Widgets Magazine
19:55 17 Październik 2019
Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Miłość w odcieniu bolszewickim? Polska krucjata przeciwko wszystkiemu, co rosyjskie

© Zdjęcie : Ariadna Rokossowska
Polska
Krótki link
121445
Subskrybuj nas na

Europejska Noc Muzeów, akcja ciesząca się wielką popularnością, w Gdańsku z imprezy budzącej tylko pozytywne uczucia przekształciła się w skandal. Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Karol Nawrocki postanowił walczyć z bolszewizmem rzekomo propagowanym w rosyjskiej piosence z lat wojennych „Ciemna dziś noc”.

Nic w zasadzie nie zapowiadało katastrofy. W celu uatrakcyjnienia Europejskiej Nocy Muzeów w gdańskiej placówce do udziału w projekcie został zaproszony muzyk Piotr Kosewski z „Kapelą podwórkową”. Muzycy mieli zaprezentować sześć recitali z piosenkami z okresu II wojny światowej. Po czwartym, w czasie wykonywania piosenki „Ciemna dziś noc” nieoczekiwanie występ przerwał dyrektor muzeum Karol Nawrocki, dopatrując się bolszewickiej propagandy zapewne w takich słowach utworu:

„Jakże bym chciał,

Gdy tak płaczesz, scałować te łzy,

Jakże bym chciał

Właśnie teraz przytulić czule…”

Warto przypomnieć, że autorem tekstu piosenki z 1943 roku „Tiomnaya Noch" jest Władimir Agatow, przełożył go na polski Julian Tuwim, bynajmniej nie bolszewik. Muzykę skomponował Nikita Bogosłowski. Piosenkę wykonywała w przeszłości między innymi Wiera Gran, Chór Czejanda, Mieczysław Fogg.

Zobacz też: Polscy górale śpiewają w moskiewskim parku (wideo)

W związku z tak gwałtowną reakcją pana Nawrockiego nasuwa się logiczne pytanie: czy dyrektor placówki muzealnej, w której odbywał się występ, nie wiedział, jakie utwory będą wykonywane? Dyrektor twierdzi, że nie wiedział o planowanym zaśpiewaniu tej piosenki, o czym gromko oświadcza na portalach społecznościowych. Z kolei Piotr Kosewski przedstawia inną wersję wydarzeń, nie tylko na portalach. Dodatkowo wysłał on list do Karola Nawrockiego, wyjaśniając mu błędność traktowania piosenki „Ciemna dziś noc” jako utworu propagującego bolszewizm. Dołączył też korespondencję mailową prowadzoną przez niego z pracownikami muzeum oraz oficjalną, potwierdzoną listę utworów.

W rozmowie ze Sputnikiem Piotr Kosewski wyjaśnił:

Nie opublikowałem tych maili, bo nie chcę, żeby pracownik muzeum, który zachował się wobec nas bardzo w porządku, miał jakieś nieprzyjemności. Całą korespondencję załączyłem do wglądu pana dyrektora i dokładny załącznik zatwierdzonych utworów. Lista przedstawiona przez pana dyrektora, to jest jakaś kpina. Niektóre tytuły widziałem po raz pierwszy w życiu. Z tego, co podał na swojej stronie, zgadzały się tylko dwie piosenki. Ja nie miałem nawet możliwości skomentowania tego, ponieważ on zablokował wszelkie komentarze. A chętnie bym umieścił pod spodem swoją listę. Ja mam na to dokumenty, że wszystko odbyło się za zgodą muzeum - podkreślił muzyk.

Jednocześnie zaznaczył, że oczywiście nie wie, jak była podejmowana decyzja, jak to się odbywało. Na umowie widnieje podpis wicedyrektora muzeum. Ale nawet, jeśli Karol Nawrocki o tym nie wiedział, to zdaniem Piotra Kosewskiego, można było w sposób kulturalny załatwić tę sprawę – nie przerywać występu, nie krzyczeć, nie być chamskim. Można było po wykonaniu piosenki przedstawić swoje stanowisko, a nie wypraszać muzyków.

„Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dyrektor nie jest w stanie załatwiać wszystkiego, bo od tego też ma swoich pracowników i wydaje mi się, że musi im ufać, że wykonują dobrze swoją pracę. A przecież nikt z nich nie dopatrzył się w tym utworze „sowieckiej propagandy”. Ale wszystko jedno absolutnie nie zgadzam się z określaniem tej piosenki mianem „bolszewickiej”. To nie jest zgodne z prawdą, o tym napisałem w liście do pana dyrektora. Ten liryczny utwór o miłości i tęsknocie nie ma w sobie nic z ideologii. Nie rozumiem tego zajścia. Zachowanie pana Nawrockiego dziwi tym bardziej, że jest z wykształcenia historykiem” – dodał Piotr Kosewski.

W kontekście konfliktu w gdańskim Muzeum II Wojny Światowej nasuwa się mimo woli pytanie, jakie utwory jako następne zostaną zaszufladkowane jako propagujące wrogą ideologię? Może tak lubianego w Polsce Bułata Okudżawy „Ballada o żołnierskich butach”, a może ballada z filmu „Czterej pancerni i pies”?

„Nie wiadomo, jak daleko zajdzie paranoja PiS-u. Akurat czytałem artykuł o tym, że w Łodzi radny PiS-u zaatakował jakąś instytucję, że grali Szostakowicza… Ja nie zgadzam się na taki stan rzeczy. A wracając do naszej sytuacji, to dyrektor Nawrocki dostanie mój list i od momentu otrzymania ma trzy dni na sprostowanie i przeprosiny całego zespołu. Zobaczymy, co zrobi, czy potraktuje to poważnie. Czy nie?”-  powiedział na zakończenia muzyk Piotr Kosewski.

Wymownym podsumowaniem konfliktu jest wpis znanego dziennikarza Konrada Piaseckiego:

„Owszem, piosenka pochodzi z radzieckiego filmu wojennego, ale jest liryczna, zero w niej ideologii. Zdroworozsądkowo uznawałbym jednak, że miłość, nawet wśród obywateli ZSRR, niekoniecznie musi mieć bolszewicki odcień”.

Zobacz również:

Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
Premier Morawiecki oskarżony o antysemityzm
Tagi:
komunizm, II Wojna Światowa, Gdańsk, ZSRR, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz