01:34 19 Czerwiec 2019
Premier Polski Mateusz Morawiecki

PiS: klątwa „ostatniego tygodnia”

© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Polska
Krótki link
Tomasz Dudek
3130

Politycy zawsze walczą o głosy do ostatniej chwili. Prawo i Sprawiedliwość w 2015 przełamało wieloletnie pasmo wyborczych klęsk. Mimo to pewnym stałym zjawiskiem, na które zwraca uwagę wielu komentatorów życia politycznego jest fakt, że dla tej partii zawsze ostatni tydzień kampanii okazuje się wyjątkowo trudny.

Wtedy polityczni adwersarze odpalają najgorętsze bomby.

Poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza” doniosła o wrocławskiej inwestycji małżeństwa Morawieckich. Premier zapowiedział pozew i zapewnił, że gazeta pominęła wiele szczegółów zakupu kościelnej działki, które nie pasowały jej do tezy. Centrum Informacyjne Rządu podało, że premier nie dopuścił się w żadnym wypadku złamania prawa. Jednak nawet, jeżeli Morawiecki wygra to starcie z redakcją „GW”, to niekoniecznie będzie w ostatnim tygodniu przedwyborczym „bezpieczny”. Na pewno będzie zmuszony jeszcze, z co najmniej kilku rzeczy się wytłumaczyć.

20 maja premierę ma książka Piotra Gajdzińskiego „Delfin”, o której już wiadomo, że zdradzi sensacyjne kulisy współpracy obu panów w banku BZ WBK. Autor zarzuca Mateuszowi Morawieckiemu między innymi zatajenie odprawy, którą rzekomo miał dostać przechodząc w 2015 roku z sektora bankowego do rządu PiS. Odprawa, jak zapewnia były rzecznik banku, czeka na specjalnym koncie na moment, aż Morawiecki odejdzie z polityki i nie będzie musiał składać oświadczeń majątkowych. Wtedy będzie mógł z niej skorzystać. Centrum Informacyjne Rządu tej informacji nie zaprzeczyło.

Gajdziński sugeruje, że premier nie cierpi, gdy mówi się publicznie o jego niemałym majątku i ówczesnych wysokich zarobkach, ponieważ nie przysparza mu to sympatii w PiS. W książce mowa jest również o rzekomym kupowaniu przez premiera nieruchomości na podstawione osoby (wątek ten przewija się już w taśmach z „Sowy i Przyjaciół”), a także udzielenia przez jego bank ogromnego kredytu na działalność żony – Iwony Morawieckiej. Z pewnością data premiery publikacji nie została wybrana przypadkowo.

Ale nie tylko wokół osoby premiera atmosfera w ostatnim tygodniu robi się coraz bardziej napięta. Okazało się, że „piątka Kaczyńskiego” niekoniecznie przekonała wyborców, a strajk nauczycieli nie przysporzył rządowi sympatii. Dlatego też w ostatniej chwili sięgnięto po desperacki krok: kolejne obietnice dopłat (tym razem dla niepełnosprawnych dorosłych) i skrócenie uczniom roku szkolnego.

PiS-owi notowania znacznie spadły również w ostatnim okresie kampanii samorządowej w ubiegłym roku. W stolicy Patryk Jaki przegrał z Rafałem Trzaskowskim w pierwszej turze, choć wydawało się, że radzi sobie nieźle. Wyborcy przebaczyli mu nawet niefortunny spot z czeską Pragą w tle zamiast warszawskiej.

Ale zgubiło go strzelanie w warszawiaków coraz bardziej egzotycznymi pomysłami: najpierw zaprojektował na mapie 4 linie metra, później „dzielnicę biznesu”, wreszcie dokooptował do swojej ekipy nielubianego Piotra Guziała. Również w Lublinie kandydat PO Krzysztof Żuk na finale kampanii pozwał w trybie wyborczym konkurenta z PiS za niefortunne wypowiedzi mające nastraszyć mieszkańców zalewem islamskich imigrantów. W ostatniej chwili zaś kraj zalała fala plakatów z nośnymi hasłami zaczynającymi się od „PiS wziął miliony...”.

Podobny schemat miał miejsce przy okazji wyborów parlamentarnych w 2007 oraz w 2015 roku. Dwanaście lat temu na finiszu PiS zaatakował agresywnym spotem „Mordo ty moja”, zaś cztery lata temu – łagodniejszym, choć również mocnym „Wszyscy ludzie Ewy Kopacz”.

Jak twierdził wówczas doktor Jacek Sokołowski z Centrum Badań Ilościowych nad Polityką Uniwersytetu Jagiellońskiego, najczęściej kampania wyborcza brutalizuje się pod koniec.

„W każdej kampanii mamy trzy fazy komunikacji – budowanie rozpoznawalności, kreowanie pozytywnego wizerunku i emocji kojarzonych z daną partią, czy konkretnym kandydatem, i wreszcie fazę konfrontacji. Na tym ostatnim etapie konkurenci bazując na kapitale, jakim jest rozpoznawalność i sympatia zdobyte wcześniej, starają się wykazać, że są lepsi od przeciwnika” – powiedział politolog zaznaczając, że PiS w ostatnim czasie i tak już zaczęło wyciągać wnioski ze swoich porażek.

Kampania prezydencka Andrzeja Dudy według niego przyniosła PiS pewne „odczarowanie”. Wyborcy zdecydowanie wolą, gdy PiS występuje spokojnie i merytorycznie. Niestety partia ta ma tendencję do „tracenia” głowy w ostatnich dniach przed wyborami: jak na przykład w 2010 roku, gdy Jarosław Kaczyński przed wyborami prezydenckimi przyznał, że od początki kampanii „był na proszkach”, a także w 2005 roku, gdy w ostatniej chwili „odpalono” Donaldowi Tuskowi pamiętnego „dziadka z Wehrmachtu”.

Napięcie z pewnością będzie rosło. Ataki zogniskują się wokół książki o premierze i wokół socjalnych propozycji PiS. Opozycja będzie starała się pokazać rozdźwięk pomiędzy poziomem życia zwykłego obywatela a polityków z obozu dobrej zmiany. PiS nadal ma w sondażach szansę na samodzielne rządy, wszystko zależy od tego, czy nie da się konkurentom sprowokować i czy do najbliższej niedzieli wytrzyma bez eksponowania niepopularnych i nieprzewidywalnych osób.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Kaczyński może stracić władzę? PiS może przegrać wybory
„Super Express” ujawnia tajny plan Korwina-Mikkego. Chce sojuszu z PiS
PiS „potrafi rządzić i ma na to środki”?
Tagi:
Mateusz Morawiecki, Gazeta Wyborcza, PiS, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz