Widgets Magazine
22:13 20 Lipiec 2019
Anna Azari

Anna Azari: zaszła pomyłka, oskarżenia wobec narodu polskiego nie padły

© AP Photo / Alik Keplicz
Polska
Krótki link
Dawid Blum
8448

Ambasador Izraela wysłała do KPRM oświadczenie, w którym dementuje informacje podane przez „Haaretz" i „Jerusalem Post". Zaprzecza, jakoby Benjamin Netanjahu powiedział, że Polacy pomagali zabijać Żydów podczas Holokaustu. Mimo to już wezwano ją „na dywanik" do MSZ.

— Chcemy uzyskać wyjaśnienia w sprawie, która jest sprawą medialną, a konkretnie artykuł, który pojawił się w izraelskiej gazecie dotyczący wystąpienia pana premiera Benjamina Netanjahu w Muzeum Historii Żydów Polskich. Chcemy uzyskać więcej informacji oraz przekazać polskie stanowisko — oświadczyła rzeczniczka resortu spraw zagranicznych.

Ambasador wysłała do KPRM oficjalne oświadczenie za pośrednictwem Marka Korowajczyka, dyrektora Departamentu Spraw Zagranicznych kancelarii. Napisała w nim: „Szanowny Panie Dyrektorze, bardzo proszę o przekazanie Kancelarii Premiera Morawieckiego, że informacje podane przez 'Jerusalem Post' na temat wypowiedzi premiera Netanjahu są nieprawdziwe. Byłam obecna przy briefingu premiera i nie mówił on, że polski naród kolaborował z nazistami, a jedynie że żadna osoba nie została pozwana do sądu za wspominanie o tych Polakach, którzy z nimi współpracowali".

Azari podkreśliła też, że „Jerusalem Post" „już zmienił swój artykuł, odnotowując, że wcześniejsza wersja była nieprawdziwa — stało się tak na prośbę premiera Netanjahu".

A więc kaczka dziennikarska czy zwykła nadinterpretacja? Wygląda na to, że jednak to drugie. Premier Izraela na pytanie od redakcji „Haaterz" miał powiedzieć dokładnie: „nikt nie został pozwany do sądu za wypowiadanie stwierdzeń o tym że byli Polacy, którzy współpracowali z Niemcami".

— Nie było tam mowy o „polskim reżimie" ani o narodzie jako całości — twierdzi Azari. Ponadto podkreśliła, że słowa o pozwaniu przed sąd padły stricte w kontekście zeszłorocznego sporu między Polską a Izraelem w sprawie ustawy o IPN, która ostatecznie została przez stronę polską zarzucona.

Dziennik „Jerusalem Post", który podał skandalizującą wiadomość dalej, nie cytował słów premiera, tylko je omówił, stwierdziwszy, że jest to wypowiedź obarczająca Polskę za zagładę Żydów.

Andrzej Duda już zdążył oburzyć się nie na żarty i zagrozić, że nie weźmie udziału w szczycie V4 w Izraelu. Jednak po dementi ambasady do sprawy odniósł się jego minister Krzysztof Szczerski — w dużo łagodniejszym tonie: „Otrzymaliśmy oficjalne wyjaśnienia strony izraelskiej dotyczące rzekomego cytatu słów premiera Izraela; wygląda na to, że artykuł w ‘Jerusalem Post' to przykład szkodliwej manipulacji dziennikarskiej; dobrze że zostało to wyjaśnione po naszych interwencjach" — napisał na Twitterze.

Skandal dyplomatyczny już wybuchł. Trudno będzie teraz go zażegnać. Zwłaszcza, że wciąż czkawką odbija się zgrzyt z marca 2018 po uchwaleniu nowelizacji ustawy o IPN. Sam Netanjahu milczy na temat swojej wypowiedzi. 

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Iran nazwał konferencję w Warszawie nieudaną
Media grzmią: W Warszawie zaplanowano III wojnę światową
Tadżycy chcą pracować w Polsce
Tagi:
Holokaust, Anna Azari, Binjamin Netanjahu, Izrael, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz