22:35 18 Kwiecień 2019
Samolot

Odrzutowy pan marszałek

CC0 / Pixabay
Polska
Krótki link
Antonina Świst
5293

40 tysięcy złotych – na tyle „Fakt” wycenia weekendową podróż grupy posłów PiS… do Rzeszowa. Rządowym odrzutowcem Gulfstream G550 polecieli Marek Kuchciński, Krystyna Wróblewska i Stanisław Piotrowicz. Na polecenie marszałka Sejmu odrzutowiec niósł panią poseł na spotkanie w remizie strażackiej w Lipiu.

Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby posłanka i kandydatka do europarlamentu z list PiS nie wstawiła pamiątkowego zdjęcia z odrzutowca na Facebooku. Internauci natychmiast wyłapali, że chyba niekoniecznie jest tu uzasadnione użycie maszyn przeznaczonych dla VIP-ów.

Posłanka szybko usunęła fotki, gdyż, jak stwierdziła - „na nią i na jej rodzinę spadł nieuzasadniony hejt”. Wirtualna Polska zapytała marszałka Kuchcińskiego, w jakim celu zwykli posłowie podróżowali odrzutowcem do Rzeszowa i dlaczego wydał polecenie startu. Jednak Marek Kuchciński milczał jak zaklęty. Portal zaczął więc prowadzić własne śledztwo.

Ustalono, że w eskapadzie polityków PiS brał udział nawet nie jeden, a dwa rządowe Gulfstreamy. Po dotarciu do Rzeszowa jeden z nich wrócił do Warszawy, a drugi poleciał do Wrocławia. Koszt takiej podróży to nawet 100 tys. zł.

Cała odrzutowa trójca została wybrana do Sejmu z regionu Podkarpacia. Do oburzenia dziennikarzy na horrendalne koszty tej podróży odniosło się Centrum Informacyjne Sejmu. „Maszyny te umożliwiają najważniejszym osobom w państwie bezpieczne przemieszczanie się i wykonywanie obowiązków służbowych w kraju oraz poza jego granicami" – napisano w komunikacie. Biuro stwierdziło, że lot odrzutowcem to nie jest nic niespotykanego, że najważniejszym osobom w państwie towarzyszą inni politycy i że to praktyka normalna w wielu krajach. „W niemal każdej podróży służbowej Marszałkowi Sejmu towarzyszą reprezentanci Izby, pracownicy Kancelarii Sejmu oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Takie rozwiązania nie wpływają na koszt przelotu, a umożliwiają sprawną realizację programu” - uznano.

Podniebna wyprawa chyba jednak wpędziła autorkę fotorelacji w wyrzuty sumienia - posłanka Wróblewska postanowiła się z niej wytłumaczyć mediom. - To był lot służbowy, ja nic złego nie zrobiłam – zarzekała się. - Ja nie wracałam do domu, parlamentarzyści pracują w soboty, niedziele.

Zdradziła również, że Marek Kuchciński często zabiera posłów w takie wyprawy: - Pan marszałek nie pierwszy raz zabiera parlamentarzystów. Zamiast lecieć sam, zawsze kogoś zabierał, to jest taniej i to jest tyle… Jestem pierwszy raz parlamentarzystą, ciężko pracuję, staram się dbać o nasz region.... Więcej nie będę rozmawiać.

Natomiast opozycja jest bezlitosna: nazywa ujawniony incydent praktyką „Aerotaxi”. Wnikliwi dziennikarze nie dopatrzyli się na stronie Marszałka Sejmu informacji o tym, czemu udawał się w ostatni weekend do Rzeszowa, nie znaleźli zapowiedzi żadnych lokalnych wydarzeń, w których miałby wziąć udział. A ponoć miał być to sposób na „pogodzenie licznych obowiązków”...

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ćwiczenia taktyczne wojsk inżynieryjnych Floty Bałtyckiej
Milioner szuka asystenta do wspólnych podróży: płaci godziwie (foto)
Tagi:
Rzeszów, Polska, samolot, Marek Kuchciński
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz