00:35 09 Grudzień 2019
Prezydent Polski Andrzej Duda i prezydent USA Donald Trump

Warszawa ma wielkie plany. Najważniejsze, żeby Waszyngton nie przeszkodził

© REUTERS / Kevin Lamarque
Polska
Krótki link
Autor
151150
Subskrybuj nas na

Po oficjalnej wizycie Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych Donald Trump ogłosił, że podpisał dodatkową umowę na zakup przez Polskę dwóch miliardów metrów sześciennych amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego o wartości około ośmiu miliardów dolarów.

Nowa umowa stała się organiczną kontynuacją warszawskiej polityki uniezależnienia od rosyjskiego gazu. W tym roku polska spółka PGNiG podpisała szereg umów z firmami amerykańskimi w tym celu. Między innymi w październiku 2018 roku podpisano długoterminową umowę z Venture Global LNG na okres dwudziestu lat na dostawę dwóch milionów ton LNG (około 2,7 miliarda metrów sześciennych po regazyfikacji) rocznie. Kolejnym ważnym porozumieniem jest 24-letni kontrakt podpisany w listopadzie z Cheniere Marketing International, który przewiduje, że Polska otrzyma około 0,73 miliarda metrów sześciennych gazu po regazyfikacji w latach 2019-2022 i około 39 miliardów metrów sześciennych w latach 2023-2042 (około 1,95 miliard metrów sześciennych rocznie).

Kluczową datą wszystkich umów jest 2023 rok, kiedy Warszawa liczy na całkowite zastąpienie rosyjskich dostaw gazu, ponieważ w 2022 roku wygasa długoterminowa umowa z Gazpromem. Na pierwszy rzut oka przejście z gazu rurociągowego do droższego LNG wygląda jak rażący strzał w stopę. Oświadczenie szefa PGNiG Macieja Wożniaka sprzed ponad sześciu miesięcy, że amerykański LNG będzie dla Polski o prawie jedną trzecią tańszy niż z Gazpromu nie przekonało ekspertów, którzy uważali to za kłamstwo. Jednak w umowach z Amerykanami widać strategiczne plany Warszawy, które jeśli zostaną wdrożone, to obiecują poważne korzyści.

Najważniejsze jest to, że Polska stara się zostać niezależnym graczem na rynku LNG. Umowy ze Stanami Zjednoczonymi przewidują warunek Free on Board, co oznacza, że PGNiG staje się właścicielem surowców podczas załadunku na tankowiec i nie ma warunków, że zostanie on dostarczony specjalnie dla polskich konsumentów. To znaczy, że teoretycznie firma może sprzedawać nabyty LNG w dowolnym miejscu na świecie, w tym na rynkach azjatyckich premium.

Na papierze projekt naprawdę wygląda dość dobrze, nie można tego odmówić polskim władzom i PGNiG. Istnieją jednak dwa niuanse.

Pierwszy jest czysto ekonomiczny. Nawet jeśli PGNiG uda się stworzyć z powodzeniem funkcjonujący system reeksportu dla amerykańskiego LNG, nie rozwiąże to problemów ze wzrostem krajowych cen gazu. To z kolei wprowadzi dylemat: albo subsydiować odbiorców gazu (przede wszystkim przemysł), albo zmierzyć się ze spadkiem konkurencyjności polskich produktów.

Drugim słabym punktem jest polityka. Łatwo jest planować podbój globalnego rynku LNG, ale rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna i surowa. Obecna administracja USA jest niezwykle skrupulatna w kwestii nawet stosunkowo niewielkich źródeł dochodów i wsparcia dla gospodarki narodowej. Sześć miesięcy temu Amerykanie popchnęli Koreańczyków południowych do zwiększenia kosztów utrzymania swojej armii, a na ogólną skalę mówiono o stosunkowo niewielkich pieniądzach - około 850 milionów dolarów, jednak był to wzrost o 8,2 procent, a umowa została zawarta tylko na jeden rok. To oznacza, że wkrótce Waszyngton ponownie przyjdzie po duszę Seulu i będzie żądał dodatkowych funduszy.

W tej sytuacji nadzieje Warszawy na skuteczną grę na rynku LNG mogą okazać się zbyt optymistyczne - jest to zbyt ważny obszar dla samych Amerykanów. Pół roku temu ambasador USA w Warszawie Georgette Mosbacher powiedziała, że Polska stanie się centrum reeksportu amerykańskiego LNG „w regionie”. W tamtym czasie jej oświadczenie było uważane za kolejne potwierdzenie planów polskiego przywództwa w odniesieniu do LNG i wsparcia, jakie uzyskało w Waszyngtonie. Być może jednak słowa ambasador to nie tylko aprobata polskich zamiarów, ale także oficjalne ustanowienie „flag”, poza które Warszawa nie może wykroczyć.

Pozostaje wielkie pytanie, czy rynki polskich sąsiadów będą w stanie zrekompensować koszty przejścia kraju z „autorytarnego” rosyjskiego gazu na „wolny” amerykański.

Zobacz również:

MQ-9 Reaper w Polsce: czym odpowie Rosja
Polska królową śmieci
Polska kupi więcej skroplonego gazu z USA
Samoloty F-35 dla Polski to intratny interes... dla Amerykanów
Tagi:
Waszyngton, USA, Polska, LNG, gaz
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz