23:05 18 Kwiecień 2019
Gdynia

Wrogów szukamy po sąsiedzku

© Sputnik . Władimir Piesnia
Polska
Krótki link
Dawid Blum
181445

…a przyjaciół za oceanem. Nie ma to wielkiego sensu. Większość cywilizowanego świata zapamięta odmowę wpuszczenia Siedowa do Gdyni jako małostkowość i brak solidarności ludzi morza.

Polskie Radio zaprosiło komentatora, by opowiedział o tym, jak bardzo rejs Siedowa ze studentami na pokładzie był prowokacją Rosji obliczonej na to, by przetestować solidarność Unii Europejskiej.

- Znaczenie takich krajów jak Polska, Czechy Estonia, graniczących z obszarem poradzieckim i z Rosją, jest bardzo duże w kwestii polityki UE wobec Moskwy. Moje słowa uznania dla służby dyplomatycznej polskiej i estońskiej. Bo z pozoru nieistotne, mało ważne wydarzenie mogłoby stać się dużym problemem – oświadczył ekspert podpisany jako politolog i działacz krymskotatarski, Nedim Useinow.

Jakim problemem mogłoby stać się wpuszczenie Siedowa? Studenci zeszliby na ląd, żeby w polskich sklepach kupić jedzenie i picie, zostawiając przy okazji trochę pieniędzy? Dlaczego polityka rozpanoszyła się wszędzie, nawet na morzu? W obliczu potęgi wody wszelkie ustalenia białych kołnierzyków i gadających głów przy biurkach nie powinny mieć znaczenia. Kiedyś wydawało się to oczywiste...

Nikt już nie pamięta o mało znanym tragicznym wypadku angielskiego żaglowca szkolnego „Marques”, który zatonął na Bermudach podczas Operacji Żagiel w 1984 roku. Szkwał na morzu przewrócił trójmasztowy statek, który po dwóch minutach od wywrotki zaczął iść na dno. Prawie trzydzieści lat temu marynarze z polskiego „Zawiszy Czarnego” ruszyli mu na ratunek – i uratowali 9 z 29 osób. Nie pytali, jaką statek ma banderę, po prostu ruszyli na ratunek, gdy zostali zaalarmowani podczas postoju w Hamilton. Późno dotarli do rozbitków, ale część z nich udało się ocalić. W 2013 reżyser Michał Dąbrowski nakręcił o tym tragicznym wydarzeniu film - „Gdziekolwiek dopełni się twój los”.

Natomiast w 2000 roku „naszych” ratowali… Rosjanie. Rosyjski żaglowiec „Kruzensztern” przerwał regaty transatlantyckie, by pomóc poszkodowanej polskiej żeglarce z jachtu „Pogoria”.

Do załogi dotarł sygnał, że na polskim jachcie doszło do nieszczęśliwego wypadku: członkini załogi spadła z 25-metrowego masztu i doznała kontuzji biodra. Kapitan rosyjskiego jachtu przerwał regaty i wziął na pokład poszkodowaną dziewczynę. Akcja odbywała się w trudnych warunkach - przy silnym wietrze, podczas sztormu i w nocy. Polkę przetransportowano do szpitala, a rosyjski statek zdążył wrócić na regaty i je wygrać.

- Dla doraźnej polityki (zresztą głupiej), polskie władze dopuszczają się łamania praw człowieka i pozwalają na złamanie najważniejszej niepisanej reguły – solidarności. Solidarmości ludzi morza i udzielenia pomocy na wodzie każdemu, kto jej potrzebuje – mówi Maciej Wiśniowski, polski publicysta, kiedyś również sportowiec. - To głupie, żałosne i będziemy tego jeszcze bardzo żałować.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Muzeum Auschwitz: pokażemy wam, jak to się robi
Polskie drogi ich pokonują. Amerykanie ciągle zaliczają u nas wypadki i kolizje
Zarabiają więcej niż Polacy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz