02:35 21 Czerwiec 2019
Lidl

„Dla kogo ten rząd pracuje, dla zachodnich koncernów?”

© AFP 2019 / Mychele Daniau
Polska
Krótki link
Anna Sanina
1195

Polacy nie chcą być ograniczani w prawie robienia zakupów w niedzielę. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez firmę ARC Rynek i Opinia. Internauci też nie pozostają bierni: ich krytyczne komentarze skłaniają do spojrzenia na sprawę nieco inaczej.

Klienci w sklepie
© Sputnik . Vladimir Astapkovich
36% ankietowanych uważa, że każda niedziela powinna być „handlowa", 20% nie miałoby nic przeciwko dwóm niedzielom „handlowym" w miesiącu, 19% popiera pełny zakaz zakupów w niedzielę, 16% ma obojętny stosunek do problemu, a 9% ankietowanych wystarcza jedna niedziela handlowa w miesiącu.

Wyniki sondażu pokazują, że największy odsetek zwolenników rezygnacji z zakazu handlu w niedzielę stanowią mężczyźni (40%), Polacy w wieku ponad 45 lat (40%), mieszkańcy dużych miast (47%), a także aglomeracji liczących od 200 do 499 tys. osób (41%). Z kolei największy odsetek zwolenników zakazu handlu w niedzielę stanowią mieszkańcy miast liczących od 50 tys. do 199 tys. mieszkańców (26%).

„Operacja udana, pacjent zmarł"

Suchej statystyce kolorów dodają żywe komentarze krytycznie nastawionych Internautów, którzy tak jak w innych przypadkach patrzą na problem pod nieco innym kątem (cytaty z zachowaniem ortografii i interpunkcji).

„No i co nie dotarło do twojego pustego łba? Czy gdybyś miał firmę, chciałbyś ustalać w niej czas pracy, czy wolałbyś, żeby zrobił to za ciebie PIS?<…>", „<…>Dla kogo ten rząd pracuje dla zachodnich koncernów?. Kto z pisu dostał udziały w zachodnich sieciach, dlaczego pod rządami pisu ten mały rodzimy przedsiębiorca jest tak gnebiony <…>" — zadają sobie pytanie użytkownicy forum.echodnia.eu.

„Nie ma to jak dopuścić stażystów do operacji na otwartym sercu", — „operacja udana, pacjent zmarł", — „Nie ma to jak dopuścić socjalistów do władzy <…>, — „socjalizm bohatersko walczy z problemami, ktore sam stworzył" — wtórują im użytkownicy na portalu wykop.pl.

„<…> Żaden polityk nie będzie mi mówił ani tresował do robienia zakupów wtedy gdy im a nie mi to pasuje. Socjalizm i zabobony w jednym. Kto nie chce pracować w niedzielę ten nie pracuje", „Niedziela i kazdy inny dzien jest od tego, aby kazdy robil co chce (nie krzywdzac innych). Jak ktos chce handlowac, niech handluje, jak ktos chce grac w ruletke, niech gra w ruletke. Bolszewiccy totalniacy z PiS zabraniaja i jednego i drugiego, bo ONI wiedza lepiej w jakie dni co ludzie maja robic, a czego nie robic" — komentują sytuację użytkownicy portalu Najwyższy Czas!

Polacy nie tracą też poczucia humoru: „Szkoda, że nie ma Madzi Ogórek. Może i niespecjalnie mądra, ale za to ładna, było na co popatrzeć", — „Madzia inwentaryzuje teraz porcelanę w domu" (ten sam portal).

Czy doświadczenie Węgier niczego nie nauczyło?

Inicjatywa podzielenia niedziel na „handlowe" i „niehandlowe" została wcielona w życie przez polityków PiS już w ubiegłym roku, kiedy to w niedzielę można było handlować tylko dwa razy w miesiącu. O ograniczeniu pracy sklepów w niedzielę Polakom nie pozwolił też zapomnieć rok 2019 — zakaz handlu w niedzielę nie dotyczy już tylko ostatniej niedzieli w miesiącu. „Radykalny" pod tym względem ma być rok 2020. Wówczas ograniczenie handlowe obejmie każdą niedzielę za wyjątkiem weekendów przedświątecznych — w styczniu, kwietniu, czerwcu i grudniu (7 z 52 niedziel).

Deputowani PiS są zadowoleni ze skutków wprowadzonych restrykcji. Janusz Śniadek na przykład, cytowany przez portal money.pl, mówi, że partia rządząca nie zamierza zboczyć z obranego kursu, a także podkreśla, że nigdy nie będzie tak, że w niedzielę zamknięte zostaną wszystkie sklepy (w małych sklepach handel jest dozwolony, jeśli za ladą stoi właściciel sklepu lub członek jego rodziny). Tym niemniej coraz częściej przeciwnicy zakazu handlu w niedzielę przywołują sytuację na Węgrzech, gdzie podobne ograniczenia, ustanowione już w 2015 roku, napotkały aktywny opór społeczny i obowiązywały zaledwie 13 miesięcy. Tam zakaz nie obejmował sklepów o powierzchni do 200 m2, pod warunkiem że za ladą stał właściciel lub członek jego rodziny. Bez zmian pracowały apteki, restauracje, sklepy na stacjach benzynowych, lotniskach, dworcach kolejowych.

Duże straty małego biznesu

Wprowadzając obostrzenia handlowe, Węgry miały przede wszystkim na celu zmniejszenie konkurencyjności dużych sieci handlowych na swoim terytorium i wsparcie małych przedsiębiorców. Polska natomiast, mająca na względzie aspekt socjalny, wyświadczyła małemu biznesowi niedźwiedzią przysługę. Według danych Związku Pracodawców i Przedsiębiorców w wyniku obowiązywania nowej ustawy z polskiego rynku zniknęło 15 tysięcy małych sklepów. Według ocen ekspertów bankructwo dotknie kolejnych 6 tys. sklepów o podobnym formacie. „Tak realnie sprawdza się scenariusz węgierski, w którym okazało się, że kilka tysięcy sklepów zbankrutowało, a kilkanaście tysięcy osób straciło pracę" — komentuje Renata Juszkiewicz, Prezes Polskiej organizacji Handlu i Dystrybucji (jej słowa przywołuje portal Najwyższy Czas!). — Z naszego punktu widzenia, jako sieci handlowych, widzimy spowolnienie sprzedaży, spowolnienie obrotów, widzimy że klienci nie są zadowoleni, że mają zakupy ograniczone do tej soboty, jeszcze bardziej narasta frustracja, jeśli chodzi o tę trzecią niedzielę w miesiącu" — dodaje.

Wojna handlowa jako efekt uboczny

Co ciekawe, ustawa o zakazie handlu w niedzielę dała zaskakujące efekty. Powstała z myślą o „uwolnieniu" Polaków od obowiązku stania w niedziele w kolejkach, a więc też z myślą o tym, by mogli więcej czasu poświęcać rodzinie i bliskim, niektórych pozbawiła ona sposobu na spędzanie z rodziną wolnego czasu. Wybierając się z dziećmi do sklepu, chętnie chadzali razem do kina w centrach handlowych, na place zabaw dla dzieci i do restauracji szybkiej obsługi. Dotyczyło to zwłaszcza mieszkańców niedużych miast, w których duże centrum handlowe było nieraz jedynym miejscem różnych rozrywek.

Nie mniej ciekawie przedstawiła się sytuacja z pracą dużych sieci handlowych. W walce o kupujących znane podmioty na polskim rynku — Kaufland, Lidl, Biedronka, Auchan, Tesco — zaczęły między sobą wojny handlowe, w których „bronią" stały się przypadające na „niehandlowe" niedziele liczne akcje promocyjne i obniżki. Skorzystać z oferty można już w piątek (a niekiedy już w czwartek). Jak wyjaśnia dr Andrzej Faliński, ekspert od handlu detalicznego, w danym przypadku nie chodzi o zwyczajną wojnę cenową, kiedy sieci handlowe chcą wyprzeć konkurenta z rynku. Głównym celem tego typu zabiegów jest utrzymanie zysków na dotychczasowym poziomie (a nawet ich zwielokrotnienie). Z jednej strony akcje służą gospodarce, z drugiej — agresywny marketing zmusza klientów do kupowania zbędnych rzeczy, produktów o ograniczonym terminie ważności, co jest na rękę sieciom handlowym, ale bynajmniej nie klientom. „Ci, których stać na promocje i przeceny, wygrają — wyjaśnia dr Faliński. — W najgorszej sytuacji będą małe sklepy, które nie mogą obniżać cen. Klienci będą woleli kupować w inne dni, po promocyjnych cenach" — dodaje.

W najbliższych miesiącach Polacy będą śledzić te i inne efekty uboczne zakazu handlu w niedziele, bo władze nie zamierzają z niego rezygnować.

Zobacz również:

W Hucie Pieniackiej uczczono pamięć zamordowanych Polaków (foto)
Gdańsk się ceni: mieszkania coraz droższe
Związek Radziecki w centrum Warszawy (wideo)
Tagi:
zakupy, zakaz handlu w niedziele, handel, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz