Protesty rolników w Warszawie przeciwko zakazowi eksportu owoców i warzyw do Rosji

Rolnicy protestują, a warszawskie władze narzekają

© Sputnik . Filip Klimaszewski
Polska
Krótki link
161

Płonące opony, martwe świnie na torach tramwajowych, rozsypane jabłka – to obrazki ze środowego protestu AGROUnii w Warszawie, w którym wzięło udział około 200 rolników. Warszawska policja utrzymuje, że manifestacja nie była zgłoszona w urzędzie miasta. Zatrzymano 8 osób.

O tym, czy protestujący rolnicy zostaną ukarani mandatami, policja będzie decydowała później – podały służby porządkowe miasta.

Rolnicy przyjechali do Warszawy, aby kolejny raz protestować przeciwko importowi żywności. Zaostrzenie protestów lider AGROUnii Michał Kołodziejczak zapowiadał już wcześniej. W rozmowie z Rzeczpospolitą wyjaśniał, że AGROUnia chce obronić polski rynek. „Chcemy, żeby na opakowaniach pojawiła się flaga Polski, tak aby konsumenci, którzy teraz nie zdają sobie sprawy, że jedzą ziemniaki z Maroka czy z Francji, otrzymywali jasną informację, aby nie powtarzały się sytuacje jak w jednym z dyskontów, gdy to pod marką «Polskie jedzenie» były gruszki z Belgii” - mówił lider AGROUnii.

Uważa on, że protesty, aby były skuteczne, powinny wyglądać tak jak te we Francji. „Pokazaliśmy, że państwo nie jest przygotowane do rządzenia, zarządzania, bronienia Polski. Jeśli ktoś nie potrafi obronić ulicy, to jak może obronić Polskę przed napływem wątpliwej jakości towarów z całego świata, które do nas trafiają” - stwierdził Michał Kołodziejczak.

Uczestniczący w akcji w Warszawie pan Waldemar z województwa wielkopolskiego w rozmowie ze Sputnikiem podkreślił, że każdy protest to ostatni sposób, by wykazać, że to sygnał. „Jak nie da się dogadać, to trzeba zaprotestować – powiedział. - Walczymy o to, żeby na swojej ziemi, za swoją pracę mieć godziwe wynagrodzenie. Po tym, jak rolnik zaorze, uprawi, zasieje, opryska i sprzeda gotowy produkt, skutki widać w pustej kieszeni. I tyle mogę powiedzieć!” - stanowczo zakończył rozmowę pan Waldemar.

Pan Łukasz z lubelskiego z kolei twierdzi, że w proteście nie uczestniczył, ponieważ „przytłoczyły” go  trochę telefony od policji. „Nie do końca się cieszę z tego protestu, bo nie wiem, jakie będą następstwa. Na pewno sytuacja w Polsce jest zła, ale mam nadzieję, że się poprawi. Na pewno naruszana jest nasza suwerenność żywieniowa. Nie postrzegam rządu mojego państwa jako mojego”- powiedział.

Polskie sady
© Fotografie od blogera Aleksander Kwaśniewski
To, że media powielają doniesienia, że niby protest rolników doprowadził do zniszczenia infrastruktury miejskiej, zabrudzenia Warszawy, zakłócenia ruchu ulicznego, nie podając powodów, dla których akcja została zorganizowana, pan Łukasz tłumaczy próbą odwracania uwagi opinii publicznej od sedna problemu, i skierowania jej na drugorzędne sprawy. „Wiem o tym, chociaż telewizji nie oglądam, wyrzuciłem telewizor cztery lata temu przez okno” - przyznał pan Łukasz.

Lider AGROUnii Michał Kołodziejczyk zapowiedział, że będą kolejne protesty w podobnym stylu – czyli krótkie i mocne.

Zobacz również:

Poroszenko: To „symbol oporu” wobec Rosji
Amerykański wywiad szuka ukrytego majątku Putina
Tagi:
Michał Kołodziejczak, AGROunia, rolnicy, Warszawa, protest