23:35 15 Listopad 2019
Ludzie ze smartfonami na koncercie

Zielone światło dla uzależnionych od smartfonów Polaków

© Sputnik . Maksim Blinow
Polska
Krótki link
Autor
339
Subskrybuj nas na

Polskie miasta zalewa fala cyfryzacji. Jest coraz więcej darmowych hotspotów Wi-Fi, zyskują na popularności uliczne kamery online, podobnie jak routery z aplikacją, aby optymalnie obliczyć czas w podróży. Jednak w Warszawie posunięto się jeszcze dalej: na chodniku na jednej z ulic pojawił się specjalny pas dla uzależnionych od smartfonów.

Smartfonomaniak czy dostawca pizzy?

Dodatkowy pas, przeznaczony dla tych, którzy nawet na drodze ciągle są wpatrzeni w swoje smartfony, pojawił się niedaleko centrum Warszawy na ulicy Nowowiejskiej. Nie jest go trudno znaleźć: sylwetka zgarbionego człowieka z telefonem w rękach i pionowa linia obok podpowiedzą właścicielom smartfonów, że znaleźli się na właściwej drodze.

Zobacz też: Badanie potwierdziło: smartfony niebezpieczne dla psychiki dzieci

Jednak znajdująca się w bezpośrednim sąsiedztwie ścieżka rowerowa przeciwnie – wprowadzi nerwową atmosferę. Warszawiacy, którzy już przetestowali tę nowinkę, mają mieszane uczucia. Jedni twierdzą, że istnieje duże ryzyko tego, że idący w różnych kierunkach „smartfonomaniacy” zderzą się. Innych niepokoi bliskość ścieżki rowerowej. Jeszcze ktoś inny jest zadowolony z inicjatywy, ale apeluje o uwagę i odrywanie oczu od ekranu telefonów.

Co prawda, pojawiają się też wątpliwości co do samego pomysłu jako takiego. – Trochę myli mnie obrazek na chodniku. Myślałam na początku, że to ktoś niosący ciepłe jedzenie, może dostawca pizzy. A on w dłoni trzyma telefon, który mocno świeci. Według mnie lepiej byłoby starać się oduczyć takiego zachowania, a nie ułatwiać je – pisze portal rmf24.pl.

Niebezpieczne gadżety

Choć cele tego działania nie do końca są znane, oczywiste jest, że jeden z nich wiąże się z próbą zapobiegania wypadkom spowodowanym nadmiernym używaniem gadżetów i nieuwagą. Z raportu „Euro-collision contest: clumsiest mobile phone users in Europe revealed”, który powstał z inicjatywy firmy SquareTrade w 2014 r., wynika, że 86% Brytyjczyków doznało różnych urazów, gdy zbyt zajęli się tym, co działo się na ekranie ich telefonów komórkowych. Ludzie wpadali na latarnie, potykali się i upadali, rozbijając sobie kolana.

Co więcej, kilku najbardziej pochłoniętych próbowało wejść do sklepu przez szklane witryny. Jednocześnie 40% Greków przyznało, że w ciągu ostatnich 2 lat (przedział czasu w momencie przygotowywania raportu – red.) urazy, które powstały w trakcie używania gadżetu prowadziły do tego, że samo urządzenie psuło się. Podobne doświadczenia zgromadzili Włosi (39,8%), Hiszpanie (38,9%), Szwajcarzy (26,3%), Belgowie (24,9%). Polacy okazali się nieco bardziej uważni i zapobiegliwi, ale i tak dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, które powodowały, że ich gadżety wymagały naprawy (24,3%).

Podczas gdy internauci dyskutują na temat tego, na ile skutecznie udało się realizować projekt, Zarząd Dróg Miejskich (ZDM) poinformował, że nie ma z tym żadnego związku: „Nie jest to inicjatywa ZDM (…). Akcja jest warta uwagi, szkoda tylko, że pomysłodawca nie zwrócił się do jednostki, która odpowiada za ten teren. Przestrzeń miejska nie jest niczyja, część dróg podlega pod Zarząd Dróg Miejskich, część jest w gestii poszczególnych Urzędów Dzielnic. W takich przypadkach należy złożyć wniosek do jednostki, która odpowiada za teren. Tym bardziej, że niewłaściwa farba może też przyczynić się do niszczenia infrastruktury drogowej” – mówi w komentarzu dla Sputnik Polska Karolina Gałecka, rzecznik prasowy ZDM.

Problemem są hulajnogi, a nie telefony

Nowinka na ulicy Nowowiejskiej wywołuje też mieszane uczucia wśród polskich urbanistów. Niektórzy uważają, że nie należy tej inicjatywie przypisywać znaczenia, bo w mieście i bez niej jest wiele nierozwiązanych problemów. – Moim zdaniem to jest jakaś marginalna akcja, nie ma czego komentować... większym problemem jest wysyp hulajnóg i wzrost alternatywnych form mobilności albo brak zieleni w przestrzeni miejskiej – powiedział w wywiadzie dla Sputnika Polska urbanista Łukasz Pancewicz.

Zobacz też: Smartfon „wypalił” w oczach kobiety 500 dziur

Tego projektu za udany nie uważa też architekt Bożena Konieczny z Biuro Koordynacji Przestrzeni. Jej zdaniem modernizację przestrzeni miejskiej można uznać za udaną tylko wtedy, jeśli stymuluje ona do korzystania z danej funkcji.

– Miejskie przestrzenie były i będą tylko wtedy przyjazne dla wszystkich jej użytkowników, kiedy zaproponowane funkcje będą nas zapraszały, czy taki pas mnie zaprasza do jego użytkowania? Mam wiele wątpliwości. Ten kierunek, tj. dostosowywania przestrzeni do techniki (i realizowania wszelkich ułatwień dla korzystania z tej techniki) wydaje mi się nie trafiony – podkreśla Bożena Konieczny w komentarzu dla Sputnik Polska.

Według niej inicjatywy społeczne należy również rozpatrywać w kontekście rozważnego rozwoju miast, tj. w taki sposób, aby wszyscy mieszkańcy mogli w jak największym stopniu korzystać z zaproponowanych rozwiązań przestrzennych. – W obecnym systemie prawnym w zakresie planowania miast brak jest regulacji prawnych w tym zakresie. Osobiście mam wiele wątpliwości, co do prawidłowości rozwiązań i celowości wprowadzania ich w miastach ze względu na preferowanie wyłącznie określonej i wąskiej grupy odbiorców – wyjaśnia rozmówczyni.

Trasy rowerowe winne dawać bezwzględne bezpieczeństwo dla ich użytkowników (w szczególności dla dzieci) oraz być realizowane w otoczeniu przyjaznym, pozwalającym w trakcie jazdy wypocząć, np. w otoczeniu zieleni w sposób stwarzający bezwzględny komfort i bezpieczeństwo. Tu w tej propozycji mam wiele wątpliwości, czy takie zasady są spełnione – wyjaśnia Bożena Konieczny.

I dodaje: „Biorąc pod uwagę to, że przestrzenie miejskie mają służyć w szczególności nawiązaniu relacji społecznych, uważam, iż ww. nie jest rozwiązaniem, które winno być w jakiś szczególny sposób preferowane i realizowane. Co do stosunku lokalnej społeczności do takiej inicjatywy, to uważam, iż ww. się nie sprawdzi – konkluduje rozmówczyni Sputnika.

Wpatrując się w ekran, nie widzimy świata

Z kolej, socjolog Magdalena Mike ma nadzieje, że warszawska akcja to tylko happening, który ma zwrócić uwagę na problem jakim jest nadużywanie korzystania z telefonów. Choć pewnie znajdą się i tacy, dla których «pas ruchu dla smartfonów» to kolejne obok ścieżek rolkowych czy rowerowych ułatwienie wpływające na płynność ruchu.

– Miasta są coraz bardziej nastawione na użytkownika ze smartfonem w ręku. Mieszkańcy wielu miast przy użyciu telefonu mogą nie tylko sprawdzić rozkład jazdy autobusów/tramwajów, kupić bilet na transport publiczny czy odbywające się w mieście wydarzenia, lecz także zgłosić alert dotyczący miasta (np. naprawmyto) czy otrzymać info.sms z informacją o utrudnieniach w ruchu czy czystości powietrza.

Jesteśmy coraz bardziej internetowi, a ten Internet coraz częściej jest już nie tylko w naszych komputerach lecz w smartfonach – towarzyszy nam na każdym kroku. Niesie to za sobą poważne konsekwencje – telefon zamiast stać się ułatwieniem w komunikacji z drugą osobą – utrudnia ją. Po co mam spotkać się ze znajomymi skoro mogę wysłać smsa, po co iść na wydarzenie – skoro relację z niego na żywo prowadzi ktoś w mediach społecznościowych? – zadaje pytania w komentarzu dla Sputnika Magdalena Mike.

I przypomina: używanie smartfonu w nadmiarze może uzależnić. – Smartfon jest narzędziem, bez którego duża część społeczeństwa nie wyobraża sobie dziś życia. Służy coraz częściej nie tylko do komunikacji, lecz także pomaga być na bieżąco z informacjami z kraju i ze świata czy w codziennych czynnościach (sprawdzanie prognozy pogody czy drogi).

Efekt – sięgamy po niego nie tylko w domu czy w pracy, lecz także w przestrzeniach publicznych (np. na ulicy). Zaopatrzeni w mały ekran, nie widzimy otaczającego nas świata – wyjaśnia socjolog.

Czy za przykładem Nowowiejskiej pójdą inne dzielnice Warszawy, można jedynie zgadywać. Nie wiadomo też, jak popularna okaże się ta inicjatywa wśród samych użytkowników smartfonów. Do dość trywialnego wniosku doszli mieszkańcy chińskiego Chоngqing, gdzie podobny specjalny pas dla „smartfonomaniaków” zajął 50-metrowy fragment chodnika w popularnej wśród turystów dzielnicy.

Zobacz też: Rak przez telefon. Czy smartfon może spowodować rozwój nowotworu

Nie należy mieć nadziei, że ktoś, kto ma przed oczyma ekran smartfonu, a w uszach słuchawki, zwróci uwagę na specjalne oznaczenia na ziemi, jeśli nie interesuje go nic dookoła, nawet zabytki.

Tagi:
uzależnienie, Warszawa, smartfon, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz