19:14 14 Grudzień 2019
Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna

Grzesiu, nastąp się

© AFP 2019 / John Thys
Polska
Krótki link
Autor
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (102)
7235
Subskrybuj nas na

Wzruszyła mnie red. Krystyna Naszkowska, która w „Gazecie Wyborczej” próbuje wytłumaczyć, dlaczego PSL nie idzie z PO. Tłumaczenie jest z gatunku spiskowych.

„Wtajemniczeni wskazują na Artura Balazsa; jeden z najbliższych ludzi Balazsa – Marek Zagórski – jest ministrem w rządzie Morawieckiego; tropy wiodą więc do obozu władzy”, a także ma w sobie to święte oburzenie zwolenników jedności opozycji, które nieodmiennie pcha ich do obrażania reszty opozycji („Przystawka chciała decydować o daniu głównym”).

Najbardziej godne uwagi jest jednak olśnienie, którego autorka „GW” doznaje, oceniając koalicję ludowców z Kukizem. Pisze bowiem – uwaga, uwaga – „wcale te elektoraty prosto się nie sumują”.

Brawo! To genialne odkrycie, które na przyszłość warto zastosować w odniesieniu do wszelkich koalicji, gdzie istnieje daleko idąca niespójność programowa i tożsamościowa podmiotów.

W tym miejscu warto oczywiście odnotować, że w przypadku formacji posiadających jakąś wspólną ideę i tożsamość – różnorodność jest dobrodziejstwem i daje szanse na ciekawsze, bogatsze i bardziej ekscytujące dla wyborców listy. Pokazane przez Lewicę czołówki list to przykład takiego przymierza – partii wzajemnie się uzupełniających i przynoszących komfort wyboru, a nie cierpienie, które wiąże się z koniecznością rezygnacji bądź to z przekonań, bądź to z szans na „niezmarnowanie głosu”.

Senyszyn, Gdula, Dyduch, Zandberg, Rozenek, Piechna-Więckiewicz, Scheuring-Wielgus, Konieczny, Gawkowski – to ekipa, którą trudno sobie wyobrazić na jednej liście. A jednak.

Ale dziś warto zwrócić uwagę na coś jeszcze innego. Otóż ci rozliczni obrońcy demokracji, którzy pałami usiłowali zagonić wszystkich przeciwników rządu do jednego szeregu – jak wiodący komentariat antyrządowych mediów, ale też rozmaici „zwykli obywatele” dający głos w sądach ulicznych i na forach internetowych – winni teraz zwrócić ostrze swego gniewu przeciw Grzegorzowi Schetynie i Platformie Obywatelskiej. Osobiście hucznie świętowałam zgon poronionego projektu, jakim była wspólna lista opozycji do Sejmu – ale senat to już zupełnie co innego. Ordynacja większościowa, najbardziej antydemokratyczny i niereprezentatywny system wyborczy, jest formą loterii à rebours, gdzie im mniej losów, tym większa szansa wygranej. Wystawianie więcej niż jednego kandydata antypisu w jednym okręgu jest po prostu idiotyczne.

Tymczasem Grzegorz Schetyna nie chce rozmawiać z lewicą na temat wspólnych kandydatów do senatu. Jak nietrudno zgadnąć, jego kalkulacja jest prosta i dotyczy nie faktycznego składu izby wyższej i ewentualnej możliwości hamowania działań Sejmu – a jedynie osobistej pozycji Schetyny w PO.

Janusz Korwin-Mikke
© AFP 2019 / Janek Skarzynski
Mandaty zdobyte przez kandydatów SLD i PSL w Parlamencie Europejskim aktywowi PO jawią się jako należące do Platformy i niesłusznie jej odebrane.

Stworzenie wspólnej listy senackiej wiązałoby się z tą samą koniecznością podzielenia się miejscami. Lider PO zapewne sądzi, że obejdzie się bez tego: że starym i wielokrotnie niesprawdzony szantażem „kto nie z nami ten z PiSem” zmusi lewicę do rezygnacji z wystawiania kandydatów w ogóle. Ewentualnie tu czy ówdzie rzuci jej ochłap w postaci poparcia dla kandydata, ogólnie kojarzonego z lewicą – jak Marek Borowski w ostatnich wyborach.

Oczywiście jest alternatywa – np. stworzenie algorytmu, opartego na średnich notowaniach poszczególnych formacji. Przy założeniu, że KO ma 28 proc., Lewica – 12, a PSL z Kukizem – 6, Platforma powinna wystawić kandydatów w 60 okręgach, Lewica – w 26, ludowcy – w 14. O tym, kto w którym i kogo winny oczywiście decydować sondaże zrobione w poszczególnych okręgach. To kupa szmalu, ale też wyjątkowo sensowna inwestycja.

Lider partii Wiosna Robert Biedroń
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Gdyby Grzegorza Schetynę interesowało cokolwiek poza jego własnym tyłkiem – zaproponowałby takie lub zbliżone rozwiązanie. Z jednej strony uczciwe i traktujące partnerów po partnersku, a z drugiej dające jakąś tam szansę na zdobycie senackiej większości – z końcu zsumowane poparcie KO, Lewicy i PSL z Kukizem przewyższa o parę punktów notowania PiS.

Jeśli opozycja nie skorzysta z tej szansy – warto, żebyśmy wszyscy pamiętali, komu za to dziękować.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, polska publicystka, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Wybory parlamentarne w Polsce 2019 (102)

Zobacz również:

Akademia Wojskowej Degrengolady
Tagi:
Grzegorz Schetyna, senat, sejm, Polska, wybory parlamentarne
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz