Widgets Magazine
12:54 22 Październik 2019
Palec przy ustach

Cisza wyborcza to dla Polaków błogosławieństwo

© Depositphotos / Rev_leha
Polska
Krótki link
Autor
5151
Subskrybuj nas na

67 procent badanych w sondażu pracowni SW Research dla „Rzeczpospolitej” stwierdziło, że zakaz agitacji tuż przed głosowaniami bardzo im się podoba. Ciszę popierają głównie młode kobiety – to one mają dość agresywnych politycznych ataków. Co roku słychać zresztą opinie o tym, że taki odpoczynek od życia politycznego należałoby wprowadzać częściej.

Instytucja „ciszy wyborczej” funkcjonuje w Polsce od 1991 roku. Dotyczy ostatnich 24 godzin kampanii wyborczych i referendalnych. Nie wszystkie państwa ją stosują. Na przykład zwyczaju takiego nie mają Niemcy ani Stany Zjednoczone. W 1992 r. Sąd Najwyższy USA orzekł, że cisza jest niezgodna z konstytucją, jednak nie zezwolił na wieszanie plakatów i otwartą agitację w ramach komisji wyborczej właściwej dla konkretnego polityka (wolno prowadzić kampanię na sąsiednim terenie).

W Polsce obywatele, bombardowani politycznym przekazem przez 24 godziny na dobę, tęsknią za chwilą wytchnienia. Ale cisza wyborcza nie podoba się mediom (już od piątku wieczorem dziennikarze skarżą się w mediach społecznościowych na to, że nie mogą znaleźć sobie miejsca) i – co zrozumiałe – politykom. Ci chcieliby przykręcać śrubę do ostatniej chwili. Eksperci mają do ciszy ambiwalentny stosunek. Tygodnik „Do Rzeczy” zapytał doktora Piotra Zakrzewskiego, politologa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, co zmieniłby w obowiązujących przepisach, gdyby miał taką możliwość.

- W wielu krajach, w których oficjalnie ciszy wyborczej nie ma, panuje dżentelmeńska umowa pomiędzy głównymi siłami politycznymi startującymi w wyborach dotycząca tego, że kampanię prowadzimy do określonego momentu, a potem jest faktyczna cisza wyborcza. To oznacza, że formalnie jej nie ma, ale w rzeczywistości jest  - odpowiedział ekspert. - W mojej ocenie jest potrzebna, ale zostawiłbym ją w okrojonej postaci. Bez zmian pozostawiłbym zakaz agitacji wyborczej, ale zezwoliłbym na publikację sondaży.

Pamiętajmy, że za naruszenie zakazu może grozić nawet milion złotych grzywny! I najwyższy jej wymiar grozi właśnie za publikację sondaży!

Według Leszka Jażdżewskiego, redaktora naczelnego „Liberte!”, który kilka tygodni temu wygłosił „support” do przemówienia Donalda Tuska na UW – polscy dziennikarze przesadzają z przestrzeganiem ciszy i wręcz boją się wymieniać nazwiska polityków w publikacjach. Według niego to absurd, bo prawo aż tak restrykcyjnego podejścia nie wymaga. „To jest dość zabawne jak na dwa dni zamiera komentowanie polityki, choć ustawa zabrania tylko agitacji i publikowania sondaży. Strach ma wielkie oczy” - stwierdził Jażdżewski w Twitterze.

Ale jak widać, „zwykłym” obywatelom podoba się taka higiena psychiczna. W sondażu SW Research wśród zwolenników ciszy 71 procent stanowiły kobiety – najczęściej młode, z większych ośrodków i stosunkowo zamożne.

- Wraz ze wzrostem wieku spada odsetek osób popierających ciszę wyborczą - z 73 proc. w najmłodszej grupie, do 64 proc. w grupie najstarszej. Zwolennikami ciszy wyborczej są też częściej osoby o wykształceniu średnim (70 proc.), dochodzie netto 2000-3000 zł (68 proc.) oraz badani z miast od 20 do 90 tys. mieszkańców (71 proc.) - powiedział mediom Piotr Zimolzak z cytowanej sondażowni.

A gdyby tak „cisza polityczna” obowiązywała na przykład jeden dzień w tygodniu? W każdym tygodniu?

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Iran: Wyślemy amerykańskie okręty na dno
Tagi:
Parlament Europejski, Polska, wybory
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz