Widgets Magazine
00:13 17 Wrzesień 2019
Euro

Strefa euro jest tak zorganizowana, żeby kraje bogatsze wykorzystywały kraje biedniejsze

CC0 / Pixabay
Polska
Krótki link
Autor
8483
Subskrybuj nas na

W czasie niedawnej wizyty w Polsce szef hiszpańskiej dyplomacji Josep Borrell radził Polakom, aby dobrze się zastanowili nad wprowadzeniem euro. Przyznał, że w 2002 roku Hiszpania podeszła do wspólnej waluty w naiwny sposób. Co zatem powinna uczynić Polska? Spieszyć się z wprowadzeniem euro, czy też jak najdłużej trzymać się złotego?

Poglądy na ten temat są podzielone. I inaczej być nie może, bo kwestia wprowadzenia euro w Polsce ma wymiar nie tylko ekonomiczny, lecz też polityczny. Na przykład w styczniu ubiegłego roku znani polscy ekonomiści wystosowali otwarty list do premiera Morawieckiego z żądaniem jak najszybszego wprowadzenia wspólnej waluty, bo w przeciwnym razie Polska okaże się w strefie wpływów Rosji! Z kolei inni widzą w złotym gwarancję samodzielnej, suwerennej Polski i ostrzegają przed euro jako symbolem europejskiego supermocarstwa pod egidą Niemiec.

Jedno jest pewne – głosując za wstąpieniem do Unii w czasie referendum w 2003 roku, Polacy przegłosowali automatycznie za euro. Ale czy zdawali sobie wówczas sprawę z tego, że ich decyzja będzie obligatoryjna mimo mijających lat i pojawiających się problemów?

„O plusach i minusach wstąpienia do strefy euro więcej konkretów mogą powiedzieć, ci, którzy tam już są” – uważa rozmówca Sputnika Tomasz Jankowski, politolog z wykształcenia, wykładowca historii myśli politycznej na uczelni wyższej w Warszawie. Jego zdaniem w kraju, który jeszcze na własnej skórze nie przekonał się, jak się żyje z euro, można tylko snuć przypuszczenia, prognozy, co dobrego przyniesie europejska waluta i gdzie mogą kryć się pułapki.

„Wypowiedź szefa hiszpańskiej dyplomacji jest rozsądnym głosem przedstawiciela kraju, który już długo funkcjonuje w strefie euro. Ale mimo to, nie należy do krajów wiodących, zwłaszcza w polityce finansowej w UE. Hiszpania jest podobnego typu państwem jak Polska – krajem dużym, z dużym potencjałem ludnościowym i ekonomicznym, ale jednak państwem, które pod względem szeregu parametrów gospodarczych nie uplasowało się w czołówce Unii.

Po wielu latach przebywania w strefie euro Hiszpanie zauważyli, że stracili możliwość skutecznego wpływania na swoją gospodarkę, na jej rozwój, bo przecież strefa euro to nie tylko waluta, lecz też bardzo dużo unijnych uwarunkowań prawnych, prawno-ekonomicznych, których należy przestrzegać” - podkreśla Tomasz Jankowski.

Rozmówca przypomniał, że przekonali się o tym też Grecy, kiedy zostali niemal przymuszeni przez Angelę Merkel, przez unijny sektor bankowy do przeprowadzenia radykalnych reform. Wyszło na to, że obecność w strefie euro okazała się czymś negatywnym, bo Grecy nie mogli oponować. Brak zgody Greków - w referendum Grecy jako naród nie wyrazili zgody na proponowane przez Komisję Europejską reformy - powinien był oznaczać wycofanie się ze strefy euro i powrót do drachmy. Ale tak się nie stało.

„Strefa euro jest tak naprawdę strefą, w której bogatsze państwa – Niemcy, Francja – eksploatują państwa biedniejsze, mniej rozwinięte, o mniejszym budżecie, o mniejszej wartości PKB. To jest pewnego rodzaju zagrożenie dla takich krajów jak Polska i Hiszpania, ale też Włochy. W ostatnich latach szefowie finansowi w Unii Europejskiej wskazują na to, że Włosi nie trzymają się ustalonej linii budżetowej i tym samym wystawiają strefę euro na szwank. Ale zauważmy, że zarówno Francja, jak i Niemcy również utrzymują deficyt budżetowy, i nie ma jakoś z tego względu większych problemów dla strefy euro.

To nie jest tak, że jeżeli będziemy stali bliżej bogaczy, to bogactwo będzie skapywać na nas, i my będziemy się robić coraz bogatsi. Statystyki mówią ciągle coś innego. Wystarczy porównać Polskę i Niemcy –w Polsce mamy podobne koszty utrzymania jak w Niemczech, tylko w Niemczech mamy pensje średnio cztery razy większe niż w Polsce” - podkreśla Tomasz Jankowski.

Zwolennicy przystąpienia do strefy euro wskazują, że z euro Polska okazałaby się w pierwszej lidze Unii i to podniosłoby wizerunek kraju. Jednak rozmówca Sputnika zgadzając się, że przynależność do strefy euro określa pozycję kraju w Unii Europejskiej, ale wcale nie wpływa na uprzywilejowanie ekonomiczne. Jako przykład mogą posłużyć chociażby sąsiedzi Polski - Słowacy, Litwa, Estonia i Łotwa. Jakoś nie widać, żeby z tego tytułu w Unii bardziej liczono się z ich głosem, żeby te kraje osiągnęły jakieś zyski ekonomiczne. Niestety jest wręcz na odwrót, bo obywatele tych krajów narzekają, iż wprowadzeniu wspólnej waluty towarzyszyło zamrożenie pensji, a ceny poszły w górę.

Oprócz tego Tomasz Jankowski wskazał, że nie widać zmniejszania się różnic między Hiszpanią a Niemcami, czy Włochami a Francją. Nie widać też zacierania się różnic między państwami tzw. nowej unii, które razem z Polską do Unii wchodziły, a krajami starej piętnastki.

„W tym kontekście nasuwa się pytanie, czy sama strefa euro nie jest tak zorganizowana, żeby ułatwiać eksploatację krajów mniejszych przez kraje większe. To jest główna obawa. Myślę, że w długofalowej perspektywie, jeżeli mówimy o integracji europejskiej, to projekt wspólnej waluty mógłby być korzystnym, ale nie w przypadku, gdy jest to tylko element wykorzystywania ekonomicznego krajów słabszych przez mocniejsze. W tym momencie integracja przestaje się opłacać.

A ekonomistom twierdzącym, że euro byłoby dobre dla polskiego eksportu, bo eksporterzy nie byliby narażeni na ryzyko kursowe, zwróciłbym uwagę na strukturę własności w gospodarce. To jest ważniejszy czynnik, a nie waluta, którą gospodarka obraca. Jeżeli mówimy o polskim eksporcie, to zadajmy sobie pytanie, kto jest właścicielem tych polskich firm, które eksportują, do jakich koncernów należą i gdzie one mają swoje siedziby. To jest w dużym stopniu zagraniczny kapitał. Pod tym względem polska gospodarka jest zupełnie ułomna” – uważa rozmówca Sputnika.

Komentując obawy, że jeśli Polska wejdzie do strefy euro, to straci suwerenność, podkreślił, że własna waluta od dawien dawna jest atrybutem niepodległego państwa, ale nie jedynym. I jeśli struktura własności w polskiej gospodarce jest taka a nie inna, eksportowo kraj jest uzależniony od RFN, zasoby produkcyjne są w większości własnością niemieckich koncernów, i nie tylko niemieckich, to kwestia zagrożenia dla suwerenności przez wprowadzenie euro nie jest kluczowa.

Na pytanie, czy Polska jest gotowa do wejścia do strefy euro, odpowiedział:

Z tego, co wiem, w sensie czysto prawnym, ekonomicznym – nie. Strefa euro wymaga większej dyscypliny budżetowej niż ma Polska, wymaga mniejszego deficytu i pewnego rodzaju zabezpieczeń przed wahaniami ekonomicznymi. Dużo jest szczegółów. Sama wola polityczna przystąpienia do euro nie jest wystarczająca. Polska gospodarka musi być dostosowana do wymogów. Na razie rząd PiS-u niczego nie robi, żeby się dostosować - uważa Tomasz Jankowski.

Zobacz również:

Polska nie gotowa na euro?
Strefa euro - niebezpieczny sojusznik małych państw
„Strefa euro w niebezpieczeństwie, reform było za mało”
Czy Włochy opuszczą strefę euro?
Tagi:
gospodarka, ekonomista, kryzys gospodarczy, Grecja, Niemcy, waluta, Hiszpania, Polska, strefa euro, euro, złoty
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz