Widgets Magazine
13:42 16 Październik 2019
Amerykański myśliwiec F-35

F-35 to luksus, na który Polski nie stać

© Zdjęcie: Heath Cajandig
Polska
Krótki link
F-35 dla Polski (23)
148015
Subskrybuj nas na

Pomnóżmy 89,2 miliona dolarów (cena jednego myśliwca) razy 32. Bo właśnie tyle myśliwców zamierza kupić Andrzej Duda za pieniądze z… no właśnie, skąd? Tego do końca nie wiadomo.

Wiadomo tylko, że polskie Ministerstwo Obrony Narodowej nie dysponuje wystarczającymi środkami. Jak zatem prezydent zamierza tego dokonać? Wyjmijmy kalkulator.

Deklaracja prezydenta Dudy o zakupie 32 samolotów zdaje się być deklaracją na wyrost, a cała sytuacja przypomina tę z zakupem rakiet Patriot. Na samym początku negocjacji Polacy deklarowali, że kupią ich aż osiem. Ostatecznie stanęło na dwóch, zaś koszty tej transakcji i tak okazały się dla kraju nad Wisłą przytłaczające.

Obietnica, którą złożył 12 czerwca Andrzej Duda Donaldowi Trumpowi prawdopodobnie da się jeszcze cofnąć. Jeśli w najbliższych wyborach prezydenckich Duda polegnie z kretesem, będzie to dość łatwe. Jeśli wygra na drugą kadencję, już mniej – ale transakcję będzie można odwlec w czasie. Tymczasem „na papierze” wygląda ona bardzo efektownie w okresie przedwyborczym.

Koszt jednego supersamolotu wynosi 89,2 miliona dolarów (to tylko koszt „gołej” maszyny, bez broni oraz wsparcia technicznego). Jeśli Polska chciałaby do sprawy podejść poważnie, musiałaby wydać dużo więcej – na jeden doposażony już samolot zapłaciłaby około 100 milionów dolarów, plus dwa razy tyle na potrzebną infrastrukturę naziemną. W przeciwnym razie maszyna byłaby jak pociąg Pendolino wypuszczony na stare zardzewiałe tory – nie mógłby rozwijać swoich możliwości. A te są ogromne. Eksperci zgodnie twierdzą, że F-35 to świetny, nowoczesny sprzęt… zupełnie nieprzystosowany do realiów polskiej armii: niedoposażonej, korzystającej ze sprzętów pamiętających jeszcze Polskę Ludową.

Przewaga F-35, czyli samolotów piątej generacji nad na przykład czwartogeneracyjnymi F-16 polega na tym, że zdejmuje z pilota ciężar decyzji o manewrach. Nowe samoloty wykorzystują sztuczną inteligencję – komputer sam proponuje rozwiązania człowiekowi siedzącemu za sterami. Takie maszyny mają nasi bogatsi europejscy sąsiedzi: Norwegia, Holandia, Wielka Brytania, Włochy.

Reasumując: jeden samolot to nie 90 mln dolarów, ale 300. A 300 milionów razy 32? Wiadomo, że ta bajońska suma znajduje się poza zakresem MON. Co mówi na ten temat ekspert wojskowy Mariusz Cielma? Porównuje naszą transakcję do transakcji zakupu 34 samolotów przez Belgię. I wychodzi mu, że Polska wyda na myśliwce o wiele więcej, mimo że kupi o dwie maszyny mniej. Dlaczego?

Godzina lotu F-35 kosztuje 40 tys. dol. (150 tys. zł). Dopiero w 2025 r. producent przewiduje, że koszty zmniejszą się do 25 tys. dol. (94 tys. zł) ze względu na lepsze wdrożenie ich do służby. To jednak nie wszystko, bo trzeba będzie jeszcze zmodernizować bazy. Belgowie wydadzą na to 350 mln euro (blisko 1,5 mld zł). Nas to raczej będzie więcej kosztować – powiedział w rozmowie z dziennikarzem money.pl.

„Belgowie będą modernizować swoje bazy samolotów F-16, by były gotowe obsłużyć F-35. W naszym przypadku trzeba będzie dostosowywać do supernowoczesnych maszyn postsowieckie bazy starych, rosyjskich samolotów bojowych. To też nie koniec. Oprócz baz i samolotów trzeba mieć jeszcze pilotów tych latających komputerów. Przeszkolenie jednego pilota to koszt rzędu 10 mln dol. (ok. 38 mln zł). Według norm NATO na jeden samolot musi przypadać co najmniej 1,5 pilota. Co więcej, każdy z nich powinien w roku wylatać 160 godzin. Jak się to wszystko zsumuje, to dopiero widać co przed nami. Stosując normy NATO, powinniśmy mieć zatem co najmniej 48 pilotów. Ich szkolenie będzie kosztować 1,8 mld zł. Zapewnienie tylko jednemu z nich odpowiedniej, rocznej liczby godzin w powietrzu w tych samolotach – to kolejne 24 mln zł. Loty wszystkich 48 pilotów kosztować będą rocznie ponad miliard złotych. W perspektywie wielu lat służby oznacza to potężne wydatki”.

Cielma jest zwolennikiem obecności amerykańskich wojsk w Polsce i zacieśniania współpracy sojuszniczej z USA. Mimo to bez ogródek punktuje słabości planu Andrzeja Dudy.

Z jeszcze innej strony temat rozpracował były komendant WSO Sił Powietrznych w Dęblinie, ekspert Fundacji Stratpoints, generał brygady Jan Rajchel:

Polska nie jest przygotowana na przyjęcie tych maszyn. 10 lat temu powstawało konsorcjum państw uczestniczących w programie budowy F-35. Od tego czasu przygotowywały się, tworząc infrastrukturę m.in. dowodzenia, rozpoznania, gromadzenia danych niezbędnych do efektywnego wykorzystania tej maszyny. My robimy odwrotnie – planujemy zakup i wyszkolenie pilotów, ale nie wiemy, co dalej będziemy robić.

Z supermaszynami jest jeszcze jeden kłopot, na który zwraca uwagę gen. Rajchel. Według niego polska armia niekoniecznie akurat tego samolotu potrzebuje.

„W wariancie najgorszym, czyli wybuchu wojny, polskie Siły Powietrzne przez jakiś czas będą musiały same się bronić. Czy do takich działań jest potrzebny F-35? To nie jest dobry myśliwiec, a do tego gorzej uzbrojony niż np. F-16. To samolot do przełamywania obrony powietrznej przeciwnika, czyli do działań ofensywnych. Osobiście wątpię, abyśmy dokonali ataku wyprzedzającego. Zatem w pierwszej fazie wojny możemy utracić przewagę w powietrzu”.

Mimo to entuzjazm szefa MON nie słabnie:

Tematy:
F-35 dla Polski (23)

Zobacz również:

Andrzej Duda o F-35: Musimy jakoś wejść do tej kolejki
Duda-Trump: postęp ws. F-35, wizy i ustawa 447
F-35: Polska kupuje kota w worku
„Widzieliśmy prezydenta Dudę, który radośnie machał, jak mały chłopiec, przelatującemu F-35”
Tagi:
koszty, Andrzej Duda, zakup, F-35, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz