Widgets Magazine
19:52 24 Sierpień 2019
Myśliwiec MiG-29 Polskich Sił Powietrznych na lotnisku w Mińsku Mazowieckim. Zdjęcie archiwalne

Czym będą latać polscy piloci wojskowi, jeśli wybuchnie wojna?

© AP Photo / Alik Keplicz
Polska
Krótki link
16756

Niedawny wypadek myśliwca Mig-29 na Mazowszu znów sprowokował dyskusje o stanie polskiego lotnictwa wojskowego oraz ogólnej sytuacji ze sprzętem w polskiej armii. Czy w razie konfliktu zbrojnego polska armia będzie miała „na czym" walczyć?

W ubiegłym tygodniu minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podpisał plan modernizacji technicznej sił zbrojonych kraju do 2026 roku.

W dokumencie, który zawiera kilka programów modernizacji armii, czytamy, że ​​celem planu jest „zwiększenie możliwości operacyjnych i nabycie nowoczesnej broni".

„Zakupimy 32 nowe samoloty piątej generacji. Zastąpią one wysłużone już samoloty MiG-29 i Su-22" — mówił minister Mariusz Błaszczak.

​Po poniedziałkowym wypadku myśliwca MiG-29 z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim MON wprowadził zakaz lotu na tego typu samolotach, który ma obowiązywać do wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Ostatnia katastrofa MiG-29 to już trzecia od 2017 roku. Eksperci zwracają uwagę, że eksploatowane przez polską armie samoloty się starzeją, a międzynarodowe embargo na rosyjskie uzbrojenie blokuje Polsce dostęp do kupowania części zamiennych bezpośrednio w Rosji.

W rozmowie z Newseekiem generał Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych mówi wprost, że polskie lotnictwo wojskowe w ostatnich latach boryka się z poważnymi problemami.

— Sprzęt jest coraz starszy, a personelu coraz mniej. A to oznacza, że z roku na rok sytuacja robi się coraz gorsza. MON nadal nie ma żadnej koncepcji na lotnictwo. Kilka dni temu pan minister Błaszczak mówił o zakupie samolotów piątej generacji. To na razie są deklaracje, mam jednak nadzieję, że zostaną zrealizowane, bo jeśli nie, to polskie lotnictwo się skończy. A trzeba pamiętać, że w przypadku lotnictwa programy są długofalowe, karabinki można kupić od razu, przetarg na samoloty i jego realizacja trwa lata — mówi generał Drewniak.

Gorzej niż w siłach powietrznych sytuacja wygląda, według eksperta, w lotnictwie marynarki wojennej.

Tak, to jest bardzo ponury obraz. Jeżeli na siły powietrzne jeszcze możemy narzekać, to lotnicy marynarki już się powinni zapłakać. System walił się od wielu lat, zakup nowych śmigłowców był dobrym rozwiązaniem, zatrzymałby korozję, bo byśmy wymienili wszystko na nowe elementy. To lotnictwo marynarki miało być głównym beneficjentem programu śmigłowcowego — uważa Drewniak.

Dziennikarz Newseeka przypomniał, że dwa lata temu generał Drewniak ostrzegał wprost, że  „w przypadku wojny w ciągu zaledwie czterech godzin stracimy całe lotnictwo". Sytuację, według generała, może uratować jedynie zakup nowych maszyn.

— MiG-i należy trzymać tylko do momentu jak najszybszego zakupu nowych samolotów. Mamy na to może jeszcze dwa, trzy lata, maksymalnie cztery. Jeżeli w tym czasie nie kupimy niczego nowego, to powstanie ogromna dziura między zejściem z jednego systemu i przejściem na nowy, i wtedy nie uratujemy ani ludzi, ani sprzętu i będziemy musieli wszystko stworzyć od zera — uważa ekspert.

Ilu maszyn potrzebuje polska armia?

— Do zastąpienia mamy trzy eskadry. Minimum dla Polski to 100 samolotów lotnictwa myśliwskiego, mamy 48 sztuk F-16, więc brakuje nam 52 samolotów — powiedział generał Drewniak.

Zobacz również:

Czeski rząd do Unii: żądamy kontroli polskiej wołowiny
Polacy w Norwegii nie mają pełnej opieki bez konsula Kowalskiego
Rosyjski dziennikarz pozywa Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
Tagi:
MiG-29, MON, Mariusz Błaszczak, Tomasz Drewniak, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz