Widgets Magazine
06:20 24 Sierpień 2019
Cyberbezpieczeństwo

„Rok 2020. Cyberwojna z Rosją”

© Sputnik . Natalia Seliwiorstowa
Polska
Krótki link
Anna Sanina
102011

Do 2020 roku w Polsce mają się pojawić wojska wyspecjalizowane w walce z zagrożeniami dla cyberbezpieczeństwa. Jak oświadczył minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, przed formującymi się wojskami postawiono już konkretne cele.

Cyberprzestrzeń
© AP Photo / Michel Spingler
Choć szczegóły nie zostały jak dotąd ujawnione, niewykluczone, że Polska pójdzie śladem swojego głównego sojusznika wojskowo-politycznego — Stanów Zjednoczonych — i uzna Rosję za główne zagrożenie dla swojej cyberprzestrzeni. Zdaniem doktora nauk geograficznych, docenta, kierownika katedry geografii, eksploatacji przyrody i rozwoju przestrzeni Bałtyckiego Uniwersytetu Federalnego im. Immanuela Kanta Jurija Zwieriewa istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że po powołaniu do życia cyberwojsk wzrośnie ilość oskarżeń o ingerencję „rosyjskich rządowych hakerów i trolli" w procesy polityczne wewnątrz Polski. W wywiadzie dla Sputnik Polska rosyjski ekspert podzielił się swoim punktem widzenia. 

 — Wojska cybernetyczne pojawiają się w coraz to nowych krajach. Polska również ogłosiła powstanie tego typu pododdziału. Dlaczego zdecydowała się na taki krok?

 — W pierwszej kolejności ma to związek z tym, że Polska jest członkiem NATO i UE. Na ubiegłorocznym, lipcowym szczycie w Brukseli NATO zatwierdziło utworzenie w strukturze Sojuszu Ośrodka Operacji Cybernetycznych. Mając na uwadze to, że przez cały cały czas trwania szczytu rozmowy toczyły się pod akompaniament oklepanych już haseł o „agresywnej Rosji", nie trudno domyśleć się, przeciwko komu w pierwszej kolejność ten ośrodek powstał. Przy czym chodzi nie tylko i nie tyle o cyberobronę, co o ofensywę. Na początku października sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg oświadczył, że Sojusz Północnoatlantycki powoła do życia specjalne struktury dedykowane dla ofensywnych cybersił, które obejmą też elementy narodowe. Ponadto w listopadzie ubiegłego roku Polska dołączyła do projektu utworzenia sił szybkiego reagowania UE na zagrożenia cybernetyczne, nad którym pieczę objęła Litwa.

 — Jakie w Pana ocenie zagrożenia bezpieczeństwa w sferze cybernetycznej stoją konkretnie przed Polską?

 — Sądzę (i tutaj Polska nie jest wyjątkiem), że głównymi zagrożeniami w cyberprzestrzeni są cyberprzestępczość i cyberterroryzm, przy czym ich źródłem są oddzielni przestępcy, grupy przestępcze i terrorystyczne, które mogą znajdować się w najróżniejszych krajach. Trzeba pamiętać, że atak hakerski pochodzący z tego czy innego kraju bynajmniej nie oznacza, że przestępcy reprezentują ten czy inny kraj, a tym bardziej struktury państwowe tego czy innego kraju. Ataki w sieci mogą pochodzić z zarażonych komputerów, których właściciele nawet się tego nie domyślają, albo w ogóle podszywać się pod inne kraje w celach prowokacyjnych.

 — Czy te zagrożenia mają przede wszystkim związek z Rosją?

 — Mając na uwadze to, że USA jako główny sojusznik Polski w sferze wojskowo-politycznej w ubiegłym roku włączyły Rosję (razem z Chinami) na listę głównych zagrożeń w swojej nowej strategii cyberbezpieczeństwa, nie uważam, aby Polska miała w tym względzie inne zdanie. W polskich gazetach otwarcie piszą, że „największe zagrożenie stanowi dla nas Polska", przywołując w tym kontekście cyberataki. Jednocześnie władze Rosji odrzucają oskarżenia o organizowanie atak hakerskich na całym świecie. To nie oznacza, że w Rosji nie ma hakerów i cyberprzestępczości — one są, tak jak w innych krajach.

Jurij Zwieriew
© Zdjęcie : Jurij Zwieriew
Jurij Zwieriew
Z nimi się walczy i zamiast wzajemnego oskarżania się o prowadzenie cyberwojny, o ileż lepiej byłoby nawiązać współpracę międzynarodową w walce z cybeprzestępczością i cyberterroryzmem, a także opracować i przyjąć obowiązujących wszystkich międzynarodowy kodeks zachowania państw w przestrzeni cybernetycznej. Przypomnę, że Rosja już w 2016 roku zaproponowała projekt uniwersalnej konwencji o współpracy w sferze przeciwdziałania przestępczości w Sieci, a MSZ ChRL w sierpniu ubiegłego roku wezwało państwa członkowskie ONZ do przyspieszenia procesu opracowania kodeksu zachowania w cyberprzestrzeni.

 — Nie raz mówiono o tym, że najczęściej to nie zagraniczni hakerzy są czynnikiem destabilizującym życie polityczne społeczeństwa, lecz hakerzy wynajmowani przez opozycyjne partie polityczne wewnątrz samego państwa. Czy może być tak, że dane pododdziały ds. cyberbezpieczeństwa powoływane są w Polsce w większym stopniu z myślą o bezpieczeństwie wewnętrznym, a nie zewnętrznym?

— Ja sądzę, że polskie cyberwojska będą mimo wszystko zorientowane bardziej na zewnątrz niż na walkę z hakerami z własnego podwórka. Do walki z nimi w Polsce są już inne struktury, na przykład Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa, utworzone w lipcu 2016 roku, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i inne. Jednocześnie uważam, że po utworzeniu cyberwojsk wzrośnie też ilość oskarżeń o ingerencję „rosyjskich hakerów rządowych i trolli" w procesy polityczne wewnątrz Polski. Nowa struktura będzie przecież musiała udowodnić, jaka to jest potrzebna. Do tego straszak w postaci „rosyjskich hakerów", jak pokazuje doświadczenie USA, jest dość wygodnym narzędziem do oskarżania politycznych oponentów o związki z Rosją, która miałaby udzielać im poparcia, usiłując wpłynąć na wyniki wyborów przez Internet.

 — Aktywność w środowisku cybernetycznym staje się powodem napięcia w stosunkach międzynarodowych. Jak Pan uważa, czy dla Polski ważniejsze jest to, by zaznaczyć swoją bierną, tym niemniej oficjalną obecność w cyberprzestrzeni, czy to już aluzja do możliwych działań na polu cybernetycznym z jej strony?

— Myślę, że Polska nie ograniczy się do biernej obecności na polu cybernetycznym. Ale jedna sprawa, jeśli będzie mowa o ochronie bezpieczeństwa narodowego w cyberprzestrzni (do tego ma prawo każde państwo), a całkiem inna sprawa — jeśli będzie mowa o aktywnych (przy czym niekonieczne odwetowych) działaniach. Mnie w swoim czasie bardzo zaniepokoił fragment w jednym z raportów amerykańskiej „Rady Atlantyckiej" opublikowanym latem 2016 roku. Ich autorzy, były zastępca Naczelnego Dowódcy Sojuszniczego na Europę, brytyjski generał Richard Shirreff oraz były doradca ministra obrony Polski Maciej Olex-Szczytowski, zaproponowali Polsce, by ta ogłosiła, iż zachowuje za sobą prawo podejmowania ofensywnych operacji w cyberprzetrzeni (niekoniecznie w odpowiedzi na cyberataki). Potencjalnymi celami takich operacji ich zdaniem mogłyby zostać moskiewskie metro, sieć elektroenergetyczna w Petersburgu i rosyjskie media państwowe, takie jak RT.

Wyobrażam sobie reakcję na Zachodzie, nie wyłączając Polski, jeśliby w raporcie jakiegoś uznanego rosyjskiego ośrodka analitycznego, dajmy na to, były dowódca rosyjskiego sztabu generalnego i były doradca rosyjskiego ministra obrony otwarcie zaoferowaliby przeprowadzenie cyberataków na warszawskie metro, polską sieć elektroenergetyczną czy na media prorządowe. Względem Rosji takie rzeczy są niestety na porządku dziennym. Oczywiście można tego typu passusy złożyć na karb gorących głów w stanie spoczynku, z których jeden Richard Shirreff zdążył już napisać technothriller „2017 rok. Wojna z Rosją".

Ale jeśli wziąć pod uwagę to, że „Rada Atlantycka" uważana jest za „mózg" NATO, a ludzie takiego pokroju jak Shirreff i Olex-Szczytowski zachowują swój wpływ na procesy decyzyjne nawet po formalnym odejściu ze stanowiska, to obraz rysuje się nam niezbyt kolorowo. Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę to, że pozostałe rekomendacje tego raportu na temat uzbrojenia Polski do przeciwdziałania Rosji są już wdrażane. Mam jednak nadzieję, że do tego, co nawet wielu polskich komentatorów uznało za wezwanie do cyberterroryzmu, mimo wszystko nie dojdzie.

 — Wychodzi na to, że w utworzeniu cyberwojsk w Polsce mogą też uczestniczyć postronne siły, na przykład potencjał Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, które jak wiadomo znajdują się na liście pięciu krajów świata, gdzie ta kategoria wojsk ma największy poziom rozwoju?

 — Bez dwóch zdań. Całkiem niedawno, w listopadzie 2018 roku w siedzibie Polskich Sieci Elektroenergetycznych odbyły się trzydniowe polsko-amerykańskie ćwiczenia z cyberobrony CyberStrike. MSZ Wielkiej Brytanii w grudniu oświadczyło, że Wielka Brytania i Polska porozumiały się w kwestii „umocnienia obrony i bezpieczeństwa, żeby stawić czoła nowym zagrożeniom, takim jak cyberataki i wroga aktywność Rosji". Myślę, że dołączą też inne kraje członkowskie NATO. Przypomnę, że Polska aktywnie uczestniczy w działalności Centrum Doskonalenia Obrony przed Cyberatakami (Cooperative Cyber Defence Centre of Excellence) w Tallinnie, utworzonego w 2008 roku, w którego skład poza nią wchodzi jeszcze 17 krajów Sojuszu. Centrum znane jest z tego, że od 2010 roku organizuje największe na świecie ćwiczenia z cyberobrony Locked Shield. W ostatnim tego typu treningu, w kwietniu 2018 roku, wzięło udział około 1000 ekspertów ds. IT i przywódców 30 krajów.

Zobacz również:

Unia Europejska będzie się bronić przed atakami cybernetycznymi
„Holandia znajduje się w stanie „wojny cybernetycznej" z Rosją"
USA oskarżają „siedmiu rosyjskich oficerów" o cyberataki
Cyberwojny: NATO szykuje odpowiedź
Tagi:
hakerzy, wojna cybernetyczna, MON, NATO, ONZ, UE, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz