyniak
3232

Całkiem nie dawno, za sprawą mediów, które wstały z kolan, dowiedzieliśmy się nowych rzeczy o naszych świątecznych tradycjach. Jedną z nich jest nasz polski karp jako obowiązkowe danie na polskim stole. Większości nam się zdawało się, że to nasza stara polska tradycja. Nic bardziej błędnego.

Tradycja po pierwsze nie jest nasza, ale żydowska. I z tego też powodu na wigilijnym polskim stole, króluje niepodzielnie karp… po Żydowsku. Karp przez wieki był tak popularny w koszernym menu, że dla Żydów stanowił synonim ryby. Jeśli Żyd mówił, że będzie dziś jadł rybę, znaczyło to tyle, że będzie jadł karpia.

Wielka kariera karpia na naszym świątecznym stole zaczęła się późno, bo dopiero w 1947 roku. Flota rybacka odbudowywała się ze zniszczeń wojennych. Na rynku brakowało ryb. Wtedy ówczesny minister przemysłu, Hilary Minc, zadecydował, że karpie zastąpią ryby morskie. Wymyślono nawet hasło — „Karp na każdym wigilijnym stole". Przez lata karp był jedyną rybą dostępną przed świętami i niedostępną poza tym okresem. Karpia popularyzował i Bolesław Bierut i Władysław Gomułka. Ten ostatni zalecał spożywać go z cebulą, która w tym czasie z powodzeniem zastępowała w naszej kuchni cytrynę. Karp osiągnął więc powodzenie, dzięki planowej gospodarce socjalistycznej.

Nie wszyscy jednak lubią karpia. Bo jest ościsty, bo tłusty, bo niektórym śmierdzi mułem. Ale jak to mówią: „Lepszy karp w garści, niż sandacz na dachu". Nie wiem tylko jak karp przejdzie przez gardło w nadchodzące święta naszym polskim „patriotom", gdy już teraz wiedzą, że tradycja jego jedzenia pochodzi od Żydów, a spopularyzowali ją komuniści?

Święta to też czas, gdy wszędzie pojawiają się coraz bardziej agresywni obrońcy praw karpia. Internet pełen jest zdjęć celebrytów, którzy fotografują się z kartkami na których widnieją pretensjonalne napisy typu: „#Tesco, wycofaj ze sprzedaży karpia!". Tymi kartkami chcą nam przypomnieć, że karp to też człowiek. Poza tym taka już u nas moda na różne dziwactwa, bo łatwiej bronić karpia, niż bronić ludzi, którym dzieje się krzywda. Łatwiej też bronić zygotę niż nakarmić dzieci, choćby i karpiem.

Sprawa stałą się bardzo poważna. Oto kilka dni temu sprzedawca karpi oferujący ryby na targowisku w Krotoszynie usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna obcinał karpiom głowy za pomocą gilotyny. Taki był z niego miejscowy Robespierre.

Donos do prokuratury złożyła jakaś organizacja broniąca praw zwierząt. Na filmie, który nakręcili, widać jak mężczyzna sprzedający karpie odcina im głowy gilotyną. Ryby przed odcięciem głowy nie były ogłuszane. Po dwóch dniach 59-latek usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Każdy z nas w Polsce ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa związane z karpiem. Ja przypominam sobie, gdy po kilku dniach pływania karpia w naszej wannie, gdy już zdążyliśmy się z nim razem z bratem zaprzyjaźnić; w wigilię, ojciec wracał z pracy i zamykał się z nim w łazience. Nam kazał wyjść za drzwi. Zawsze z przerażeniem patrzyliśmy na drzwi tej łazienki, za którymi działy się dantejskie sceny. Po chwili, po głuchym, tępym odgłosie uderzenia z niepokojem czekaliśmy kto wyjdzie z łazienki pierwszy. Zazwyczaj był to ojciec.

Jak więc bezpiecznie pozbawić karpia życia, by zjeść go ze spokojem przy wigilijnym stole i nie narazić się na odpowiedzialność karną? O tym między innymi jest też ten filmowy reportaż.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Karp - polska tradycja wigilijna. Smacznie ale krwawo
Czy karp zniknie z wigilijnych stołów Polaków?
Zarzut znęcania się nad zwierzętami za gilotynowanie żywych karpi
Tagi:
karp, Boże Narodzenie, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz