Widgets Magazine
03:21 17 Lipiec 2019
Śpiewaczka Wiera Gran

Wspomnienie artystki wyklętej

CC BY-SA 3.0 / Jerzy Płaczkiewic / Wiera Gran
Polska
Krótki link
Weronika Książek
4285

W ostatnią sobotę obchodziliśmy 103. urodziny Wiery Gran, żydowskiej śpiewaczki z warszawskiego getta, mieszkanki mojego miasta rodzinnego, Wołomina. To postać tragiczna, unicestwiona za życia i skazana na zapomnienie z powodu oskarżeń najcięższego kalibru – o kolaborację z nazistami.

Naprawdę nazywała się Dwojra Grynberg, ale znana jest również jako Sylwia Green, Wiera Green i Mariol.

Jestem sama, ale to niekoniecznie źle. Nie przeczę, że potrzebuje ludzi, ale lepsza jest samotność niż obecność tych, których się nie szanuje. Albo do których nie ma się zaufania. Prawie każdej nowo poznanej osobie otwieram konto w moim banku duchowym: wiary, życzliwości, sympatii. Stałam się już od dawna - bankrutem. To nie przeszkadza w otwieraniu nowych kont, bez pokrycia ze strony korzystających

– w książce „Oskarżona: Wiera Gran” Agata Tuszyńska przedstawia poruszające przemyślenia z ostatnich, dramatycznie samotnych lat życia piosenkarki w Paryżu, gdzie zmarła w 2007 roku.

Dzieciństwo i lata wczesnoszkolne spędziła jednak w moim rodzinnym Wołominie, gdzie mieszkała przy dzisiejszej ulicy Warszawskiej, dawniej Pocztowej (na budynku o numerze 13 znajduje się do dziś tablica pamiątkowa).

Kiedy wybuchła wojna, przebywała we Lwowie. Już wtedy była wschodzącą gwiazdą piosenki.

Fascynowała słuchaczy pięknym, niskim, aksamitnym głosem, prostotą interpretacji, naturalnym sposobem bycia, bezpretensjonalnością. Jej repertuar był ambitny. Niebanalne teksty przeznaczone dla publiczności inteligentnej, intelektualnie wybrednej, ekskluzywnej. Reprezentowała własny styl wykonawstwa – tak pisał o niej w II tomie zbiorku esejów i szkiców „Z diariusza muzycznego" Marian Fuks.

W 1941 zamieszkała w getcie razem z matka i siostrami, gdzie występowała w kawiarniach, zresztą u boku Władysława Szpilmana, który akompaniował jej na fortepianie. Jej przyjaciele potwierdzają, że część zarobionych w ten sposób pieniędzy chętnie przekazywała na cele dobroczynne, m.in. na sierocińce. Później po wojnie to Szpilman był pierwszą z osób, które się od niej odwróciły i całkowicie wymazały z historii wspomnień o wybitnych postaciach getta.

Gran w 1942 z pomocą swojego przyszłego mężą, lekarza Kazimierza Jezierskiego, zdołała uciec na drugą stronę. Ukrywała się w jego domu w Starych Babicach, gdzie urodziła syna. Chłopiec jednak zmarł trzy miesiące po narodzinach. Po wojnie mogła wreszcie przestać się ukrywać i poślubić swojego ukochanego.

Postanowiła wrócić na scenę, jednak jak się okazało – nie było już tam dla niej miejsca. Jonas Turkow, polski aktor i reżyser oskarżył Gran o kolaborację z gestapo - na podstawie nikłych przesłanek, które nigdy się nie potwierdziły. Piosenkarka miała wydawać Żydów i pomagać gestapowcom w przesłuchaniach.

Plotkę tę chętnie powielał Szpilman, który nawet dzieląc się swoją historią na potrzeby scenariusza oscarowego „Pianisty” Romana Polańskiego, zastrzegał, że w te historii nie może być miejsca dla postaci Gran.

Artystka sama w 1945 roku zgłosiła się do prokuratury, pragnąc oczyścić się z zarzutów. I mimo że ostatecznie została uniewinniona w warszawskim procesie Centralnego Komitetu Żydów Polskich, nigdy nie udało jej się oczyścić swojego dobrego imienia.

W 1950 roku wyjechała z Polski, ale wszędzie gdziekolwiek się udała (Wenezuela, Francja, Izrael), ścigała ją przeszłość i pomówienia, a widownia bojkotowała koncerty „nazistowskiej kurwy”.

Końcówka jej życia była bardzo smutna.

Jej błyskotliwy intelekt i sprawny umysł z czasem coraz bardziej pozostawał w niewoli lęków, uprzedzeń i nieufności: nierzeczywistość stawała się rzeczywistością, a złe duchy przeszłości, mieszając się z nieliczną już garstką bliskich i życzliwych, zaczęły pukać nocą do drzwi i okien zagraconego mieszkanka przy Chardon Lagache, grożąc i przypominając o sobie - wspominał ją Jerzy Płaczkiewicz.

Dziś jej melodramatyczna historia jest inspiracją dla wielu innych artystów. W jej rolę w mistrzowski sposób wcieliła się Justyna Sieńczyłło w spektaklu warszawskiego Teatru Kamienica. Życiorys Gran stał się szerzej znany dzięki poruszającej książce Agaty Tuszyńskiej. Mieszkańcy Wołomina są z niej dumni, jednocześnie uważają, że jej twórczość jest mało popularyzowana przez miasto, domagają się festiwalu jej piosenek, i choćby… ciastka z jej imieniem, które budowałoby skojarzenia z miastem zawsze jej przyjaznym.

„Regulamin okresu wojny nie zawsze sprawdza się w czasie bez lęku” - wspominała w rozmowie z Agatą Tuszyńską osamotniona w Paryżu żydowska artystka.

Czas zagłady zburzył dawne wzory zachowań, rozluźnił obowiązujące normy moralne. Wobec nieustannego zagrożenia zmieniły się dopuszczalne granice etyki. Nie nam je sądzić. Co byś zrobił dla ratowania własnej skóry? A co dla ocalenia matki? Komu ze skazanych otworzyłbyś drzwi własnego domu, wiedząc, co ci za to grozi? Komu byś pomógł, narażając córkę lub wnuka? Wiesz? Wydaje ci się, że wiesz...

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Warszawa: podwójne obchody rocznicy powstania w getcie (wideo)
Seks, korupcja i hazard: o bohaterach getta, którzy nie uczestniczyli w powstaniu
Warszawa: uroczystości 76. rocznicy powstania w getcie warszawskim
Tagi:
oskarżenia, II Wojna Światowa, piosenkarka, wspomnienia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz