Widgets Magazine
14:41 21 Lipiec 2019
Protest nauczycieli w Warszawie. Zdjęcie archiwalne

Strajki w Polsce. PiS sam sobie ukręcił ten bat

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Polska
Krótki link
Grażyna Garboś
3204

Nie zakończył się jeszcze strajk nauczycieli, a rolnicy nie wykluczyli kolejnych protestów i oto w mediach już wrze, bo Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej rozpoczęła przygotowania do ogólnopolskiego strajku przeszło 40 tysięcy swoich pracowników.

Federacja organizowała już czarny protest, gdy pracownicy pomocy społecznej przyszli do pracy ubrani na czarno. Była także akcja oddawania krwi pod hasłem „Pomoc społeczna się wykrwawia". Ale na te formy protestu nikt nie zwrócił uwagi. A w międzyczasie ogłoszono propozycję wypłaty 500+ na pierwsze dziecko z jednoczesnym obcięciem finansowania obsługi świadczeń. Zdaniem Federacji doprowadzi to do zwolnień albo obniżenia i tak niskich pensji. A pracy będzie więcej.

Świadczenie 500+ dostarcza co roku prawie 5 mln wniosków do rozpatrzenia, a po zmianach dojdzie kolejne 2 mln. Dlatego już teraz rozpoczęto procedury strajkowe, aby na przełomie czerwca i lipca móc rozpocząć legalny strajk. I tym razem na pewno akcja nie minie bez echa, bowiem może uderzyć w 500+, sztandarowy projekt PiS-u. Dlaczego? Bo właśnie w lipcu do urzędów zaczną wpływać wnioski o wypłatę 500+ na pierwsze dziecko. Ale czy będzie komu je przyjąć?

W tym kontekście nasuwa się logiczne pytanie, czy takie kłopoty nie wpłyną negatywnie na wizerunek PiS-u, tym bardziej u progu jesiennych wyborów parlamentarnych?

Odpowiadając na to pytanie, politolog Tomasz Jankowski stwierdził, że silna propaganda partii rządzącej świetnie sobie poradzi także z tym protestem.

„Z punktu widzenia strajkujących jest to oczywiście bardzo dobry pomysł, bo na tym polega strajk, żeby pokazać swoją siłę, pokazać jak dużo od strajkujących zależy. Z tego względu może to oznaczać problemy dla formacji rządzącej, niemniej jednak propaganda PiS-u jest na tyle mocna, że bardzo szybko skieruje ostrze protestu przeciwko samym protestującym. To samo obserwujemy przy okazji strajku nauczycieli, kiedy pod ich adresem kierowane są zarzuty o opóźnienia w egzaminach i w klasyfikacji uczniów.

A przecież utrudnienia logicznie wynikają same przez się z idei strajku, bo albo on ma pokazać jakąś siłę strajkujących, albo jest zwykłą demonstracją, która niczym się nie różni od parady równości w myśl zasady: przeszliśmy sobie przez miasto i zauważcie nas. Albo jest strajk, albo jest parada”- uważa Tomasz Jankowski.

Zdaniem politologa, jeśli nawet rzeczywiście powstałyby problemy z wypłatą 500+, to pisowska propaganda potrafi to wykorzystać. Przedstawi w krzywym zwierciadle protestujących w stylu: o, zobaczcie my chcemy dać waszym dzieciom pieniądze, a złe siły nam w tym przeszkadzają…

Według Tomasza Jankowskiego strajk pracowników pomocy społecznej nie może w jakiś znaczący sposób zaszkodzić PiS-owi:

„Oczywiście pewne spadki poparcia mogą nastąpić, ale będzie to wynikać nie tyle z samego protestu, ile z powodu rozczarowania części elektoratu, grup społecznych, chcących zrealizować swoje pragnienie lepszego życia. A ambicje na to lepsze życie rozbudził w nich sam PiS. To jest ta sama pułapka, w którą wpadła ekipa Edwarda Gierka w czasach Polski Ludowej – mówiono o rosnącym poziomie życia, wszędzie była propaganda sukcesu.

Właśnie stoję naprzeciw Domów Centrum w Warszawie, gdzie kiedyś, za czasów Gierka, wisiały piękne plakaty, które głosiły o tym, jak to jest w Polsce dobrze, jak to Polak potrafi i jak wyprzedzi Zachód. W momencie, gdy państwowa propaganda mówi o takich rzeczach, ludzie zaczynają wierzyć i domagać się namacalnych dowodów na to, że rzeczywiście jest lepiej. I stąd wynikają te strajki z żądaniami - teraz nauczycieli, za chwilę pracowników socjalnych, a przecież wcześniej mieliśmy strajki pracowników sądowych, policjantów. I służba więzienna szykowała się do protestów. To już się dzieje samo przez się" - uważa Jankowski.

Jak rząd daje jednej grupie, to każda kolejna liczy na to samo. PiS sam sobie ukręcił bat- podkreśla politolog.

Tomasz Jankowski zwrócił uwagę, że znaczne spadki poparcia partii politycznych bardzo często wiążą się z przypadkowymi sytuacjami, które teoretycznie nie mają bezpośredniego związku z samą polityką, z rządzeniem. Spadek poparcia dla Platformy Obywatelskiej w sondażach rozpoczął się właśnie od słynnych taśm i wcale nie dlatego, że na tych taśmach były udokumentowane przestępstwa. Politycy po prostu wyrażali się w sposób, delikatnie mówiąc, nieparlamentarny. I to było wystarczającym powodem.

„Naprawdę, do wyborów może się wydarzyć jeszcze bardzo dużo rzeczy, które faktycznie wpłyną na spadek poparcia dla PiS-u” – uważa politolog.

„Co prawda, ten spadek już jest faktem. Ciężko jest temu zaprzeczyć. Ta partia miała przecież kiedyś 45-48%, a dzisiaj 35-40%. Zwróćmy uwagę na ubiegłoroczne wybory samorządowe. Otóż sondaże twierdziły o 35-38 procentach poparcia. Podczas gdy w tych wyborach okazało się, że PiS uzyskał bodajże 33 %. Trzeba pamiętać, że partia rządząca też jest zazwyczaj przeszacowana. Po pierwsze, dlatego, że część „sondażowni” jest kontrolowana przez państwo, przez partię rządzącą. A drugą przyczyną jest to, że generalnie wyborca lubi się utożsamiać ze zwycięzcą, a dzisiaj zwycięzcą jest Prawo i Sprawiedliwość, i wyborcy będą w sondażach i rozmowach częściej się przyznawać do głosowania na PiS, niż rzeczywiście głosować na tę partię.

Oprócz tego, mniej więcej połowa wyborców podejmuje realną decyzję tuż przed wejściem do lokalów wyborczych. Jest to wybór emocjonalny. Nikt mnie nie przekona, że ktoś był w stanie przeczytać programy wszystkich partii politycznych idąc do lokalu wyborczego. Ludzie wiedzą to, co im się przekazuje w mediach na bardzo ogólnikowym poziomie. Często na opinie elektoratu wpływają informacje o życiu prywatnym kandydatów – że Jarosław Kaczyński nie ma żony i ma kota, a Tusk miał dziadka w Wehrmachcie…To absolutnie nie ma nic wspólnego z walorami tych ludzi jako polityków i jest przykre z ich perspektywy, z perspektywy partii, że tak się dzieje. Jest też przykre z perspektywy w ogóle obywatela, który chce świadomie uczestniczyć w życiu społecznym, bo taki stan rzeczy oznacza, że demokracja jest pustym frazesem i nie wiąże się tak, jak chciał na przykład Karol Marx, z głosowaniem zgodnie z interesem ekonomicznym. Tak, niestety, nie jest” - konkluduje politolog Tomasz Jankowski.

Zobacz również:

Polak oskarżony o namawianie do terroryzmu
Wiosna nie stworzy koalicji z KE
Piskorski – rozprawy nie utajnią, ale jej nie będzie
Tagi:
Polska, strajk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz