08:50 23 Kwiecień 2019
Amerykańscy żołnierze czekają na helikopter

Zwyciężczyni „Milionerów” radzi, jak zdemaskować internetowego oszusta

© REUTERS / Erik De Castro/Files
Polska
Krótki link
Julia Baranowska
3150

To mogło przydarzyć się każdej z nas – i przydarza. Internetowi wyciągacze pieniędzy działają przeróżnymi metodami: na pełnomocnika odnalezionego po latach bogatego krewnego z Afryki, na instytucję charytatywną, na zamorskiego kochanka… to przydarzyło się również Katarzynie Kant-Wysockiej z Gdańska, która całą sprawę opisała w internecie.

Dzięki swojej inteligencji i powalającej wiedzy po raz trzeci w historii programu wygrała polską edycję „Milionerów”. Jednak zanim to nastąpiło, pani Katarzyna, na co dzień specjalistka od marketingu, z premedytacją przeprowadziła proces demaskacji oszusta. Swoją historią postanowiła podzielić się, żeby przestrzec inne kobiety. Ze szczegółami opisała wszystko na swoim blogu. Później temat podchwyciła telewizja i prasa. Pani Katarzyna wystąpiła nawet w programie „Uwaga po uwadze” w TVN, gdzie wystąpiła w roli ekspertki.

„Przedstawię mechanizm oszustwa. Za pośrednictwem maila lub któregoś z serwisów (Linkedin, Skype, Facebook) pisze do nas mężczyzna podający się za żołnierza armii USA stacjonującego w Iraku, Afganistanie, Syrii lub w którymś z krajów afrykańskich. Najczęściej podaje się za wdowca i ma dziecko” - opisała zwyciężczyni „Milionerów” w Internecie. - „Rzekomo ma dostęp do ogromnej sumy pieniędzy i chciałby przeznaczyć ją na wspólne życie, ale jest pewien problem – trzeba ją przewieźć, a żeby to zrobić potrzeba opłacić kuriera lub jakieś pozwolenia. Na to oczywiście my musimy pieniądze wyłożyć. Problemy się piętrzą, my płacimy a z fortuny nici. Brzmi to wszystko jak coś, w co nie da się uwierzyć i na co nie da się nabrać. Tyle że gdyby tak było, nie byłoby ofiar tego procederu”.

„Jej” żołnierz odezwał się na portalu LinkedIn. To już powinien być sygnał ostrzegawczy: na tym portalu szuka się raczej pracodawcy bądź pracownika, a nie miłości. Ale Patrick Jonathan, lat 56, utrzymywał, że inni jego koledzy z okopów właśnie tam poznali swoje partnerki, więc i on postanowił spróbować szczęścia. List pisany był językiem rodem z Google Translatora.

„Do maila dołączone są jego zdjęcia – szybka rundka w obrazach Google i już wiemy, że należą one do niemieckiego muzyka Uwe Hubertusa, popularnego w latach 80. Niemniej potencjalna ofiara nie umie szukać w obrazach Google, najpewniej jest samotna lub zaniedbywana w związku, przypuszczalnie jest także w średnim wieku, wrażliwa i czuła. Wdowiec, żołnierz i ojciec nastoletniego chłopca. To w połączeniu z gorącymi wyznaniami miłości może rzeczywiście zwabić osobę łatwowierną” - opisuje dalej blogerka.

Gdy Polka udała, że jest zainteresowana romansem, żołnierz szybko przeszedł do wyznań miłości. Część maili nawet napisał po węgiersku – z tej ekscytacji.

„Patrick oczywiście średnio interesuję się tym, co mu piszę (a piszę mu same ogólniki), ale tak naprawdę to akurat mi się trafił niezbyt rozgarnięty oszust. Wielu ‘żołnierzy’ troskliwie i szczegółowo wypytuje kobiety o ich codzienne życie i nawiązuje z nimi osobiste relacje. Mój Patrick natomiast koncentruje się na wychwalaniu mnie – bogini jego życia, obok której chciałby się budzić”.

Jak skończyła się ta historia? Po około 90 mailach i oświadczynach na odległość, Patrick przeszedł wreszcie do rzeczy: w Afganistanie zarobił fortunę, ale nie mógł jej bezpiecznie przesłać swojej ukochanej. Dlatego też ona musi wpłacić 1950 dolarów na wydanie specjalnych dokumentów, aby otrzymać resztę. W międzyczasie do sprawy wmieszał się tajemniczy pełnomocnik sierżanta – czarnoskóry „dyplomata” o nazwisku Brown. On też pisał do Katarzyny z konta na Gmailu. Już był w drodze, by dostarczyć jej hajs do Polski ale zatrzymano go na lotnisku i stąd całe zamieszanie z płaceniem…

Katarzyna wysłała „żołnierzowi” fałszywy dowód przelewu. Kiedy „Patrick” zorientował się, że został nabrany, napisał pełną żalu wiadomość, że zła kobieta „nigdy go nie kochała”…

- Legendy, jakie oszuści wymyślają, są przeróżne. Począwszy od zablokowanych, z różnych przyczyn, kont bankowych, poprzez uiszczenie opłat manipulacyjnych za wysłane do internetowej znajomej wartościowej paczki, która „utknęła" gdzieś na granicy – przestrzega na łamach „Faktu” Lucyna Rekowska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Sopocie. - Warto podkreślić, że owe opłaty, sięgają kwot rzędu kilku tysięcy złotych. Zmanipulowane kobiety wykonują bezmyślnie polecenia internetowego amanta, który podając przeróżne konta bankowe zarejestrowane w różnych częściach świata, wyłudza znaczne sumy pieniędzy. Zdarza się, że kobiety, aby pomóc „żołnierzowi”, zaciągają kredyty bankowe.

Rzeczniczka wie, co mówi: w ostatnim czasie właśnie w ten sposób wrobiono dwie mieszkanki Trójmiasta. Jedna myślała, że koresponduje z żołnierzem, druga – z lekarzem na misji ONZ...

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Jak car Aleksander II wyzwolił chłopów w Królestwie Polskim
Zarabiają więcej niż Polacy
Córka oficera radzieckiego wywiadu: „Łączyła nas wielka przyjaźń z Polską”
Tagi:
oszustwo, żołnierz, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz