Wrak Tu-154 w Smoleńsku

Ile kosztuje praca podkomisji smoleńskiej?

© Sputnik . Oleg Miniejew
Polska
Krótki link
12373

Podkomisja smoleńska, która powstała dokładnie 3 lata temu, 4 II 2016 r. z inicjatywy ówczesnego ministra obrony Antoniego Macierewicza, po opublikowaniu raportu „technicznego” i przeprowadzce w sierpniu 2018 r. z siedziby MO do filii Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych przy Klonowej „usunęła się w cień” – pisze tygodnik „Polityka”.

Nikt nie odpowiada na telefony, a sekretariat podkomisji znajduje się pod adresem Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych przy Ministerstwie Obrony (Al. Niepodległości 218).

Podkomisję smoleńską otacza aura tajemniczości: niemożliwe jest ustalenie, gdzie właściwie się znajduje. Dostęp do budynku instytutu – według dziennikarzy „Polityki” – jest ograniczony, nie widać oznak aktywności, a Marta Palonek, która uważa się za sekretarza podkomisji, odmawia podania nazwisk członków „zespołu Macierewicza”, powołując się na organ wyższej instancji, czyli Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL).

Tygodnik podkreśla, że według regulaminu PKBWL mogą w niej działać jedynie specjaliści z co najmniej pięcioletnim stażem pracy w lotnictwie, sferze technicznej, nawigacji, ruchu powietrznego, meteorologii, łączności”, prawa lotniczego i medycyny. Według „Polityki” Macierewicz, chcąc przemycić członków „smoleńskiej” grupy parlamentarnej do polskiego resortu obrony i dać im dostęp do budżetu państwowego, „zrujnował” ten system. Po tym, jak został ministrem, podpiął podkomisję smoleńską do PKBWL, rozszerzając zespół do 60 osób i pozostawiając sobie prawo angażowania nowych ludzi „w razie potrzeby”. Były minister obrony Tomasz Siemoniak twierdzi, że decyzja Macierewicza naruszała polskie prawo, bo podkomisja smoleńska stała się ważniejsza od PKBWL, a w systemie badania wypadków lotniczych w lotnictwie państwowym doszło do nienaturalnych zmian.

Minister obrony Poslki Antoni Macierewicz
© AP Photo / Markus Schreiber
Tygodnik, powołując się na wypowiedź lidera Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego z kwietnia 2018 roku, pisze, że polskie władze oczekują rezultatów śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej już nie od podkomisji, a od amerykańskich naukowców, którzy zajmują się modelowaniem makiety Tu-154M. „Polityka” pisze, że Marta Palonek, ponownie powołując się na poufność dochodzenia, odmówiła komentowania tego, jak postępują prace Amerykanów i kiedy dobiegną końca. „Polityka” przypomina o jeszcze jednym kontrakcie, który wyciszono, a mianowicie z byłym prokuratorem Międzynarodowego Trybunału Karnego Luisem Moreno-Ocampo odnośnie jego pomocy w zwrocie wraku prezydenckiego Tu-154M do Polski. Tygodnik informuje, że nie ma danych ani o kwocie zapisanej w umowie, ani o sposobie wywiązania się z niej.

„Polityka” cytuje też wypowiedź jednego z zagranicznych ekspertów podkomisji Franka Taylora, który powiedział, że podkomisja, angażując w śledztwo tego czy innego eksperta, zwykle „negocjuje z nim umowę”. Zdaniem Macieja Laska, który w wywiadzie dla „Polityki” skomentował wypowiedź Brytyjczyka, istnieje rynek takich usług, a jeśli ktoś jest gotowy zapłacić, to chętni do przeprowadzenia dochodzenia zawsze się znajdą. Jak dodał, za takie marnotrawienie środków z budżetu należałoby odpowiedzieć przed sądem, a każdy taki kontrakt powinien zostać dokładnie przeanalizowany.

Jak pisze „Polityka”, nie wiadomo, ile umów z „ekspertami” podpisała podkomisja smoleńska. Z informacji zdobytych przez tygodnik wynika, że proces w wojewódzkim, a następnie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym dotyczący bezczynności podkomisji i niedostarczenia przez nią dokumentów w sprawie zawartych umów trwa już ponad dwa lata. „Zespół Macierewicza” odmawia przekazania materiałów, chowając się za krajowym prawem lotniczym, z którego wynika, że jej działalność rzekomo ma stempel tajności. Naczelny Sąd Administracyjny twierdzi, że nie chodzi o ujawnienie tajemnicy śledztwa, a jedynie o dostęp do wydatków z budżetu państwa, a to informacja jawna. Decyzja sądu o udostępnieniu tych danych zapadła w lipcu 2018 roku, ale – jak podkreśla tygodnik – podkomisja nadal milczy i nie wiadomo, kiedy udzieli odpowiedzi. Taka sytuacja – według „Polityki” – znowu zakończy się długotrwałym procesem sądowym.

Warszawa Śródmieście. Warszawa.
© Sputnik . Krzysztof Żurek
Według „Polityki” Macierewicz, podsumowując pracę podkomisji smoleńskiej w latach 2016-2017, powiedział, że kosztowała ona podatników 2,9 mln złotych. Tygodnik twierdzi, że w rzeczywistości „zespołowi Macierewicza” najpierw wydzielono 3,5 mln złotych, a później jeszcze 500 tys. W budżecie Ministerstwa Obrony na ten cel zarezerwowano kolejne 2 mln złotych, czyli w sumie 6 mln. Powołując się na portal defence24.pl, „Polityka” pisze, że podkomisja wydała w tym okresie w sumie 12 mln złotych.

Jak podkreśla tygodnik, polski resort obrony, aby uniknąć spekulacji na ten temat, w ogóle nie założył takiego punktu w budżecie wojskowym na rok 2019. To – według tygodnika – oznacza, że podkomisja aktualnie w zasadzie ma otwarty dostęp do całego budżetu resortu, a informacji o jej wydatkach nie będzie można odnaleźć. Jak powiedziała „Polityce” Marta Palonek, dane na temat finansowania kolejnego śledztwa zostaną ujawnione „dopiero po zakończeniu pracy podkomisji”.

Zobacz również:

Trump użyje wojsk w Wenezueli?
Astrofizyk z NASA: Życie pozaziemskie istnieje
Unia Europejska i Urugwaj wspólnie omówią sytuację w Wenezueli
Tagi:
katastrofa Tu-154, podkomisja Macierewicza, Antoni Macierewicz, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz