00:59 20 Wrzesień 2020
Polska
Krótki link
Autor
2160
Subskrybuj nas na

Miała być nowa jakość w polskiej polityce. Po pierwszej konwencji TVN dawał ugrupowaniu Roberta Biedronia 15 procent poparcia. Tymczasem okazuje się, że poparcie topnieje w zastraszającym tempie. W województwie świętokrzyskim stopniały nawet regionalne struktury. Czy Wiosna dożyje jesieni?

Jak na szeroko reklamowany przebój sezonu, Robert Biedroń uzyskał niepokojąco niski wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Umówmy się, 6 procent to nie jest wynik, którego spodziewał się były prezydent Słupska. Mija dopiero pół roku istnienia Wiosny, a ugrupowanie już jest nazywane „Nowoczesną 2” lub „Palikotem 3.0”. Na taki stan rzeczy złożyło się wiele czynników.

Przede wszystkim brak jawności finansowania oraz ukrywany przez długi czas statut. Biedroń od początku obiecywał transparentność. Tymczasem wmawia nam, że pełna blichtru konwencja na Torwarze i uruchomienie struktur partyjnych następuje dzięki sprzedaży koszulek i gadżetów. Sieć Obywatelska Watchdog złapała partię na kilkukrotnym przekroczeniu sumy 33 750 zł, która jest najwyższą możliwą sumą, jaką może wpłacić na partię polityczną osoba fizyczna (rzecznik „przyciśnięty do muru" tłumaczył później, że były to zsumowane przez PayU tysiące drobnych wpłat...). Robert Biedroń nie ujawnił również nazwisk przedsiębiorców, którzy pomagali mu rozwinąć skrzydła.

Statutu partii próżno szukać na jej stronie internetowej. Ale dotarła do niej jedna z wnikliwych redakcji. I znalazła zapisy, które budzą zdumienie.

Myśleliście, że to PiS jest partią wodzowską? Mylicie się. Robert Biedroń jest w Wiośnie wszechwładny niczym Pan Bóg, który „za dobre wynagradza, a za złe karze”. Możliwości wyboru innego prezesa po prostu nie ma – chyba, że sam zrezygnuje, umrze, bądź utraci członkostwo w partii. Czyli de facto jest jak rzymski cesarz. Prócz tego okazuje się, że partia prowadzi selekcję surowszą, niż ekskluzywne warszawskie kluby nocne: kandydaturę każdego nowego członka musi zaakceptować Zarząd Krajowy z poziomu centrali w Warszawie (to fenomen): Robert Biedroń, Marcin Anaszewicz, Gabriela Moracka-Stanecka, Krzysztof Gawkowski i Monika Gotlibowska.

Program Biedronia wielu rozczarował. Postawił na kwestie światopoglądowe, świeckie państwo i prawa osób LGBT. Ale lewicowcom zabrakło w Wiośnie postulatów propracowniczych, jasnych rozwiązań dla poprawy klimatu i systemowej reformy systemu podatkowego, zaś konserwatystom – wsparcia rodzin, odwołania do narodu, tradycji, autorytetu, nowych rozwiązań w obronności czy polityce zagranicznej.

Tak się składa, że wielu moich znajomych zaangażowało się w tworzenie struktur partii Biedronia. I od początku docierały do mnie głosy o chaosie organizacyjnym i słabej komunikacji „dołów” z liderami. Wkrótce ujawniły się pierwsze zgrzyty, kiedy maturzysta z Lublina oskarżył lokalną koordynatorkę o mobbing.

Jarosław Kaczyński
© REUTERS / Kacper Pempel
Reputacja szefostwa Wiosny nieco się zachwiała, ale ostatecznie Biedroń zdołał wprowadzić do europarlamentu trójkę posłów. Co ostatecznie wygląda absurdalnie, zważywszy na fakt, że tuż po rozpoczęciu kampanii wyborczej szef Wiosny sarkał na Leszka Millera, iż ten jest politycznym dinozaurem i wybiera się do PE na zasłużoną emeryturę. Tymczasem okazało się, że obaj będą zasiadać w ławach frakcji Europejskich Demokratów i Socjalistów, z tą tylko różnicą, że wyśmiewany przez Biedronia, podobnie jak przez Razem SLD uzyskał aż pięć mandatów.

Kolejną „wtopę" lider nowej partii zaliczył przez niejasne deklaracje dotyczące zrzeczenia się mandatu. Biedroń najpierw obiecywał, że odda go profesor Monice Płatek, by wystartować w jesiennych wyborach do Sejmu. Krzysztof Śmiszek tę informację rozmył, mówiąc, iż przewodniczący powinien pozostać w Brukseli – i że nawet stamtąd jakoś swoich ludzi do zwycięstwa poprowadzi. W zasadzie nadal nie wiadomo, kiedy Biedroń odda mandat i czy ostatecznie to zrobi.

W ostatnich dniach media podały druzgocącą informację o tym, że w gruzach legły regionalne struktury Wiosny w świętokrzyskim. Koordynatorka Małgorzata Marenin zadeklarowała, że założy swoje stowarzyszenie i nawiąże współpracę z lokalnym SLD. Ponoć poszło za nią 150 działaczy i sympatyków.

Jak długo przetrwa Wiosna? Robert Biedroń czuje brak optymistycznych prognoz w sondażach. Dlatego wycofał się z pierwotnej deklaracji z 28 maja, że do wyborów parlamentarnych jego ugrupowanie wystartuje samodzielnie. 8 czerwca wystosował apel do „postępowych środowisk” o podjęcie współpracy programowej. I chociaż partie, do których się zwrócił – czyli Razem i SLD z drobniejszymi satelitami wciąż się namyślają, to apel ten można uznać za dobry ruch: lewicowi wyborcy wprost komunikują, że chcą powstania na jesieni swojego bloku – Koalicja Europejska pod wodzą Grzegorza Schetyny i koncepcja skupionej wokół niego „opozycji totalnej” ich nie przekonuje. Biedroń zaś zdaje się wyczuwać już pierwsze „kłopoty w raju”. Jeszcze nie panikuje, ale wygląda na to, że rozumie, iż nieco przecenił na starcie  własne możliwości.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mroczna przeszłość Roberta Biedronia
„Płakałem w nocy”. Oskarżenia o mobbing w partii Biedronia
Biedroń do Kaczyńskiego: Zrobiliście nam w Polsce szariat religijny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz