06:44 25 Kwiecień 2019
Polski rolnik

Dylematy mieszczucha

© Sputnik . Filip Klimaszewski
Polska
Krótki link
Weronika Książek
3151

Jako osoba zaangażowana w ochronę praw zwierząt i promująca szeroko pojmowaną ekologię uważam, że jednak dobrze się stało, że AgroUnia przemyślała formę swoich protestów i postawiła na rozdawanie jabłek. Ma większe szanse zaskarbić sobie sympatię mieszkańców stolicy i zwrócić uwagę na problem zamiast na demolkę miasta.

Rolnicy w Warszawie
© Sputnik . Filip Klimaszewski
Michał Kołodziejczak jeszcze do niedawna twierdził, że aby w Polsce protesty były skuteczne, muszą wyglądać jak te we Francji. Mimo to jako świadomy swojego przywileju mieszczuch z ciepłej kanapy cieszę się, że zmienił zdanie. Problem z cenami jabłek i innych produktów rolnych istnieje i stoję na stanowisku, że protestujące grupy społeczne należy bezwarunkowo wspierać w ich postulatach. Jednak od tygodnia nie mówiło się o niczym innym niż o kontrowersyjnej formie protestu na stołecznym Placu Zawiszy.

Na Facebooku zdjęcie starszej kobiety zbierającej z asfaltu porozrzucane jabłka i chowającej je do siatki, stało się już ikoną. Zawrzało na ekogrupach, aktywiści wyrażali swoje oburzenie marnowaniem jedzenia i brakiem szacunku do zwierząt (też jest to nota bene problem systemowy) – truchło świni rzucone na tory tramwajowe wywołało mnóstwo agresywnych dyskusji, które skonfliktowały wiele osób. Lewica społeczna miała za złe tej „ekologicznej”, że zamiast solidaryzować się z rolnikami, dzieli włos na czworo i płacze nad „jedną zabitą świnką”.

Oczywiście, należy dostrzec niewesoły kontekst całej sytuacji: tragiczna sytuacja na wsi to skutek szeroko pojętej globalizacji i neoliberalnej polityki stawiającej na monopole. Mamy do czynienia z dyktatem wielkich. Jak słusznie zauważa w swojej bardzo merytorycznej publikacji Warszawska Federacja Anarchistyczna, tylko wielcy producenci którzy mają ponad 50 ha sadów mogą wynegocjować dobre ceny na swoje owoce. Mniejsi sadownicy bankrutują. Tymczasem w Polsce 80 proc. gospodarstw ma poniżej 5 ha. Dyktat cenowy powoduje koncentrację produkcji w rękach wielkich firm. Rolnikom, którzy usiłują sprzedawać owoce na miejskich bazarach, życia nie ułatwia również polityka samorządów, które sprzedają działki deweloperom i likwidują bazary, zaś hale targowe, jak Koszyki czy Halę Gwardii, przerabiają na kawiarniane modne galerie.

Polskie sady
© Fotografie od blogera Aleksander Kwaśniewski
Mimo to nie czuję się winna, zwracając uwagę na to, że problem braku szacunku do zwierząt również przy okazji poprzedniego protestu rolników dał o sobie znać i za obraźliwe uważam wszystkie sformułowania o lemingach, ekoświrach i mieszczuchach. Owszem – jest zadanie do wykonania: przekonać miasto, że jeśli chce etycznej i bardziej ekologicznej produkcji jedzenia, to nie może obrażać się na jedyną grupę (rolników), od której może to uzyskać i zarzucać jej roszczeniowości. Trzeba tłumaczyć, że działamy jak naczynia połączone, ale wyzywając od burżujów, na pewno nie zachęcimy mieszkańców miast do przemyślenia sprawy i zrozumienia jej sedna. A o to przecież chodzi, nie o potęgowanie antagonizmów i dzielenie się na tych, co od zawsze stali po właściwej stronie oraz tych, co stoją tam gdzie ZOMO. Język wyższości wobec ludzi skupionych na estetyce protestu nie pomaga. Sarkanie na ludzi odwiedzających ryneczek Lidla również. Tłumaczmy, dlaczego jabłko od polskiego sadownika, który ledwo przetrwał zimę, jest bardziej etyczne, nie obrażajmy się na siebie.

Michał Kołodziejczak zdaje się już to rozumieć i trzymam kciuki za to, aby jego akcja z rozdawaniem warszawiakom jabłek (nomen omen) zaowocowała nowymi rzeszami zwolenników.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Włoscy inwestorzy chcą stworzyć park agroprzemysłowy na Krymie
Czy Agro Unia i „nowy Lepper" uszczęśliwią polskich rolników?
Agro Unia zapowiada „prawdziwą bombę"
Tagi:
Polska, AGROunia, jabłka, ekologia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz