Widgets Magazine
22:55 22 Sierpień 2019
Lider polskiej partii Wiosna Robert Biedroń

„Płakałem w nocy”. Oskarżenia o mobbing w partii Biedronia

© AP Photo / Czarek Sokolowski
Polska
Krótki link
Antonina Świst
3419

Młody działacz z Lublina, Przemysław Stefaniak, długo ukrywał swoje dylematy, w końcu zdecydował się pójść ze sprawą do mediów. Oskarżył jedną z koordynatorek regionalnych struktur o znęcanie psychiczne. Kierownictwo partii na razie komentuje sprawę ostrożnie: wszystko jest wyjaśniane.

„Nie ma miejsca w takim ugrupowaniu jak Wiosna na żaden mobbing. Sprawa jest wyjaśniana” - tak Krzysztof Śmiszek skomentował w Polsat News medialne doniesienia o zastraszaniu i poniżaniu jednego z lubelskich działaczy.

Portal wPolityce.pl opisał w czwartek 9 maja wyznanie opublikowane na Facebooku przez Przemysława Stefaniaka, tegorocznego maturzystę i byłego już działacza partii Biedronia. Stefaniak przytoczył kilka skandalicznych zachowań koordynatorki regionalnej, Moniki Pawłowskiej, która według relacji chłopaka miała zachowywać się jak despotka. W dodatku pomimo zgłaszania kierownictwu wulgarnego i aroganckiego zachowania działaczki, „góra” partii przez długi czas, wbrew temu, co twierdzi partner Roberta Biedronia, nie reagowała.

„To moja historia, historia o tym, jak byłem mobbingowany. Dwa tygodnie temu pisałem w tej sprawie do Krzysztofa Śmiszka. Powiedział mi, że ztego, co wie, to nie ma w Wiośnie procedur antymobbingowych i skierował mnie do mojej koordynatorki. Odpisałem mu, że sprawa dotyczy właśnie tej koordynatorki. Poradził mi, bym napisał więc do koordynatora młodzieżówki Wiosny. Ta odpisała mi z kolei, że nie może się tym zająć” - opisuje na Facebooku Stefaniak, odsyłany od jednej instancji do drugiej. I tu wersje wydarzeń się rozjeżdżają: Krzysztof Śmiszek bowiem zapewnia, że pokrzywdzony działacz nigdy nie zwrócił się do niego po pomoc. Nie trzeba więc być Sherlockiem Holmesem, żeby stwierdzić, iż któryś z tej dwójki nie mówi prawdy.

To, co opisuje Przemysław Stefaniak, wieje grozą. Represje miały go spotykać na przykład za nie dość szybkie podanie ręki koordynatorce. Dostawał też publiczny „ochrzan” za rzeczy, za które nie był bezpośrednio odpowiedzialny. Koordynatorka miała rzucać przekleństwami, była opryskliwa.

„W prywatnych rozmowach o nas - młodzieżówce mówiła per ‘pierdolona dzieciarnia’, bo nie realizowaliśmy targetów zbierania podpisów dla osób do europarlamentu. A poza tym przecież to wszystko jest „i tak na pokaz, więc po co my się kurwa żalimy” - pisze Stefaniak, dodając, że ostatecznie jego zgłoszenie trafiło na biurko dobrego znajomego kobiety. Dlatego zdecydował się odejść z partii i nagłośnić sprawę w internecie.

Nie łudźmy się, takie zachowania przełożonych to standard w wielu firmach czy organizacjach. Szczególnie wyraźnie jednak widać ogrom hipokryzji tam, gdzie na sztandarach ma się równość i tolerancję. Czy ten incydent zaszkodzi partii Biedronia, przekonamy się wkrótce.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Paczkomaty SwipBox w Biedronce poważną konkurencją dla InPostu?
Timmermans woli Biedronia?
Mroczna przeszłość Roberta Biedronia
Tagi:
Polska, Robert Biedroń
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz