Widgets Magazine
01:07 18 Lipiec 2019
Krowy na pastwisku

Czyż nie dobija się krowy? Chore mięso w polskich rzeźniach

CC0 / Pixabay
Polska
Krótki link
Wiktor Bezeka
8817

Przestępczym procederem w ubojni w Kalinowie k. Ostrowi Mazowieckiej, ok. 50 kilometrów od Ostrołęki zajmują się prokuratura, policja i Mazowiecki Wojewódzki Lekarz Weterynarii. Przerabiali na mięso chore i padłe krowy - tzw. „leżaki". Szokujący materiał ujawnili reporterzy „Superwizjera" TVN. Ubojnia została zamknięta.

W materiale ukazane były sceny, w których pieczątki świadczące o przydatności mięsa do spożycia, przystawiali sami pracownicy firmy. O zamknięciu zakładu zdecydował powiatowy lekarz weterynarii.

Spożywanie mięsa zatrutych krów może grozić zatruciem pokarmowym, zapaleniem opon mózgowych, stawów, szpiku, a także sepsą. Skandal zbulwersował całe społeczeństwo, chociaż fakt, że nadzór nad ubojem gospodarczym zwierząt i handlem produktami pochodzącymi z tego uboju na rynku krajowym był niedostateczny, Najwyższa Izba Kontroli stwierdzała w swoim raporcie już w 2016 roku.

Prof. dr hab. Roman Kołacz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu w wywiadzie dla Sputnika skomentował sensacyjne doniesienia dziennikarzy.

„Jestem wstrząśnięty. Nie chce mi się wierzyć by, mogły to być zwierzęta martwe przetwarzane na żywność. Jestem zszokowany tym, co zobaczyłem. Nie mogę określić, jaka jest skala tego zjawiska. Wydaje mi się, że jest to problem nawet większy niż to, co jest udokumentowane. Skoro jednak coś takiego się zdarza, to świadczy o tym, że system nie jest szczelny. Danych szczegółowych nie mam. Wiem natomiast, że organy kontrolne wykrywają przypadki naruszenia przepisów weterynaryjnych i są procesy sądowe. Trudno też sprawdzić każdy transport, nie ma tylu ludzi do sprawdzenia. Robi się to wyrywkowo. Jeżeli krowa pada, to powinna być utylizowana. Lekarz-weterynarz bada zwierzę i ma obowiązek zgłosić wyniki badań do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. I mięso, jeśli nie odpowiada obowiązującym parametrom, musi być wycofane z obrotu" — twierdzi prof. Kołacz.

Ekspert uważa, że za naruszenie przepisów weterynaryjnych odpowiedzialność ponosi wiele "ogniw". Przede wszystkim właściciel ubojni, który świadomie wiedział i kupował chore zwierzęta, a także przewoźnicy.

„Nie wierzę, że te zwierzęta były załadowane w sposób prawidłowy, że one mogły same wejść na pokład. Ja nie mogę nikogo oskarżać. Mogę jedynie przypuszczać, że one leżały już u gospodarza i nie były zdolne do transportu. Jeżeli przewoźnik przewoził zwierzęta niezgodnie z prawem, to jest kolejną osobą, która jest odpowiedzialna za to. W efekcie końcowym po części jest odpowiedzialna inspekcja weterynaryjna" — powiedział prof. Kołacz.

Inny rozmówca Sputnika, dyrektor do spraw jakości Zakładów Mięsnych „Leśniak" w Nowym Sączu Tadeusz Leśniak nie wyklucza, że zdarza się, że są takie zakłady, jak to było pokazane w filmie.

„Ale jeśli chodzi o nasz zakład i inne, które znam, na okrągło mamy inspekcje weterynaryjne, tzw. „krzyżowe" inspekcje. Mamy fachowców. Nie byłoby szans, żeby coś takiego u nas przeszło. Więc nie ma możliwości robienia jakichś myków. Nie wyobrażam sobie wprowadzania takiego mięsa do handlu, do dystrybucji. Tego się nie da ukryć. Dostarczamy nasze produkty na eksport. Mamy podwójną kontrolę — w zakładzie i u odbiorcy"- zapewnia Tadeusz Leśniak i przypuszcza, że w Kalinowie mogła być zmowa sprzedających i kupujących.

Telewizja przecież wszystkiego nie pokaże dokładnie. Dyrektor nie chce wyrokować, czy jest to przypadek jednostkowy, czy zjawisko na większa skalę. Uważa, że jeżeli dla ludzi związanych z tą sprawą był sposób na zarobienie pieniędzy, na pewno jest to karygodne.

Według dyrektora Leśniaka coś podobnego ma miejsce również w innych krajach, na przykład ze świniami w belgijskiej ubojni. Potwierdza to film dokumentalny, przedstawiający rzeź świń w ubojni Export w Tielt, który doprowadził do wycofania licencji na produkcję mięsa.

Poproszony o komentarz dyrektor handlowy Zakładów Mięsnych ŁUKÓW S.A. Damian Wrona nie zechciał rozmawiać ze Sputnikiem o materiale dziennikarzy z rzeźni w Kalinowie. Stwierdził tylko, że po wywołanym skandalu jego zakłady skierowały odpowiednie oświadczenie do swoich klientów, w którym zapewniono o tym, że zakład spełnia wszystkie warunki weterynaryjne i sanitarne obowiązujące w kraju, a produkcja zakładu odpowiada wymogom bezpieczeństwa żywnościowego.

Zobacz również:

Polityczny zatarg z Iranem. Skutek - straty dla polskich biznesmenów
Wzrost handlu z Rosją: Polska liderem
Baltic Pipe: Warszawa będzie musiała „dogadywać się" z Gazpromem
Tagi:
hodowla, rolnictwo, mięso, NIK, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz